Ponieważ dzisiaj piooontek, więc więcej czasu, to odsłaniamy kulisy kolejnego wydarzenia historycznego, wyjaśniając przy okazji szczegółu zwyczaju, który zawsze chcieliście poznać - palenia wdów, nie tylko czarnych.
Kłótnia o stos sati.
O co to się ludzie nie kłócą? Jest rok 317 przed Chr. W bitwie pod Paraitakene ginie niejaki Keteus, hinduski oficer jednego z generałów nieżyjącego już Aleksandra Wielkiego - Eumenesa. Zostawia nieutulone w żalu dwie małżonki. Zmarły miał zostać zgodnie ze zwyczajem sati, spalony z jedną ze swoich żon i tu zapłonął pierwszy stos, stos kłótni pomiędzy kobietami.
Wdowieństwo w Indiach pozbawiało praw rodzinnych i społecznych. Wdowa zmuszona była do golenia głowy, nie mogła stosować makijażu, zakładać ozdób i klejnotów, a co najgorsze, stosować perfum. Nie miała prawa do żadnych rozrywek, musiała spać na podłodze i odziewać się jedynie w prosty, biały strój.
Nic dziwnego, że wybuchła karczemna awantura pomiędzy żonami, o to, która ma byś spalona, tym bardziej, że przywilej ten zgodnie ze zwyczajem przysługiwał małżonce najstarszej, co podważała jako jawną dyskryminację młodsza, argumentując przy tym, że starsza jest w ciąży, a zwyczaj nie zezwala na palenie niewiast w ciąży, bo może to zaszkodzić pomyślności rytuału pogrzebowego!
Spór doprowadził do powołania specjalnego trybunału, który pochylając się nad odmiennością kultur hinduskich, greckich, babilońskich, macedońskich itp. i zasadzie, że żadna nie jest lepsza od drugiej, orzekł, że z powodu ciąży starszej żony, na stos pójdzie młodsza. Starsza natychmiast wzniosła okrzyki do wszystkich bogów greckich i hinduskich, a że było ich dużo, więc i okrzyki trwały większą część dnia. Łkała na niesprawiedliwość, bo wyrok trybunału zupełnie nie brał pod uwagę niezbywalnego prawa reprodukcyjnego kobiety w ciąży do decydowania o swoim brzuchu także na stosie! Krzyczała, że tylko mężczyźni mogli wydać wykluczający wyrok na starszą, bo oczy ich i głowy opętała młodsza, ładniejsza i do tego nie w ciąży. Odeszła wreszcie łkając, złorzecząc i rwąc sobie włosy z głowy, wiedząc, że jako żywej wdowie i tak nie będą jej już potrzebne. Spalono więc młodszą, a Grecy będąc pod ogromnym wrażeniem sytuacji całą armią trzykrotnie okrążyli z szacunkiem stos płonącej w absolutnym milczeniu żony.
Gonzo także był zdumiony, bo jeszcze kilka dni wcześniej, podczas wspólnej upojnej nocy, obie żony twierdziły, że są z nim w ciąży, a teraz młodsza nabrała wody w, nazwijmy to usta. Ponieważ słowo sati oznaczało kobietę wierną swojemu mężowi, Gonzo uważał, że małżonki po, jak to określił, „grzechu namiotu”, chciały odkupić swoje winy. Niestety, zdaniem starszej, tylko młodszej się udało.
Jeśli ktoś powątpiewałby w zakulisową rolę Gonza, to może zgadniecie, komu zamiast domownikom i przyjaciołom, idąca na stos ofiarowała swój strój i ozdoby? A było tego trochę: na rękach mnóstwo pierścieni wysadzanych drogocennymi kamieniami, na głowie niemała liczba złotych gwiazdek urozmaiconych brylantami, na szyi bogactwo większych i mniejszych drogocennych łańcuszków.
Żeby zdjąć z siebie podejrzenia, Gonzo wytłumaczył, że klejnoty otrzymał, bo jako jedyny szczerze doradził rzucającej na stos swój życia los, w co ma się ubrać i pomógł wybrać najlepszą sukienkę. A jak całopalny kopczyk wygasł, skierował z siebie uwagę obecnych na zmarłego, przypominając, że prawdziwe okoliczności jego śmierci mocno odbiegały od oficjalnej, bohaterskiej wersji. Jako hinduski oficer dowodzący oddziałem bojowych słoni, powinien się orientować, że nadanie nowego imienia takiemu zwierzęciu nie powinno się odbywać w pijackim widzie i wiązać z rozbijaniem mu o głowę ogromnej amfory z winem, a jeśli już, to należy stać poza zasięgiem trąby i kłów nominowanego.