Tym razem zupełnie prywatna prywata i to nawet nie finansowa.
Przyleciało do mnie na balkon takie nie do końca opierzone cóś, siedzi w skrzynce i tylko łypie oczami. Chyba zaczęło wyżerać resztki szczypioru.
Co z tym zrobić? Zostawić aż odpocznie i sobie poleci? Przenieść gdzieś? Pomóc jakoś? Wody dać?
Zapytałam "w internetach" i dostałam rozmaite, sprzeczne odpowiedzi.
Grzegorz sugerował rosół, albo gołąbki, ale to nieprzebadane...
Serio pytam. Kiedyś Rudy by rozwiązał problem pojawiając się w oknie i mobilizując podlota do odlota. Albo Inka w sposób ostateczny.
Teraz może przyjść odwiedzający nas czasami Pluto i będzie zamieszanie...