Z cyklu - Ja jestem kierownikiem tej szatni:
Prokurator z Gdańska Ryszard Paszkiewicz kazał zatrzymać przedsiębiorcę pod zarzutem prania brudnych pieniędzy. Przedsiębiorcy sąd zabrał wtedy pieniądze z firmy (około 2 mln zł) do depozytu. Biznesmen siedział pół roku w areszcie, no i firma padła.[/size]Po wielu latach uniewinniono go. Ale do tej pory nie oddano mu 800 tysięcy złotych, bo sąd twierdzi, że
ukradł je pracownik sądu! I tyle. Niby przedsiębiorca ma wyrok, że sąd musi mu oddać pieniądze, ale sąd mu nie oddaje. Dlaczego? Bo mówi taki sąd (w Gdańsku, proszę tego nie mieszać z żadnym politykiem), że nie ma. I koniec [/color][/i]