Tymczasem, w temacie boczku...
Wreszcie wyciągnęłam z książkowej spiżarki zachomikowaną na długie, zimowe wieczory "Ostatnią arystokratkę" pana Evżena Boczka. Zasadniczo to "Posledni aristokratku", bo to nabytek z księgarni po sąsiedzku.
Dopiero zaczęłam degustację i uszczknęłam kilka plasterków, pardon, stronic. Jest jadalne, trochę tłusto, trochę pieprznie, jak to w czeskiej kuchni. W menu gdzieś koło "Saturnina" może, z tej samej tradycji kulinarnej co mistrz Hasek, ale z zachowaniem proporcji i dopasowaniem do nowoczesnych podniebień. Ze współczesnych składników, ale wedle tradycyjnych receptur.
Na razie prosta, rozgrzewająca strawa, zobaczymy co też dalej pan autor wysmaży.