Dawno tu nic nie było, ale z kolei niedawno przydarzyło mi się po raz n-ty stawiać BBC za wzór medialnej rzetelności. No to proszę, kolejny dowód:
Oni zawsze mieli znakomite programy przyrodnicze. o pytonach, na przykład...
Rzeczywiście fascynujące! W końcu sfilmowali te słynne unikalne latający pytony (Montynus Pythoninae), o których od dawna wiadomo, że żyją w ogromnych stadach w deszczowych lasach tropikalnych na Antarktydzie.
Szkoda że wilki nie znają tego sposobu, podszedłby taki basior, rozłożył parasol i 3/4 polowania załatwione.
Starczyłoby, żeby taki big bad wolf podkradł się i powiedział: BOO!
I gatunek by w try miga wyginął...
Wydaje mi się, że jest inaczej. Otóż kozy opracowały ten sposób ochrony przed niebezpieczeństwem jeszcze w okresie minojskim w Starożytnej Grecji. Był on skutkiem ciągłych lotniczych alarmów bombowych. Warto pamiętać, że w czasach herosów, Dedala, Ikara, a zwłaszcza zbrodni tego ostatniego, nic nie było pewne. Czasy były wówczas tak ciężkie, że nawet wino trzymano w rozbitych amforach. Potwierdzają to współczesne znaleziska (myślę, że Szczutek to potwierdzi), gdyż mimo wysiłków niemal nie znaleziono całych amfor, a te, które odnaleziono w całości, były puste i to zarówno w środku, jak i na zewnątrz!
Co do przetrwania gatunku. Kozy nauczone doświadczeniami starożytnych filozofów greckich (którzy notabene lubowali się intelektualnym towarzystwem kóz, zwłaszcza młodych samców) wiedzą, że wilk nie zaatakuje martwej kozy, a jedynie żywą. W przeciwnym wypadku stałby się pośmiewiskiem całego stada. A już nie daj Boże, jakby mu martwa koza uciekła...
Jak widać, matka natura jest kozą, czy jakoś tak podobnie.
