A to mię przypomniało jedną z moich nielicznych wizyt (jeśli nie jedyną) w Operze Narodowej. Podobno Straszny Dwór dawali, ale za tym, co się odprawiało na scenie nadążałam li i jedynie dzięki wyświetlanym nad nią titulkom po angielsku.
Podobno potem nastał jakiś dyrektor-Harpagon, co wymagał od śpiewaków uczenia się tekstu na pamięć, za co mocno go nie kochali.
Ale to już nie wiem, nie sprawdzałam. Grzegorz ostatnio był, ale na balecie. Nie wspominał po jakiemu.