Teatr JAZZSKA BACOWNIA przedstawia: "WILLIAM BEZ TREMY"
Brabancjo - Powiem szczerze: W szczerym polu leżał trup i szczerzył zęby, jakby ktoś rozśmieszył go przed utrupieniem. Nadjechachała nasza trupa, panie śledczy i wszyscyśmy powysiadali, żeby go obejrzeć.
Śledczy - A teraz trup ma usta zamknięte - dobrze mówię? A chyba sam sobie nie zamknął - dobrze mówię? Więc proszę mi łaskawie powiedzieć, kto jako pierwszy przybył na miejsce zejścia... znaczy zajścia?
Brabancjo - Z pewnością Rodrygo. On wszędzie pierwszy.
Rodrygo -
In effetti, signore ufficiale, ja byłem pierwszy przy trupie. Zawsze jestem
primo.
Śledczy - Ale, ten... no... Jago. On wcześniej też mówił, że był pierwszy ... chę?
Jago - Właśnie. To ja byłem pierwszy. Rodrygo przybiegł chwilę po mnie i to nie jako pierwszy, bo... o pół chwili wcześniej przyleciał Herold.
Śledczy - No to jak, Rodrygo? Przyznaje pan, że nie był pierwszy? - bo za kłamstwo w śledztwie można pójść do więzienia!
Rodrygo - Mogę przyznać, że byłem odrobinę niepierwszy, ale z pewnością nie późniejszy o całą chwilę. Najwyżej o pół.
Śledczy - Rozumiem, tak zapiszę... ale kiedy w takim razie przybył Herold? Może pan mi to wyjasni, panie Trabancjo?
Brabancjo - Brabancjo. Jesten senatorem Brabancjo. Zaraz panu wyjaśnię. Jeżeli pierwszy przybieżał Jago, a w pół chwili po nim Rodrygo, to znaczy, że Herold musiał przybyć w ćwierć chwili po Jagu. Tak postanawiam.
Śledczy - Pan tu nie ma nic do stanowienia. To ja jestem śledczy. A pan, panie Bratancjo - kiedy pan się zjawił?
Jago - Właśnie! Brabancjo też był zaraz po mnie. Mogę nawet powiedzieć, że najpierwszy po mnie (z całym szacunkiem, senatorze). To by wychodziło... jakieś pół ćwierci chwili zaraz po mn...
Śledczy - Dość!!! Co wy sobie myślicie? Że ja nie wiem, że jaja sobie ze mnie robicie? Już ja się wam dobiorę do tych teatralnych dup! Mówcie mi tu zaraz, kto się najbliżej zbliżał do zwłok.
Brabancjo - Ja stanąłem nieopodal i tylko patrzyłem.
Jago - Ja to stanąłem nawet opodal, bo ja się brzydzę trupów.
Śledczy - A pan, panie Rodrygo? Zbliżał się pan do denata?
Rodrygo - Nie. Ja nawet opodal nie stanąłem. Bowiem omal mnie nie zemdliło.
Jago - Mnie też zemdliło! oczywiście, ale mnie tylko nieomal.
Śledczy - Jak nie przestaniecie mnie w konia robić tym pokrętnym językiem, to was z miejsca pozamykam!!! Kto jeszcze zbliżał się do zwłok - mówić!
Rodrygo - Najbliżej, to był Szekspir. Ja nie chcę nic mówić, ale on, to nawet wąchał trupa.
Śledczy - Ooo! I dopiero teraz mówicie? Już notuję. Szekspir... eee... wąchał zwłoki. A po co on to robił?
Brabancjo - Bo on się tak zawsze interesuje postaciami trupów.
Śledczy - Gdzie znajdę Szekspira?
Rodrygo - Tu stoi.
Śledczy - Przecież tu stoi koń!
Rodrygo - No i co, że koń,
mamma mia! ale z tremą radzi sobie najlepiej ze wszystkich!