Rodzina Poszepszyńskich - fanklub im. Kaprala Jedziniaka
Kategoria ogólna => Dyskusja ogólna => Wątek zaczęty przez: Cezarian w 18 Listopada 2017, 23:23:56
-
Już dawno taki wątek winien powstać.
Zacznijmy skromnie. Nasz Poeta to niewątpliwie ""Najwykwintniejszy narzekacz na świecie".
I aktualny jak się wydaje cytat z Poety: "Godłu, godłowi - celowo tak mówię, żeby być zrozumianym przez oba elektoraty"
-
Tak, wątek nienachalnego optymizmu na pewno nam się przyda.
-
Słowiańskiego dodajmy. Bo przecież tylko u nas pesymizm to stan wstępem gotowości na przyjęcie dowolnego optymizmu.
A tutaj mamy jakże poszepszyński wyraz takiego optymizmu:
(https://img.joemonster.org/i/2017/11/demot-256-130.jpg)
-
Już dawno taki wątek winien powstać.
A co tak akurat kolegę teraz naszło na Poetę? Jesień? ;)
-
Lepiej, właśnie, po 5 latach wziąłem się za przesłuchanie wszystkich Wieczorów prawie poniedzielskich. Jestem po 1/2.
-
Jeszcze w depresję wpadniesz!
-
Czy to nie jest aby niebezpieczne dla zdrowia? Zwłaszcza o tej porze roku?
W Galerii Wroclavia (dawniej: Dworzec Autobusowy we Wrocławiu) co prawdaż już lecą piosenki mające za zadanie wywołać radośnie świąteczny nastrój, ale w zderzeniu z rzeczywistością listopadową tuż za drzwiami na razie wywołują poczucie pewnego absurdu.
Ale nie przesadzajmy, to jeszcze nie koniec świata...
http://aszdziennik.pl/121665,wpadka-jasnowidza-z-usa-ponura-apokalipsa-z-jego-wizji-to-tylko-zwykly-jesienny-dzien-w-polsce
-
Tymczasem, Poniedzielski udowodnił w zasadzie niezbicie, że tzw. szczęścia to jest choroba cywilizacyjna, zaś życzyć komuś szczęścia to szczyt bezczelności.
Nie mieszkając wykorzystałem ten pomysł podczas składania znajomej życzeń z okazji 50-tki. To chyba była ostatnia pięćdziesiątka...
-
No i słusznie,trzeba się przerzucić na setki, jak dorośli ludzie...
-
Ja tam tylko półlitry, najlepiej Perły :D
-
Tony, czasami okoliczności wymagają by napić się wódki.
-
Dużo mam ostatnio takich okoliczności ale jeszcze nie wypiłem. Chyba jakiś gupi jestem.
-
Tony, czasami okoliczności wymagają by napić się wódki.
No chyba, że mówimy o damie.
To wtedy czystego spirytusu.
-
Tony, czasami okoliczności wymagają by napić się wódki.
No chyba, że mówimy o damie.
To wtedy czystego spirytusu.
Oczywiście, damie nie odważyłbym się wódkę zaproponować.
Skoro mowa o damach, to warto chyba w tym miejscu dodać, że "prawdziwy gentelman potrafi nie tylko doprowadzić damę do grzechu, ale i po grzechu odprowadzić ją z powrotem do męża".
I to jest chyba najlepsze zastosowanie spirytusu.
-
Wątku przemyśleń Poety ciąg dalszy. Jak się okazuje z wyobraźnią jest jak z inteligencją. Wcześnie wykryta jest wyleczalna. Jednak potem wyobraźnia może być przyczyną wielu groźnych chorób.
I bardzo ważne: Spośród rzeczy, które można zrobić ok. 99,99% jest takich, których nie można zrobić wcześniej.
-
U mnie już chyba za późno...
-
Na zrobienie porządku z wyobraźnią? ;)
-
Właśnie.
To już chyba trwałe kalectwo.
-
"Ach jak ten śnieg pada" - czy jest bardziej poetyckie określenie lub temat? Oczywiście nie dotyczy poety Janka.
-
Pomyślałem, że taka fotka to powinna się tu znaleźć, może nawet na poczetnym miejscu?
-
Ładne. Czy to się nazywa wirtualny Poeta?
-
O ile pamiętam to za tą gustowną kompozycją roślinną stała zupełnie nie wirtualna flaszka.
Z czystą.
Wodą, podobno.
-
albo z ziółkami ;)
Gdybym nie wiedział w jakich okolicznościach to pomyślałbym że ta fotka na stypie zrobiona...
-
Poeta bez trudu udowodni, że stypa to jest optymistyczna okazja do przygotowania się na dowolną ilość radości.
-
Może już się przygotowuje?
-
Może już się przygotowuje?
Obserwując go co najmniej od połowy lat 80-tych, twierdzę, że od dawna.
-
Pewnie chce być w stałej gotowości.
-
Pewnie chce być w stałej gotowości.
Od urodzenia. I słusznie.
-
Zdaniem Poety koniec świata powinien być perfekcyjnie przygotowany. Co więcej, najgorzej będą mieli Ci, którzy Gonzalo przeżyją.
I jak tu twierdzić, że Poeta nie jest optymistą?
-
Perfekcyjnie przygotowany? Nie oczekiwałabym.
Na razie to nawet co do konkretnej daty nie ma zgody.
-
A to były już jakieś... propozycje?!
-
A bo to raz?!?
-
Najprostsza sprawa zapytać świadków Jehowy, albo taborytów, albo Majów.
