Tymczasem, to się nazywa miłość aż po grób...
Pytania nasuwają się same:
Czy śp. Borys Jakowlewicz wpierniczył się swoim awtamobilem w skałę? Czy obu jednym całunem przykryła lawina błotna?
Czy może przyciśnięto symbolicznie wizerunek samochodu, żeby nie straszył po nocach, jak ten krwiożerczy egzemplarz z "Christine" Kinga?
I co to w ogóle za model? Czy aby też prawosławny?