Meldujemy, że w gruzach leżą i Hiszpan zatknął sztandary, a z zarazy to tylko turyści.
Mury twierdzy wzięliśmy szturmem i nawet udało nam się uczcić okoliczność zwycięstwa własnoręcznym biciem w dzwon na najwyższej wieży, gdyż akurat wypadała tego dnia rocznica wprowadzenia się nowych lokatorów na zamek i wymówienia kwaterunku niejakiemu Boabdilowi.
Bardzo mi się podoba przemyślność urzędujących obecnie w Granadzie giaurów. Skoro i tak trzeba cały dzień bić w dzwon, bo okazja tego wymaga, to zamiast nająć dzwonników, którym trzeba by zapłacić za dniówkę robi się z tego atrakcję i cepry nie dość, że się ustawią w kolejkę, to jeszcze sypną groszem za bilet, żeby sobie podzwonić
