ALE, O CO CHODZI?
Synek mojego brata przyniósł ze szkoły kawał:
Był sobie pan o nazwisku Nitko. Miał on wadę wymowy polegającą na tym, że każde „k” zamieniało się w „t” i na odwrót. Razu pewnego pan Nitko, który sądził że jest jedynym Nitką na świecie, odkrył że w książce telefonicznej jego miasta istnieje jeszcze ktoś drugi o tym samym nazwisku. Poruszony do głębi, pojechał żeby go zobaczyć. Jeżeli tamten Nitko jest podobny do mnie, może też i mówi tak samo jak ja? - zastanawiał się w drodze. Wreszcie stanął przed drzwiami ozdobionymi wizytówką „Nitko”. Pełen uniesienia zapukał dwa razy. Niemal natychmiast zza drzwi dobiegła odpowiedź.
- Tko kam?
- Nikto!
- Jatko Nitko?
- Nikto. Naprawdę!
- No ko tko puta?
Kawał spodobał się wszystkim w domu, od babci - po wnuczkę. Następnego dnia córeczka brata opowiedziała ten kawał w swojej klasie, wywołując tyle wesołości, że trzeba było go powtarzać. Powtórce przysłuchiwała się pani katehetka, która następnie udała się do pani dyrektorki, a potem obie wezwały córeczkę brata do gabinetu. Polecono jej powtórzyć ten kawał - co z zapałem uczyniła. Wtedy pani dyrektorka zapytała panią katehetkę:
- Dobrze, ale gdzie są te brzydkie wyrażenia?
- No, na końcu tej wyliczanki.
- Ale które to słowo? Bo ja nie kojarzę.
- Pani dyrektor sobie żartuje, tak?
- Mnie się tu nic brzydko nie kojarzy, może ja czegoś nie znam, proszę mi pomóc. Dziecko - możesz to zapisać tu na kartce?
Dziecko zaczęło płakać: może ja coś przekręciłam. Ja przepraszam. Ja nie chciałam.
Pani katehetka wyszła obrażona.
Pani dyrektor poleciła dziecku opowiedzieć ten kawał rodzicom i poddać się ich osądowi.
Rodzice opowiadają tę historię dalszej rodzinie.
Dalsza rodzina zapewnia, że była przeciwna wprowadzaniu katehetów do szkół państwowych, ale ich nikt o to nie pytał.