Tymczasem, byłam, sprawdziłam, stan wody we Wiśle przy stacji pomiarowej Bulwary jest taki, że kaczki na piechotę po niej chodzą. I to nie zamoczywszy kuperka.
Owszem, zaczęło coś kropić, ale jak ksiądz kropidłem...
Oraz melduję, że zmarzłam. W autobusie, bo klimę mieli ustawioną chyba na wczoraj. Na dworze przyjemny komfort termiczny, dwadzieścia stopni.