-
Tak, wiem 120 dni, ale sam się dziwię. Przecież już ładnych kilka tygodni, jak Poeta do nas wrócił. I warto za nim przypomnieć, że Pan Bóg dał kulturze zachodniej zegarek, a kulturze wschodniej czas.
-
Coś w tym jest...
Znalazłam właśnie zegarek, który mi się zapodział jakoś w lipcu.
Za to czas jakby mi się nagle stracił...
-
Nie przejmuj się, teraz przyśpieszy.
-
Nie mam czasu się przejmować.
-
Nie mam czasu się przejmować.
Witaj szkoło! Trzymamy kciuki, żeby wszystko dobrze i żeby dzieci były zdrowe, bo jak one będą zdrowe to i nauczyciele będą zdrowi.
-
Po dzisiejszej wizji lokalnej zastanawiam się, czy od razu się nie zgłosić dobrowolnie na kwarantannę.
-
Maseczki dziurawe, czy nie ma płynu do dezynfekcji? Czy to prawda, że wchodząc do szkolnej toalety trzeba zakładać jednorazowe rękawiczki na...
-
Pisuar? Nie wiem, nie sprawdzałam, u nas nieaktualne, remont instalacji sanitarnej nie zdążył się zakończyć, więc temat toalet jest czysto akademicki.
-
Byle zrobili przed pierwszymi mrozami.
-
Aż się dziwię, że nikt tu jeszcze od wczoraj nie zacytował Poety, który jesień porównał do liczby wielu zbiesień? Mela, jak jesień w szkole, już wszystko perfecto? >:D
A opowieść o festiwalu w Kołobrzegu, na którym żołnierz niemieckiej DDR w swoim mundurze śpiewał "Szli na zachód osadnicy"? Jak się nad tym zastanowić, to oprócz kierunku, śpiewał dobrze?
-
No jak - na wschód mieli iść?! To dopiero by było...
-
Jako element napływowy z Ziem Odzyskanych zostałam momentalnie ogłuszona implikacjami takiego wykonania tej zacnej pieśni, którą u nas w podstawówce śpiewano jako "piosenkę o ślinie" (ślina zachód...).
Coś podobnego, tylko poniekąd odwrotnie, widziałam we Wrocławiu w postaci muralu poświęconego Żołnierzom Wyklętym, zaopatrzonego w napis "Tropem wilczym"...
-
Coś podobnego, tylko poniekąd odwrotnie, widziałam we Wrocławiu w postaci muralu poświęconego Żołnierzom Wyklętym, zaopatrzonego w napis "Tropem wilczym"...
Czyli czas na "Wilcze echa"?
-
Wölfesecho?
-
Wracając do Poety, nie wiem, czy Rodzina zwróciła uwagę, jaki układ ze słońcem ma nasz Andrzej?
Otóż umówili się, że razem nie wychodzą na podwórko.
-
Coś nam się obiło na ten temat ale że kolega tak po nocy pamięć ćwiczy?!
-
Nie tyle ćwiczy, co po nocy nadrabiam zaległości w słuchaniu Poety.
Bo kiedyż poezję słuchać, jak nie w nocy lub o słońca wschodzie
(Oczywiście nie wychodząc na podwórko, a siedząc w gospodzie).
-
Ale siedząc w gospodzie? Każdy by tak chciał... ;)
-
Do której tam u was gospody otwarte?!? W Warszawie to sobie do świtania mogę jedynie na schodkach nad Wisłą posiedzieć. Knajpy też tam do ostatniego klienta, zasadniczo, ale gdzie by nauczycielka... ekhm, gdzie by nauczycielkę było stać na piwo w tych hipsterskich przybytkach.
Dlatego zabieram zwykle własne.
-
Ja Ci nie odpowiem.
-
Do której tam u was gospody otwarte?!? W Warszawie to sobie do świtania mogę jedynie na schodkach nad Wisłą posiedzieć. Knajpy też tam do ostatniego klienta, zasadniczo, ale gdzie by nauczycielka... ekhm, gdzie by nauczycielkę było stać na piwo w tych hipsterskich przybytkach.
Dlatego zabieram zwykle własne.
Jakie to poetyckie!
Tak, wiem...
-
A dzisiaj Poeta przytoczył maila, którego otrzymał Mann (fakt, słyszałem bezpośrednią opowieść na antenie), a który warto uwiecznić. Otóż słuchacz napisał, że gdyby w słowie majonez poprzestawiać litery, niektóre litery wyrzucić, a niektóre dodać, to wyjdzie nam słowo "szatan".
-
Ze słowa "musztarda" to dopiero by można... ;)
-
Po obiedzie?
A to się może i Mannowi i Poecie przydać szybciej niż myślą...
-
Powiało gnozą, przepraszam, grozą.
-
I proszę, Poeta w formie. Zacytował pewnego starszego pana, który stwierdził, że to bardzo dobrze z tą drożyzną na produkty żywnościowe, bo za te same pieniądze niesie się mniej, a więc jest lepiej!
Można pozytywnie patrzeć na świat?
-
Wróciliśmy właśnie z kameralnego spotkania z Poetą. Jeśli więc mieliście nadzieję, że dzisiejszy Piosennik jest na żywo, to złudną. Dłuższa relacja mam nadzieję, że wkrótce, teraz powiem tylko tyle, że od pewnego czasu mam pewną cechę wspólną z naszym bohaterem: syndrom spokojnych nóg.
