To, może już tej kury nie ciągajmy dłużej, bo się nam rozciągnie. Nie wszystkich udało się sprowokować do wypowiedzi, ale może oni bawili się w kurę gdzieś wcześniej i już wyrośli.
AMNEZJA
Koleżanka (zawodu skądinąd szanowanego, którego jednak zabroniła mi ujawniać) obudziła się pewnego ranka na swoim tapczanie. W pokoju i za okienkiem z organzowymi firankami było ciemno. Radio cicho grało jakiś jazz. Wskazówka budzika wskazywała cyfrę „8”. Czuła się zmęczona. Chciała przebiec myślami po wydarzeniach dnia wczorajszego i okazało się, że nic nie pamięta. Zapaliła lampkę i sięgnęła do ubrań wiszących na starym krześle. Śladów błota nie ma - wleczone nie było - stwierdziła. Uniosła głowę, żeby zlustrować stół - biesiady nie było - uznała. Poczłapała do łazienki, napełniła wannę, zanurzyła się w ciepłej wodzie i znów spróbowała przypomnieć sobie wypadki, lecz bez skutku. Postanowiła głębiej zastanowić się nad swoim marnym życiem. Jednak, od czegoś trzeba zacząć, a jak to zrobić, nie mogąc przywołać z pamięci nawet zdarzeń najświeższych? Zastygła w czymś na kształt zgnębionej drętwoty. Wtedy zadzwonił telefon. Trzeba było wyjść z wody, umoczyć szlafrok, ale światu czoła stawić. Mokra wsunęła się w pościel i powiedziała „halo”.
Telefon odezwał się tak: Cześć, kochana! Miśka mówi. Siedzisz? Wyobraź sobie - Baśka chora. Próby „Pijaków” odwołane. Dziś będzie pierwszy wolny wieczór od nie wiem kiedy. To nam się należało, jak psu buda! Robisz imprezę, jasne?