Nie ma restauracji, nie ma kart menu. Jechała z nami grupa przewodników, powożąca, stawiająca namioty i gotująca. Jedzenie znakomite, wszystko świeże, ale zamiast boczku z patyka zaserwowali nam... oczywiście kozę. Smaczniutka, swieżutko przed obiadem zabita. Miejscowe,choć egipskie sępy miały z resztkami używanie. Do tego ryby do wyboru, kurczaki, że o przekąskami nie ma co wspominać