-
Wracając do Poniedzielskiego, to pozwolił sobie na taką reminiscencję:
Skończyłem w 2019 r. 65 lat. 4 lipca. 5 lipca już byłem w ZUS-ie w godzinach porannych i odbyła się rozmowa pomiędzy ZUSem a mną. Wyszedłem z tej rozmowy w dobrym nastroju, bo jak porównywałem sobie wysokość długu – moje miesięczne wpłaty i wysokość ich wypłaty, to wyszło mi, że ZUS życzy mi 140 lat.
-
Czy to na pewno dobre życzenia? Ja raczej nie chciałbym żyć 140 lat...
-
Czy to na pewno dobre życzenia? Ja raczej nie chciałbym żyć 140 lat...
To zależy, jakbyś do końca mógł grać w tenisa?
-
Mrzonki... Znajomy ma 70 i nie mogę patrzeć na jego grę ;)
-
W sumie ja teraz także nie pofikam. Ale tylko ze względu na kostkę, bo reszta...
-
Kontynuując poetycki wątek, dalszy ciąg zwierzeń Poety:
Polski optymizm nie jest prosty, to jest stwierdzenie w stylu: tak, pada deszcz, ale tylko z góry. Daltego polski optymizm to optyminimalizm, optymizm zwłoczny. Mówią, że łatwo mi stosować taki optymizm, bo pomaga mi mój temperament. Jeśli zaś chodzi o mój temperament, to proszę mi wierzyć, widzicie państwo wierzchołek góry lodowej. Mam ujemny temperament.
-
Poczytuję sobie ostatnio książkę Krzysztofa Daukszewicza o menelach. Niektóre historie rwą za serce i podobnie jak z poetą, postanowiłem się z Wami nimi podzielić, a jeśli czytaliście, to przypomnieć.
Zaczynimy od menela Andrzeja Poniedzielskiego, w końcu wątek poetycki zobowiązuje do zaprezentowania menela poetyckiego:
Pewnego pięknego poranka Andrzej Poniedzielski idąc do sklepu po bułki albo nawet i po piwo, został zaczepiony przez miejscowego znajomego znawcę win krajowych.
- Mistrzu, poratuj zmęczonego człowieka.
Andrzej sięgnął do kieszeni, w której, jak się okazało, było tylko pięć złotych. Będąc jednak dobrym, kulturalnym i wyrozumiałym człowiekiem, ofiarował tę monetę człowiekowi w pilnej potrzebie.
Ten spojrzał na pięć złotych z szacunkiem, schował do głębokiej kieszeni, podziękował najuprzejmiej i w tym samym momencie pojawił się drugi, również znajomy znawca win.
- Mistrzu, poratuj zmęczonego człowieka. – Nadał tym samym tekstem.
Na to menel pierwszy odezwał się do Andrzeja:
- Mistrzu, nie bądźmy chujmi, dajmy i jemu.
-
No i tu suspens zawisł, bo skoro w kieszeni było tylko pięć złotych, które ją już wcześniej opuściły...
Meneliki znamy, kochamy, czytamy i nawet słuchamy.
Bo trochę tego wyszło, także w audio.
-
Część tak, jest w audio, ale książka jest obszerniejsza.
-
Ba, jest kilka książek :D
-
Ba, to zapodawać co poniektóre anegdoty? Książki nie będę przepisywał, ale kilka smaczków jest.
-
Zapodawaj, nie bądź pan rura.
-
Właśnie, bo Mela i Tony wszystko czytają i wiedzą, dlatego wolałem zapytać.
-
Ale nie wszystko znają na pamięć.
Z umiarem, czemu nie?
-
Z umiarem, czemu nie?
Jak z alkoholem? Dam radę! Co, ja nie dam rady?
-
To zaczynamy wybiórcze, poetycko-pijackie opowieści.
Pewien aktor pijący coraz częściej z menelami miał niebezpieczny zwyczaj, a mianowicie będąc na bani, dzwonił do domu, za co obrywał od żony niebywałe cięgi. I któregoś dnia koledzy, żałujący go z tego powodu, widząc, że znowu idzie do telefonu, zaczęli go prosić, żeby dzisiaj odpuścił tę zabawę z telefonem.
- Nie dzwoń, bo pozna, że jesteś naprany.
- Nie jestem naprany, jestem trzeźwy i to wam zaraz udowodnię. – Dzwoni i mówi: - Jadzia?! Cześć!!! Jak ja się cieszę, że ciebie widzę.
-
Nie wątpię, że małżonka stanęła mu przed oczami jako żywa.
-
Nie wątpię, że jak wróci to zapamięta.
-
Dzisiaj jesteśmy przy anegdocie, w której poezja niewątpliwie występuje, tylko dokonuje dziwnej volty...
Słynny hotel Rzeszów. Słynny, ponieważ działy się w nim rzeczy nieprawdopodobne, z których budowano potem całe legendy życia estradowego, chociażby taka historyjka, że pewnego dnia straciła w nim cnotę jedna z nie najładniejszych naszych dziennikarek z pewnym równie nieprzystojnym artystą i następnego dnia , kiedy oboje zeszli na śniadanie, Jan Tadeusz Stanisławski, widząc ich w drzwiach, szepnął:
- Wiecie co chłopaki, z tego miotu chciałbym mieć młode.
-
Dzisiaj niby menelik Daukszewicza, ale jakiś taki swojski, rodzinny, z Białegostoku. I od razu ekumeniczny!
Historia ta zdarzyła się w Białymstoku. Pewna pani namówiła dwóch meneli, pana Józia i pana Frania, do prac porządkowych na działce budowlanej. Panowie pracują już pięć godzin, kiedy za płotem pojawia się dwóch kumpli.
- Co robicie?
- Sprzątamy.
- A płacą wam za to?
- Płacą.
- To co, walniemy na to konto.
