"Kochani,
Poranne wydanie "Zapraszamy do Trójki", jakie znacie, właśnie przestaje istnieć. Pęka nam serce, bo to był dla nas wspaniały czas. Czas, za który jesteśmy wdzięczni.
Przede wszystkim Wam, naszym Słuchaczom. Za to, że byliście z nami i dawaliście nam tej obecności dowody. Kto normalny wstaje o 6.00 na urlopie, tylko po to, żeby posłuchać „poranka”. Mamy takie udokumentowane przypadki. Będziemy je zgłaszali odpowiednim służbom ;-)
Jesteśmy wdzięczni za to, że udało nam się spotkać bladym świtem, z całym stadem innych dziwaków, którzy też nie mogą spać.
Było sporo uśmiechu, trochę wzruszeń, kawa, dobra muzyczka, czasem coś mądrego (nie tylko dla ojców). Mamy nadzieję, że się podobało…
Do usłyszenia!
Ranek"
U mnie Ranek milczy od kilku tygodni, ale wyglądałam Marcela jak kania dżdżu.
No tom się nacieszyła.
Tu powinien być elaborat, czym był dla mnie Trójkowy ranek.
Nie będzie, nie ma tylu liter. I nie ma takich słów.
Od kilku lat powtarzałam Grzegorzowi - noc to, jeszcze jest Ranek, przecież te poteflony tak wcześnie nie wstają, jeszcze się uchowa, jak ten bocian, jak on żyje to i my żyjemy...
Jak ja będę wstawać do pracy? Co tam będzie?