No ja takich przygód w żadnej ze szkół, które kończyłam, to nie miałam.
Za to jak przyszłam nauczać do mojej aktualnej, to akurat było przemeblowanie związane z powstaniem gimnazjów i wszystkiego po klasach siódmych i ósmych jeszcze nie sprzątnięto. Toteż upchnięto mnie z zerówką bodajże w tzw. kanciapie, jaka się ostała po sali do ZPT z zapleczem. Na środku w podkowę ustawione stoły robocze z imadłami. dookoła metalowe regały ze wszelkim dobrem (młotki, gwoździe, pilniki, cęgi, wszelkie narzędzia ostre...) a w środku tego banda sześciolatków. I ja.
Melduję, że wszyscy przeżyli.