- Nie, ponieważ obiecaliśmy gospodyni, ze do wieczora skończymy robotę.
- Na trzeźwo?
- Musimy, gospodyni obiecała, że jak uczciwie przepracujemy cały dzień, to wtedy będzie… jak ona powiedziała, Józek?
- … powiedziała, że będzie gratyfikacja.
I tych dwóch odchodzi. Nie uszli nawet dziesięć metrów, kiedy właścicielka posesji usłyszała, jak jeden z nich mówi:
- Co ma, kurwa grawitacja do mózgotrzepu!?!?
A na to drugi:
- Mnie się też wydaje, że oni chcą raczej wiarę zmienić.
Fasiol?
-
Co Fasiol? ??? Ja się nie znam na mózotrzepach. Najprawdopodobniej.
-
A na gratyfikacjach?
Trawestując zupełnie inny dowcip: te wasze ortodoksyjne święta...
-
A na gratyfikacjach?
Tu Cezarian najlepiej się zna.
-
Nie przesadzajmy z tym ekumenizmem.
-
Dzisiaj wątek zwierzęcy i nie powiemy w ten sposób ostatniego słowa!
Mężczyzna w bardzo zacnym wieku, ubrany w tweedowe spodnie i marynarkę, kupił w sklepie cztery puszki jedzenia dla psów i dwie butelki whisky.
Za nim stal miejscowy degustator, który nagle trącając przy kasie tego pana, zapytał:
- Przepraszam bardzo. Czy pański pies to przypadkiem szkocki terier?
-
Nawet wiem, co to była za whisky S:)
-
Dobre, a jeśli to był szkocki terier w kratę? Upraszczając, nie teksaską?
-
No, ciekawe, czy jak się skrzyżuje czarnego z białą to potomstwo wyjdzie w kratkę?
-
Aż strach zapytać, czy kratę biało-czarną, czy czarno-białą? Oczywiście pamiętam, że tę kwestie w zakresie pasków, rozstrzygały zebry, ale z jakim skutkiem?
-
Dzisiaj będzie poetycko o tym, że nie należy demonizować roli tłuszczu w społeczeństwie.
Opole. Menel prosi o złotóweczkę na bułeczkę i nagle przechodzi obok dziewczyna o sylwetce Svena Hannawalda. Menel, dziękując za pięćdziesiąt groszy, które dostał, rzekł:
- Czy widział pan to, co przeszło przed nami?
- Oczywiście.
- To za drugie pięćdziesiąt groszy powiem, jak dzielą się kobiety.
- Słucham.
- One się dzielą na kobiety i beztłuszczowe.
-
Dzisiaj powiew lata, choć powiew zmrożony:
Degustator win siarkowych w sklepie:
- Czy te lody są świeże?
- Nie, mrożone.
- A to przepraszam.
-
W ramach upoetowienia słuchałem ostatnio monologów Poniedzielskiego i chodzi za mną takie jego stwierdzenie, że jako potomek kieleckich partyzantów posiada wiele ich cech. Na przykład w ogóle się nie obraża. Pamięta tylko...
-
To zupełnie jak Wędrowycz.
-
Myślisz, że Poniedzielski nie lubi Burdaków?
-
Co tu ma lubienie do rzeczy? Ważne czy pamięta.
-
Racja, zaś w wątku Poety dzisiaj coś bardziej (?) poetyckiego. Choć po prawdzie, To Tony, jako specjalista w temacie, będzie mógł się wypowiedzieć autorytatywnie.
Otóż Poniedzielski snując jakąś swoją kolejną opowieść, czy w zasadzie zapowiadając przez kilkanaście minut "wejście" Andrusa, wrócił do korzeni. Swoich korzeni. I wbrew pozorom, nie chciał nawiązywać do słynnego "korzennego" serialu amerykańskiego i nie mówił nic o niewolnictwie, ale o Kielecczyźnie. Oczywiście zaczęło się od słynnego stwierdzenia, że kieleckie to region słynny wspólnym trudem rolnika i partyzanta, ale doszedł do tego, że w tych rejonach mężczyzna, który śpiewa "po trzeźwemu" jest postrzegany, jako śpiewający bez wyraźnego powodu. Tony, wiem, że nie pochodzisz z kieleckiego, ale jesteś największym autorytetem śpiewającym bez wspomagaczy, prawda li to?
-
Ale że co prawda? Że śpiewam bez wspomagaczy?!
-
Ja nie słyszałam, żeby on śpiewał nawet po wspomagaczach...
-
Tony? Jak to nie? A w Urnie?
Ale że co prawda? Że śpiewam bez wspomagaczy?!
Ha! Ależ skąd! Przecież nie ot to pytam Twój Autorytet. ;)
-
Nie chciałbym cię wyprowadzać z błędu bo to mogłoby zaszkodzić zdrowieniu...
-
To nie jest ważny powód, ryzykuj.
-
To jest bardzo ważny powód. Ile to mogę brać prysznic bez ciebie?
-
NIe wiem, czy powinniśmy brnąć tym kierunku, chyba, że uznamy, że branie prysznica nie po pijaku jest prysznicem bez wyraźnego powodu?
-
Nie zapominajmy o poezji menelskiej, dzisiaj przykład odzwierzęcy.
Idzie pani z jamnikiem i mija dwóch panów sączących pod sklepem piwo. Nagle jeden z nich pokazuje na psa i pyta drugiego:
- Przypomnij mi Heniu, co to za rasa?
- To jest chart – usłyszała pani – to jest chart tylko sól mu łapy zżarła.
-
A to po to psom buciki...
-
I tak dobrze, że to były charty. Jamnika już by po tej soli nie było.
