Biorę tę ofertę w ciemno... To była jazda bez trzymanki, czasami dosłownie, bo wypożyczony samochód prowadziła koleżanka, która nawet w ruchu prawostronnym potrafi jeździć brawurowo. I tylko tak

Tysiącletnie koscioły na klifach, dolmeny wmurowane w ogrodzenie pastwiska z napisem "Beware of the ram" i ten baran we własnej osobie, wielki, jak szafa trzydrzwiowa, uznałyśmy, że pogoda jest brzydka, a ten dolmen nie taki znowu interesujący, żeby barana stresować...
O mały włos zderzenie czołowe ze stadem owiec na wiejskiej drodze obudowanej murkami, i gdzie tu skręcić... Śnieg padający poziomo w Dublinie i patrykowa impreza w pubie na ostatnim piętrze muzeum Guinnessa przy St. James Gate, pinta gratis do biletu, muzyka od ucha live, panoramiczne okno na cztery strony świata...
I te śniadania...

Tylko Grzegorz marudził, że tylko w kółko znowu jakieś ruiny, kamulce, albo owce

A najlepiej, że to był pożegnalny rejs Scandinavian na tej trasie i bilet lotniczy kosztował mniej niż osobowym do Dufałki.
Tak, jadę w ciemno, kiedy?!?