To trochę tak jak Bear Grylls, czy inny podobny bohater survivalu, pokazujący jak to dramatycznie, samotnie pokonuje górskie gołoborze, bród na rwącej rzece czy przewieszkę na lodowcu. Zawsze miałam głęboki szacunek do niewidzialnej ekipy, która musiała zrobić dokładnie to samo, tylko objuczona kamerą i sprzętem do rejestracji dźwięku, względnie oświetleniem.