-
To może coś świątecznego, święta znowu za pasem.
Dwóch kumpli mocno nawalonych w okolicach świąt Bożego Narodzenia stoi na przystanku autobusowym i nagle jeden z nich zaczyna tańczyć.
Kobiecina, która przechodziła obok, mówi wkurzona:
- Jak panu nie wstyd tańczyć w poście? Jak panu nie wstyd!
Na to ten nietańczący:
- Bo on, proszę pani, się cieszy, bo on już wie, malusieńki zmartwychwstanie.
-
Chyba trzeba się pomału przygotowywać do przyjęcia euro?
Park w Koszalinie. Na ławce w parku siedzi para stszych ludzi. Podchodzą do nich dwaj lekko usmarowani dżentelmen i proszą o dwa złote. Starsza pani mówi:
- Nicht fersztejn.
Na co jeden z proszących podniósł dwa palce, mówiąc:
- Zwei euro.
-
Warto uczyć się języków obcych...
-
Pewnie się pączkami usmarowali?
-
Kupi się teraz pączka za 1 euro? Denominowane?
-
Kupi - najlepsze u nas kosztowały 3,90 PLN...
-
Szkoda, że nie da się połączyć dnia kota i dnia pączka, przynajmniej w sensie takim, że kota pączkiem nie nakarmisz, to zostaje nam satysfakcja (?), że karma kocia chyba droższa d pączków?Wiem, że tłusty czwartek nie nazywa się dniem pączka, ale to dlatego, żeby nie było pozwów o obrazę osób otyłych.
-
Nie zapominajmy o faworkach!!!
-
To zgoda, dobre faworki zdecydowanie biją na głowę dobre pączki.
-
Neapolitańskich nie próbowałam, ale mam dowód, że istnieją.
-
Taaak, ciekawe, jak w smaku?
-
Pętla kiwi.
Czy pętla może być poetycka? Nasz Poeta udowadnia, że tak. Opowiadał kiedyś, jak to zapętlają się stare i nowe czasy. Stare kojarzą mu się z zapachem pasty do butów kiwi. Ubolewał przy tym, że teraz młodzież już nie wie, co to takiego. Z kolei młodzież zna smak i zapach owoców kiwi, o których kiedyś nie mieliśmy pojęcia. Tyle, że zdaniem Poniedzielskiego, owoce kiwi mają zapach tejże pasty sprzed kilkudziesięciu lat. I to jest jego zdaniem zjawisko, które określa jako „pętla kiwi”. Czy to jest zjawisko poetyckie, każe niby rozsądzić słuchaczom. A ponieważ z innych wypowiedzi Autora wynika, że wszystko jest poezją, więc pętla kiwi także?
-
Poezją nienachalnie optymistyczną, jak to u Poety...
-
Oczywiście, bo przecież pada deszcz, ale tylko z góry.
Deszcz kiwi?
-
Chyba grad. I módlmy się, żeby owoców, a nie puszek pasty. Albo ptaków.
Oczywiście, bo przecież pada deszcz, ale tylko z góry.
Sprawdzić czy nie Irlandia.
-
Kwili!
-
Pasta kiwi kwili?(https://pobierak.jeja.pl/images/c/d/b/284611_jak-przyrzadzic-kiwi.jpg)
-
I już wiemy z czego robiono tę pastę?
-
Może - zgodnie z teorią pętli - z owoców kiwi?
-
Wracamy do menelików, choć tym razem jest to opowieść nie Daukszewicza, a mojego znajomego. Ma on dużego psa rasy zimbabwian (wcześniej rodezjan). Pies lubi być wyprowadzany, co znajomy codziennie raniutko czyni. I tak przechodzą razem o 6 rano obok sklepiku, przy którym na ławce siedzą dwaj koneserzy nie tylko prostych alkoholi. Jeden z nich pochyla się do psa i wskazując wzrokiem na właściciela, półgłosem mówi do zwierzaka: co k*rwa, nie dał pospać?
-
A panowie z ławeczki na porannej zmianie czy jeszcze z nocnej nie zeszli?
-
Pytanie jak najbardziej zasadne, które jednak nie padło. Prawdopodobnie ze względu na fakt, że skradli tym jednym zdaniem cały poranek.
-
Nie mogłem przepuścić okazji wybrania się na jubileuszowy koncert Poniedzielskiego, z okazji 70 lecia Poety. Wrażenia mieszane. Niby Andrzej w formie, niby piosenki ładne, zwłaszcza przy współpracy z nową solistką , jednak… Poniedzielski się powtarza, a to niedobrze. Co najmniej trzeci, czwarty koncert, na którym słyszę te same anegdoty i opowieści. Rozumiem, że przynajmniej część z nich pasuje do wizji programu, jednak jak na mój gust za dużo staroci, za mało nowości, a do tego część z tych nowości znaleziona w internecie. Pewnie większość publiczności się nad takimi niuansami nie zastanawia, czy ich wręcz nie zauważa, ja niestety tak.
Tyle narzekania, ale było także trochę nowych perełek.
Dobra wiadomość, Poniedzielski traktuje swoją 70 jako półmetek. I to nie jest jego pomysł, a ZUS-u, bo, żeby wspomniany urząd oddal mu wpłacone pieniądze, mając na uwadze wysokość wypłaty emerytury, będzie musiał żyć 140 lat.
A nie jest to proste, bo sam Poeta twierdzi, że: Jako żywo, no właśnie, teoretycznie widzą mnie państwo na żywo, ale musicie wiedzieć, że waham się w tej kwestii.
