Zdarzało się nam już poruszać temat relikwii, wiary w ich moc i wynikającą stąd wartość handlową. W końcu sacrum to nie tylko szczebel z drabiny, która śniła się świętemu Jakubowi, czy język św. Antoniego, który leżąc w Bazylice w Padwie ponoć nadal potrafi wyrazić, co myślała głowa. Mowa będzie o najważniejszych, a więc tak zwanych relikwiach I stopnia. Chodzi o pozostałości ciała, które są świętościami superplusquamperfectum, a więc super plus max ultra, czyli samego Jezusa. I tu natrafiamy na pewien problem, także teologiczny, gdyż Jezus dostąpił wniebowstąpienia, a więc nie pozostawił po sobie ciała, ani jego fragmentów.
Ba, czy na pewno? Poszukiwacze świętych artefaktów wykazywali się większą pomysłowością niż teolodzy i znaleźli rozwiązanie, tego zadawałoby się nierozstrzygalnego zagadnienia. Z dociekliwością większą niż Indiana Jones znaleźli części ciała Jezusa, które ten utracił… jeszcze w dzieciństwie. Należały do nich zęby mleczne, pępowina i napletek. Natychmiast zaczęły się one „rozmnażać” i do posiadania mesjańskiego napletka aspirowało coś około 16 kościołów w Europie, a z zębów mlecznych złożono by pewnie kilka świętych szczęk, a w zasadzie małych szczęczek. Jednak fakt „istnienia” tych części ciała i ich przechowania przez setki lat świadczyć może paradoksalnie, jak głęboko korzeniami sięgają mity, zadawałoby się zupełnie współczesne.
Nie da się bowiem wytłumaczyć przetrwania świętych artefaktów bez istnienia już wówczas – ponad 2 tysiące lat temu - wsparcia finansowego. Ponieważ medycyna estetyczna w tamtych czasach sprowadzała się w zasadzie do golenia twarzy i głowy, albo deformacji różnych części ciała przy użyciu ostrych i tępych narzędzi, a każde dziecko płci męskiej urodzone w rodzinie żydowskiej, zgodnie z Prawem Mojżeszowym, w ósmym dniu musi być obrzezane, to już wiemy, kto na tym zarabiał i w co naprawdę wierzyli ówcześni. I chociaż nie znalazło to odzwierciedlenia w Starym Testamencie, wygląda na to, że boskie zęby mleczne mogły przetrwać tylko dzięki starozakonnej wierze we… wróżkę zębuszkę, a napletek, dzięki wróżce napletuszce? Nic dziwnego, że trzeba było napisać Nowy Testament.