A już miałem nadzieję, że nikt tej kompromitacji nie zredundował...

NIE TYLKO zawracania tramwaju nie było w planie.
W ogóle to plan był szczegółowy ale jednak zbyt skomplikowany, szczególnie dla realizatora, który nawet w połowie próbował podać się do dymisji. Dla mnie znów zbyt skomplikowane okazuje się sporo prostych słów.
Zembatemu nie przyłożyliśmy ucha do płyty (w odpowiednim momencie), bilans zniczy też się nie zgadzał.
Ale są i plusy, choćby to, że jednak nie doszło do pożaru (Marta: "uważaj, nie podpal... yyy... liści na grobie!")
Po wszystkim była impreza i to z obecnymi pracownikami Trójki (m.in. M. Pośpiech), którzy nie są w stanie zerwać więzów łączących ich z ŻAKiem. Impreza odbywała się na warunkach mocno studenckich i w hałasie, co autyzm pedadoga znosił ciężko. Na szczęście doszło z mężem Marty do porozumienia opartego o zamiłowanie do tych samych trunków chlebopochodnych, które ausgerechnet miałem w plecaku, więc przenieśliśmy się do bardziej kameralnej dzielnicy. Najdłużej na posterunku wytrwał jednak kot Maurycy i za to towarzystwo w trudnych chwilach traumy po dorocznym wybijaniu sobie z głowy występów na żywo jestem mu niezmiernie wdzięczny.