-
Życie po 70 generalnie nie jest proste, szczególnie życie z Zusem...
-
Emmanuelle – ale powiedziałem, co? Długo ćwiczyłem - stwierdził Poniedzielski jeszcze bardziej obniżając swój legendarnie niski głos. Przede wszystkim, choć nie objął tej wiadomości koncert Poety, okazało się, dlaczego mimo wymarzonych warunków głosowych nie wygrał castingu na polski głos słynnej reklamy PANASONIC. Niestety, za każdym razem, gdy próbował to odczytać, wychodziło Emmanuelle właśnie.
-
Poeta to nie byle kto, ma dystans do swoich zdolności marketingowych, ale najlepiej oddajmy mu głos:
Moją skłonność do marketingu państwo widzą. Nie jestem tygrysem marketingu, ale na pytanie czy kupić moją płytę, czy nie kupić odpowiadam: Ja bym kupił.
-
Zwłaszcza, że o tej porze roku jest zapotrzebowanie na tak nienachalnie optymistycznych Poetów.
-
Tak, dzięki płycie Poety, listopad na pewno będzie bardziej optymistyczny.
-
Listopad miesiącem oszczędzania... optymizmu ;)
-
Veto! Nigdy nie oszczędzamy optymizmu!
-
Niewątpliwie nasz bohater wie na czym polega prowadzenie koncertów i kto płaci za bilety, umie więc słuchaczom odpowiednio (?) schlebiać.
Zaczniemy od kołysanki, przyznają państwo, że niewiele koncertów zaczyna się od kołysanki, ale jest to zamierzony ruch sceniczny, szybko się państwo obejrzą, jak się wam to przyda.
-
Jak się okazuje, piosenki mogą być niebezpieczne?
Piosenka potrafi się zemścić. Niedawno po koncercie w Skarżysku Kamiennej, choć mogło się to zdarzyć wszędzie, podszedł do mnie mężczyzna w wieku średnim i powiedział, że bardzo się cieszy, że mógł mnie jeszcze zobaczyć na żywo. Bardzo się cieszył, że mógł być na moim koncercie, ale najbardziej się cieszył, że mógł zabrać na koncert swoją mamę. I chciał podziękować, bo nigdy jeszcze nie widział swojej matki śpiącej tak spokojnie.
-
Ja zasypiam tylko przy dobrych piosenkach :)
-
To znaczy, że podobnie jak wspomniana mama masz dobry gust.
-
Dlaczego niebezpieczne. Przecież tylko spała spokojnie, a nie snem wiecznym?
Nawet nie można chyba powiedzieć, że "zasnęła w pokoju"?
-
"Zasnęła w sali" to chyba synonim?
Także nad tym "niebezpieczeństwem" się zastanawiałem i wychodzi mi, że Poeta miał na myśli siebie? Publiczność nie wstanie na bis?
-
Sądząc po tym, że znamy i lubimy tę piosenkę, Poeta miał dar przekonywania cenzorów?
Rozmowa z cenzorem we wczesnych latach 80-tych. Cenzor:
- Nie mogę panu tej piosenki (Chyba już można pójść spać) puścić.
- Dlaczego, przecież tam nie ma nic przeciwko miłościwie nam panującej demokracji socjalistycznej? - Oho ho! A ten refren?
- Ale tam jest: „Chyba już można iść spać”?
- No właśnie, gotowy hymn emigracji wewnętrznej.
-
To mówicie, że już można?
-
Można, posłuchać Piosennika ;)
-
I bardzo brawo! A gdzie?
-
Tutaj: http://bluesmanniak.olsztyn.pl/RNS_2024-12-01_1900.aac
Inne awaryjne źródło, inny format ale... głos ten sam :)
-
Podziękowania dobry człowiek. Co ten blues robi dobrego z ludzi! W jazzie to chyba nie do pomyślenia?
-
W jazzie tylko same straszne rzeczy, jakieś synkopy i swingi...
-
A potem przyszedł jazz nowoczesny, czy postklasyczny, czy jak go tam zwą i dopiero się zaczęło.
-
Niejako kończąc wątek cenzorski Poeta wspomniał jeszcze o takiej rozmowie z cenzorem na kanwie piosenki:
Cenzor: Ja to panu przepuszczę, ale z tym Baczyńskim Kamilem to by się spotkał.
-
Czasami wątkom poetyckim Poety bliżej do prozy życia, na przykład:
Dlaczego w Polsce jadąc samochodem nie powinieneś potrącić rowerzysty? Bo to może być twój rower.
-
Za to samochód cudzy?
-
Cudzy, niemiecki.
-
Gehe fur Urlaub nach Polen, twój samochód już tam jest?
-
Odwiozą może jakieś nasze dzieła sztuki?
-
Zacząwszy od tych co za króla Sasa za nasze pieniądze były w Dreźnie kitrane?
-
Ja bym chyba zaczął od czasów Mieszka i bitwo pod Cedynią, a już na pewno od Skarbka i jego wyrzuconego sygnetu:
„Idź złoto do złota. My, Polacy, w żelazie się kochamy”. Słowa te wypowiedzieć miał, wedle przekazywanej z pokolenia na pokolenie w rycerskim rodzie Awdańców legendy, komes Skarbek, poseł księcia Bolesława Krzywoustego (https://twojahistoria.pl/encyklopedia/boleslaw-krzywousty-ksiaze-polski-1102-1138/) do króla rzymskiego (taki tytuł nosili oficjalnie władcy Niemiec) Henryka V (https://twojahistoria.pl/encyklopedia/henryk-v-salicki-krol-niemiec-1106-1125-swiety-cesarz-rzymski-1111-1125/), oblegającego Głogów (http://twojahistoria.pl/encyklopedia/leksykon-bitew/obrona-glogowa-sierpien-1109/) w czasie wojny polsko-niemieckiej w 1109 roku.
