Miało być o rozbieraniu kóz...
Kontynuując wątki kozie, warto zwrócić uwagę, jak duży wpływ mają one na skotrzańską kulturę ludową. Na przykład, jak tu grają w butelkę, a jeszcze lepiej, w rozbieranego? Wymogi ortodoksji są bezwzględne, uczestnikami są sami faceci, ewentualnie z kozą. Tu właściwie każdy facet wie, jak rozebrać kozę. Żywą, a zwłaszcza martwą. Popularne jest życiowe przysłowie, że koza stygnie dwa razy: po zabiciu i po ugotowaniu. Co ciekawe, także w tych makabrycznych czynnościach jest postęp. Niegdyś kozy kamienowano, teraz podrzyna się im gardła. W miarę budowy hoteli i wprowadzenia elektryczności wszyscy czekają na pierwsze zabicia prądem.
Tak więc miejscowe powiedzenie, że ludzie żyją nie tyle pełną gębą, co pełną kozą jest ciągle aktualne.
Byliśmy zresztą mimowolnymi sprawcami takiego zdarzenia. Na jednym z biwaków zapytano nas, czy dzisiaj nie chcemy potrawy koziej? Zgodziliśmy się chętnie, co urozmaicenie, to urozmaicenie. Wówczas – czego nie przewidzieliśmy – nasz kucharz udał się do sąsiedniej wsi, kupił dwie kozy, przyprowadził, zabił, rozebrał, wnętrzności rzucił wszechobecnym sępom, resztę do gara. Była smaczna, choć szybko ostygła, ale o tym już wiadomo.