Dzisiaj poruszymy, co tu kryć trudne, bo teologiczne spory doktrynalne. Trudne, ale jakie szczęśliwe zakończenie!
Współistotność a podobieństwo, czyli kto siedział po prawicy Gonza?
Wszyscy znamy fragment z powszechnego wyznania wiary, tak zwanego Credo Nicejskiego: „…Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu…”Zakłada ono „współistotność”, z greckiego homoousios, oznaczającą, że Bóg Ojciec, Jezus Chrystus (Syn) i Duch Święty posiadają dokładnie tę samą, jedną boską naturę.
Termin ten wywołał pierwotnie potężny wewnątrzkościelnym podział. Kontrowersje wynikały z faktu, iż do dotychczasowej terminologii biblijnej, określającej wyznanie wiary, włączono słownictwo filozofii greckiej, która była uważana przez biskupów za nośnik starych doktryn pogańskich. Twierdzono, że „koń trojański filozofii pogańskiej, czyli mądrości ludzkiej, wroga Mądrości Bożej, został wprowadzony do sanktuarium wyznania wiary”. Na to nałożył się kolejny spór: czy Chrystus jest współistotny (homoousios - homo-uzjos) Bogu, czy tylko do niego podobny (homoiousos- homoj-uzios)?
Na zlecenie cesarza Konstantyna Wielkiego w 325 r. zwołano sobór w Nicei, który miał te kwestie rozstrzygnąć. Zebrani biskupi szybko pokłócili się i popadli w pat doktrynalny. Wtedy Mikołaj z Miry, późniejszy TEN słynny święty Mikołaj, cytując fragment credo: „…i wstąpił do nieba, siedzi po prawicy Ojca…”, przypomniał, że przecież Gonzowi zdarzało się siedzieć po lewicy Najwyższego i mógłby coś podpowiedzieć. To niespodziewanie wywołało dodatkowe zagadnienie teologiczne: skoro Gonzo siedział po lewicy, to z tego wynika, że Najwyższy… siedział po prawicy Gonza? I jak to zinterpretować? Tu lejce sporu, jak wodze rydwanu wziął sam Gonzo, który skromnie przypomniał rozgrzanym do czerwoności dyskutantom, że z faktu, iż siedział po lewicy Najwyższego, nie wynika wcale, żeby On siedział obok Gonza, a cóż dopiero po jego prawicy! Bóg jest Pantokratorem, czyli wszechmogącym i może spowodować, że jeśli ktoś siedzi koło niego, to nie oznacza, że z wzajemnością! W ten sposób za jednym zamachem rozstrzygnął nie tylko wszechmocność natury Boga, ale wyjaśnił różnicę współistotności (homo-uzjos) siedzącego po boskiej prawicy od własnego homoj-uzios, a więc podobieństwa, wynikającego jedynie ze stworzenia na obraz Najwyższego, dodając, że jaki jest koń i do kogo ten koń jest homoj-uzios chyba każdy widzi? Tym przekonał prawie wszystkich biskupów, a przy okazji załatwił Mikołajowi z Miry tytuł świętego. Żeby uniknąć podejrzeń, że wziął za to korzyść majątkową, zobowiązał Mikołaja do wręczania prezentów wszystkim przynajmniej raz w roku, w ten sposób czyniąc go świętym od łapówek. Dixit Gonzo... et factum est ita – Gonzo rzekł... i tak się stało.