Światowa premiera Windows 7 stała się przyczyną tragedii w domu państwa Jacków
Pani Aniela Jacek (żona Grzegorza Jacek) chciała w swym komputerze zainstalować najnowszy system operacyjny z Richmond – Windows 7 ©.
Jej mąż był temu zdecydowanie przeciwny (jak zresztą wszystkiemu) i kategorycznie nie zezwolił na taką operacją, i aby swój protest uczynić bardziej skutecznym wykręcił korki zasilające ich domową pracownię komputerową.
Traf chciał, (Alojzy Traf, sąsiad) przegrać płytę z najnowszymi, nieemitowanymi odcinkami Tańca z gwizdami, którą nabył na nieistniejącym już targowisku.
Niestety, z powodu braku korka a więc i prądu, w domowej pracowni pani Jacek panowała ciemność, co skrzętnie wykorzystał Alojzy Traf, przy biernej (a wręcz żadnej) obronie pani Anieli.
Skruszony wyrzutami sumienia pan Grzegorz wrócił jednak do domu, włożył korek na swoje miejsce – nieoczekiwanie ujrzał swoją żonę w niedwuznacznej sytuacji z sąsiadem w poniownie zalanej światłem domowej pracowni komputerowej.
Tam niedwuznacznej – jednoznacznej.
Oburzony takim postępowaniem uniósł się honorem, a następnie padł jak rażony wirusem. Przerażona para, przyłapana inflagranti, (przed szczytowaniem) doznała szoku katatonicznego (cokolwiek to oznacza) i w stanie śpiączki przebywa w miejscowym szpitalu, na oddzielnych łóżkach ma się rozumieć.
Pan Grzegorz po ocknięciu zaciągnął się do bractwa mniejszego i wyjechał do Tybetu szerzyć wiarę katolicką, gdzie słuch o nim zaginął.
Syn państwa Jacków Jacek Jacek (rodzice mieli jednak poczucie humoru) w odpowiedzi na wydarzenia tak to skomentował:
- [Beep] Windows, ja i tak używam Linuksa.