Wbrew pozorom nie tak dużo: Austro-Węgry (mimo wszystko liczę jako jedno), Polska, GG, Polska. W 1918 r. Ukraińcy tu nie dotarli, a w 1920 r. podobnie bolszewicy.
Tak, tak to tam wyglądało. Jeszcze ewentualnie PL powojenną można podzielić na PRL i RP. Co ciekawe, nawet II wojna nie była tam szczególnie dokuczliwa. Zaznaczam że nie mówię tu o obywatelach pochodzenia żydowskiego - z nimi wiadomo jak było, w tym z udziałowcem biznesu (geszeftu raczej)*) mojego dziadka. Kwestia szczęścia: odległe o 25 km Jasło zostało w styczniu 1945 wymazane równie skutecznie jak gdyby tam jakiegoś Little Boya zrzucono. Co prawda w 1944 Niemcy zamiarowali zrobić tam pacyfikację ale nie wiem za co (wbrew pozorom i oni kierowali się dość szaloną ale jednak logiką. Przez lata bitwa ta:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Gilowa_G%C3%B3ra....obrasta w "fejm" tak bardzo na lokalnych akademiach ku czci, że powoli mam wrażenie iż Okinawa czy Stalingrad to małe piwo było w porównaniu.
*) Nie pisałem o tym? A to smakowita ciekawostka! Po wojnie 1920 było tak, że leguny różne koncesje dostały. A mianowicie:
* Generały poszły w premiery.
* Pułkowniki poszły w ministry.
* Majory i kapitany - w starosty itp.
* Podoficyjerstwo - w ostadnictwo wojskowe.
(itd itd)
* I tu dochodzimy do levelu szeregowca dziadka, ostatniego w kolejności dziobania. Dostał otóż pozwolenie na prowadzenie trafiki. No ale koncesja to jedno a wszak - jak nauczał stary Marks - potrzebny jeszcze kapitał. I tu właśnie pojawia się na scenie starozakonny kolega dziadka. Zorganizował takowy i interes zaczął się kręcić! Niekiedy tak dobrze że cały towar poszedł i dziadek musiał u p. Żyda, jak to się mówi, sępić:
- Ej skąd masz jeszcze papierosy? Dawaj no zakurzyć!
- O nie nie nie. To, to ja mam na potem!