Kocurkowi Wyjadaczowi Mama przestała dawać smakołyk w postaci kawałków surowego mięska, przeznaczonego co do zasady na obiad (klasyczne przejście z "no jeszcze się nie nażarłeś ty gruby worze" do "oj no jak ładnie kotek staje słupka, no masz masz"). I kot złagodniał. Nie próbuje mnie prawie w ogóle kłapnąć paszczą podczas miąchania. Nie próbuje drapnąć. Trochę to przypomina sowieckie eksperymenty ze zmianą menu różnych zwierząt; ciekawe czy krok po kroku dałoby się Wyjadacza nakłonić do spożywania sałaty?