W dostatnich, spokojnych i nienękanych konfliktami Czechach wybuchła afera (i to cieszy) na skalę omal kosmiczną.
Jak okazało się, w BBTZPNSiŚ/* w Jiczynie nic się nie produkuje.
Sejmowa Speckomisja (skąd mi to znamy?) powołana w celu zbadania, gdzie się podziały miliardy koron przeznaczone na pierwszy czeski niewidzialny samolot obronno-zaczepny.
Komisja przybyła ze stolicy, po zjedzeniu kanapek i popiciu ich karmelkowym piwem zabrała się do pracy.
Zażądała dokumentacji oraz przedstawienia prototypu letadła.
- No jak ja im mogę pokazać niewidzialny samolot - denerwuje się Zdenek Blaha - lider projektu - istotą niewidzialnego samolotu jest to, że jest on niewidzialny.
Komisja zażądała dokumentacji, która też jest tak tajna, że nie widział jej nikt, no może z wyjątkiem byłego prezydenta Vacka H., który jednak nie może nic powiedzieć, ponieważ ma umówioną wizytę u ortodonty.
Na nic zdały się protesty komisji na utrudnianie pracy.
Na zwołanej w miejscowej gospodzie konferencji prasowej przewodniczący komisji Otokar Blumcyk oświadczył, że jest to skandal, że jest to próba wyssania pieniędzy podatnika na niecne cele, których nikt zresztą nie widział.
Po zakończeniu konferencji odbyła się impreza integracyjna, przy udziale członków komisji, pracowników zakładów oraz miejscowej społeczności. Pękły 4 beczki piwa oraz cztery tony serdelków, dwie tony kaszanki i jeden precelek.
*/Bardzo Bardzo Tajne Zakłady Produkcji Niewidzialnych Samolotów i Śmigłowców