-
Tutaj: http://bluesmanniak.olsztyn.pl/RNS_2024-12-01_1900.aac
Inne awaryjne źródło, inny format ale... głos ten sam :)
Posłuchali? Bo okazuje się, że następny raz dopiero w styczniu, jak dobrze pójdzie.
A w ogóle to jakoś słabe proporcje słowa do muzyki, no za mało tej poezji...
-
Zaczęłam, ale nie mam siły teraz udźwignąć tego naporu nienachalnego optymizmu, powieki pod tym ciężarem same opadają jaka wieka wieków.
To jest oryginalna prędkość, bo mam wrażenie, że Poeta w jakimś jeszcze bardziej niż zwykle zwolnionym tempie przemawia? A może po prostu odwykłam?
-
Może Poeta zwalnia wraz z wiekiem?
-
Tutaj: http://bluesmanniak.olsztyn.pl/RNS_2024-12-01_1900.aac (http://bluesmanniak.olsztyn.pl/RNS_2024-12-01_1900.aac)
Inne awaryjne źródło, inny format ale... głos ten sam
Posłuchali? Bo okazuje się, że następny raz dopiero w styczniu, jak dobrze pójdzie.
A w ogóle to jakoś słabe proporcje słowa do muzyki, no za mało tej poezji...
Dokładnie mam takie zdanie. Koresponduje to z kilkoma ostatnimi koncertami Poety, na których byłem. Odnoszę wrażenie, że coraz bardziej korzysta z tego, co już kiedyś wymyślił i powiedział. Ma prawo, latka lecą, ale szkoda, bo któż ma taki potencjał?
-
Nie wiem, jak teraz z sytuacją koni na Gibraltarze, ale może Mela powinna wziąć sobie do serca słowa Poety:
Nie można się kopać z koniem, co do którego istnieje uzasadnione podejrzenie, że ma biegunkę.
A tak na marginesie, to pracująca u nas praktykantka, czwarty rok studiów, dziewczyna naprawdę nad wyraz w prawie rozgarnięta, jedna z najlepszych na roku, nagrody rektorskie, stypendium naukowe itp, nie miała pojęcia, gdzie leży Gibraltar. No dobrze, zdarza się, ale nie widziała potrzeby, żeby o tym wiedzieć: pana to interesuje, to pan wie, a mi ta wiedza jest do niczego.
I weź z taką gadaj, to jakiś syndrom nowego pokolenia, czy my też tacy byliśmy?
-
Znam takie z "Milionerów", studia, fakultety, języki a potem pytanie za 1000zł i klapa. Ale fakt - wiedza potrzebna tylko do Milionerów ;)
-
Znacznie bardziej, jak udowadnia pewna popularna anegdota, potrzebna jest umiejętność.
Mianowicie umiejętność wypowiedzenia słowa "Gibraltar" jak się wróci o drugiej w nocy z baru.
-
Znacznie bardziej, jak udowadnia pewna popularna anegdota, potrzebna jest umiejętność.
Mianowicie umiejętność wypowiedzenia słowa "Gibraltar" jak się wróci o drugiej w nocy z baru.
I właśnie dlatego Grzegorz ćwiczy wymowę od kilku dni?
Znam takie z "Milionerów", studia, fakultety, języki a potem pytanie za 1000zł i klapa. Ale fakt - wiedza potrzebna tylko do Milionerów
I to wszystko wyjaśnia! Może po prostu ona nie chce być milionerką?
-
Znacznie bardziej, jak udowadnia pewna popularna anegdota, potrzebna jest umiejętność.
Mianowicie umiejętność wypowiedzenia słowa "Gibraltar" jak się wróci o drugiej w nocy z baru.
No nie wiedziałem, to jakieś hasło do barku hotelowego?
-
Raczej żeby wejść do domu:
Mąż wraca do domu lekko niewyraźny: Ż: Piłeś?
M: No coś ty, ani kropelki.
Ż: Przecież widzę, że ledwie stoisz na nogach. Przyznaj się. Piłeś?
M: Nie piłem.
Ż: Powiedz Gibraltar.
M: Piłem.
-
Hmmm, może po angielsku byłoby łatwiej?
-
No nie wiem czy "I'm drunk" łatwiej powiedzieć niż "Piłem".
-
Może Tonemu chodziło o to, czy po angielsku nie byłoby łatwiej powiedzieć Gibraltar?
Nie musicie pytać i tak wiem...
-
Na wszelki wypadek zaopatrzyłabym się w kluski, jak na Okęciu...
-
Co tu kryć, Poeta z racji wieku i doświadczenia należy już do tych zrzędzących. Co prawda z roku na rok chyba coraz bardziej go rozumiemy i widzimy, że świat zmierza do zagłady i bez nas sobie nie poradzi, jednak któż tak celnie zobrazuje nam paradoksy w tym temacie? Proszę bardzo:
Może i zna fragmenty tabliczki mnożenia, ale widać, że to samouk. Stąd „inteligent bezobjawowy” lub „umysłowo schludny”.
Podchodzi do mnie dziennikarka. Poznałem po mikrofonie z przodu.
-
U nas w katedrze anglistycznej funkcjonuje pieszczotliwe określenie "underachiever".
Szczęśliwie tak się składa, że rzeczony underachiever raczej nie zrozumie tego określenia.
-
U nas w katedrze anglistycznej funkcjonuje pieszczotliwe określenie "underachiever".
