"Uwaga: W tym wątku nie pisano od 120 dni.
Jeżeli nie masz pewności, że chcesz tu odpowiedzieć, rozważ rozpoczęcie nowego wątku".
Tak mnie ostrzegl Moderator. Ostrzegl, gdyz napisal "na czerwono". Otoz nie bede rozwzal rozpoczecia nowego watku. Mnie jako nastolatka powalila wrecz forma, ale i formula programu radiowego "Rodzina Poszepszynskich". Nie perelka, perla. Cudownosc programow takich jak IMA czy "60 minut na godzina" powodowala, ze w czasie emisji "przyklejalem" sie do radia. W kazdy poniedzialek, przed siodma, mialem moj kwadrans z Jackiem Fedorowiczem. Muzyka lat 70 i 80 w moim dzisiejszym odsluchiwaniu czesto uswiadamia odlege czasy mlodosci, niestety. Z "Rodzina" jest inaczej. Specyficzny i niepowtarzalny rodzaj humoru, i gra aktorow dobranych chyba idealnie powoduje, ze przy odsluchiwaniu tasm odbieram ten sam dreszcz emocji, a na koncu odcinka w pierwszym odruchu mysl, ze dopiero za tydzien nastepny.Toz to terazniejszosc!
Moze dlatego iz nigdy nie przemawialo do mnie haslo "rodzina to jest sila" czy Arystotelesowe, a pozniej chrzescijanskie (w sprzecznosci z Mt 10, 36) podejscie i przymuszanie do kochania rodziny, wybieralem przyjaciol z Rodziny Poszepszynskich i ich przyjaciol. Byli tacy mysliciele jak Epikur wiec i sa jego zwolennicy. Dlaczego dobierac sobie jedynie przyjaciol? Ja dobralem cala rodzine

.