Tymczasem, jedyny plus dodatni, jaki mnie dzisiaj ucieszył (i to pomimo, że jest związany ze wzrostem temperatury) to fakt, że po prawie tygodniowym planowym przestoju ciepłownia pruszkowska przywróciła nam ciepłą wodę w kranie i już nie muszę sobie gotować sagana wrzątku do kąpieli jak człowiek pierwotny.
Grzegorz mówi, że nie rozumie, skoro woda była zimna, to chyba lepiej?
Ja twierdzę, że morsować to można w zimie.
Tak czy inaczej, jakbym na dłużej zniknęła, to wiecie gdzie jestem i proszę mnie nie ratować.