Ba! Zdrowie stonogi! (z dziewięćdziesięciodziewięcionogami nie piję).
JAJCA
Mściwy Tony musiał na parę dni wyjechać z miasta. Gdyby nie zobowiązania wobec bandy, za nic w świecie, akurat teraz, by nie wyjeżdżał. Poznał bowiem właśnie Długonogą Mary, która zawróciła mu w głowie, jak żadna inna dotąd. Mary odwzajemniła wprawdzie jego afekt na tyle silnie, że mógł nie obawiać się, iż minie to jej przez czas jego krótkiej nieobecności, lecz, niestety, wiedział o niej jeszcze jedno: nie była ona zdolna samodzielnie zarządzać swoją wiernością. Zwłaszcza późnymi godzinami, w saloonie, gdzie zatrudnioną była jako dama. Jeszcze mniej ufać można było bywalcom lokalu, śliniącym się na jej widok i usilnie stawiającym jej whisky. Odkąd, więc, poznał ją w zeszły wtorek, nie zdarzyło się mu jeszcze spuścić jej z oka. Teraz - nie znajdując innego wyjścia - powierzył dozór nad jej niewinnością koledze, którego darzył najmniejszym nieufaniem - o pseudonimie Kochliwy Steve.
Kolega rzetelnie przyłożył się do pilnowania - przez które musiał wydatnie zmniejszyć częstotliwość zaglądania w szkło. Skutkiem tego baczniej przyjrzał się nogom Mary i zaraz ogłupiał na ich tle. Długonoga Mary nie była damą charakteru oschłego - przeciwnie - dostrzegła zauroczenie Steve’a i ujęło ją ono szczerze. W roztkliwieniu, poszli omówić to do pokoju na piętrze. Tam, najpierw uczciwie omówili zalety Mściwego Tony’ego i respekt, jaki do niego żywią, a dopiero potem zaczęli pokazywać sobie nogi. Potem już poszło: Mary ujawniła wklęsły pępek, co Steve starał się przebić owłosionym śródpiersiem. Po kwadransie odkryli, że nie zostało im już nic niepokazanego. Silnie to ich zbliżyło do siebie. Pozostali w tym zbliżeniu przez dwie doby, z przerwami na skromny posiłek.
Powrót Mściwego Tony’ego nastąpił równie nagle, jak wyjazd. Nieudany napad i poniżająca ucieczka przed pościgiem ludzi Rudego Szeryfa, przyprawiły go o wściekły nastrój. W tym właśnie stanie stanął on w drzwiach pokoju tkwiącej w zbliżeniu pary. Jego rozjuszony wzrok padł wprost na tyłek Kochliwego Steve’a, zawieszony nad roztrzęsionym łonem Długonogiej Mary. Steve zamarł w tej pozycji, nie śmiejąc drgnąć.
- Zdrajco! - krzyknął mściwie Tony - zaraz odstrzelę ci te twoje łysiejące jajca!
- Litości! - załkał Steve - byliśmy przyjaciółmi! Ufaliśmy sobie. Daj mi jakąś szansę!
- Dobra. Powiedzmy... możesz je rozbujać.