Określenie na zrzędzącego?
Tak, wiem...
-
Nie powiem, że nie zrozumiałeś, bo jeszcze uznasz, że coś sugeruję...
-
Chyba od zawsze Poeta opowiadał anegdotę, że pieniądze szczęścia nie dają, ale tylko od do 20 złotych. Teraz poszedł dalej i uznał, że:
Pieniądze szczęścia nie dają, ale i szczęście nie daje pieniędzy.
-
Jako że znanym wszem i wobec powiedzeniem Poety jest, że w zasadzie wszystkie piosenki są o miłości, a sporo tych piosenek popełnił, nie dziwi, że jest specjalistą od ludzkich uczuć. To z kolei doprowadziło go do takiej konstatacji, może niezbyt poprawnej jak na dzisiejsze czasy:
Zawsze ON odchodzi, tylko na dwa sposoby: sposób czynny, kiedy on odchodzi i sposób bierny, kiedy odchodzi ona.
-
No nie wiedziałem, to jakieś hasło do barku hotelowego?
Ac h ileż było przepięknych anegdotek o pewnych aspektach języka Szekspira, np ta (uwaga trochę naciągane). Rodak pracujący na saksach w angielskim hotelu na recepcji odbiera kategoryczne zamówienie:
- Two teas to room two - two!!!
Zastanawia się i uznaje wszystko za kpinę:
- Jasne. Trata ta ta k...a!
-
Ba, jak lecimy dowcipami z czasów Szekspira, to proszę:
Pewnego razu angielski lord brał długą, relaksującą kąpiel. Nagle puścił bąka, pod wodą; obrazowo mówiąc zrobił sobie jacuzzi. Jakież było jego zdziwienie, gdy po chwili w drzwiach łazienki stanął jego wierny lokaj trzymając na tacy karafkę whisky, szklankę i kubełek z lodem.
- Ależ ja Ciebie nie wzywałem - powiedział lord.
- Doprawdy? Wydawało mi się, że słyszałem "Bill, bring the bottle, pleeeease."
-
- Doprawdy? Wydawało mi się, że słyszałem "Bill, bring the bottle, pleeeease."
A tak z tej samej kategorii by tak rzec. Znałem nawet w wersji rozwinietej: Bill?! bring me a bottle of bourbon please" :)
-
O! Ciekawe ilu gwiazdkowy?
-
Szkoda, że tego obecnie nie da się wypróbować...
-
Tak, kogo teraz stać na relaksującą kąpiel, przy obecnych cenach ciepłej wody...
-
Wracając do socjologicznych porzekadeł naszego Poety, trudno nie zauważyć, że na swój sposób, ale jednak stara się uczynić życie łatwiejszym, choćby od tej psychologicznej strony.
Jest takie przysłowie: każdy jest kowalem swojego losu. Ja mam lżejszą wersję: każdy jest tapicerem swojego losu.
I tak sobie myślę, że akurat na forum w tym temacie mamy z nim wiele wspólnego.
-
Nawiązując do imieninowych wpisów Meli i tego, że Andrzeja było nie tak dawno, warto powiedzieć, co na temat swojego imienia myśli Poeta?Moje imię metrykalne, przypomnę Andrzej, zmechaciło się nieco.
-
To może dobrze, że imię mu się zmechaciło a nie co inne?
-
Głowę także ma taką jakby kudłatą, choć fakt, że coraz mniej.
-
Nie będzie może nic o Poecie Poniedzielskim, ale o poezji przez małe "p" i owszem. Jutro są urodziny Marka Szurawskiego, legendy polskiej literatury marinistycznej, polskiej piosenki żeglarskiej, autora setek audycji radiowych i telewizyjnych, kogoś, kto w środowisku żeglarskim jest Kimś. Urodziny nietuzinkowe, bo 77 i z tej okazji powstały na jego cześć życzenia, które, dla Waszej rozrywki, zamieszczam.
NIESŁYCHANE ŻYCZENIA DLA NIESŁYCHANEGO SOLENIZANTA
MAREK SZURAWSKI A.D. 3 CZERWCA 2025
Nadejście urodzin Marka Szurawskiego od wieków zwiastowały dziwne a ekstraordynaryjne znaki – był on na ustach i w sercach ludzi, którzy go znać nie mogli. I tak, w liście gratulacyjnym z 1546 r., pisanym do króla Zygmunta Augusta w związku z objęciem przez niego tronu, słynna słowiańska nałożnica i żona sułtana Sulejmana Wspaniałego, Roksolana pisała, co następuje:
Obyś Panie długo żył,
A w sercu radość miał,
Rozbijał wrogów w pył,
A Szurawy szanty grał.
Przesłała także królowi kalesony z prośbą o przekazanie ich Markowi na zimne, bałtyckie rejsy.
Wkrótce potem Jan Kochanowski tak kończył Pieśń o spustoszeniu Podola:
Cieszy mię ten rym: «Polak mądry po szkodzie»;
Lecz jest li prawda taka i tym mnie bodzie,
Że taki Szurawa mądry i przed szkodą i po szkodzie!
Osobowość Marka prześladowała całe życie Adama Mickiewicza, który na łożu śmierci uznał wyższość poetycką Szurawy i antycypując dzisiejsze jego święto wyszeptał:
Dlaczego do cholery,
Napisałem, że imię jego to 40 i 4?
Do dzisiaj tego nie wiem,
Bo przecież Szurawy imię to 70 i 7!
Inny wieszcz, tym razem wieszcz piosenki, Zenek Martyniuk tak śpiewał o Marku:
Jak do tego doszło nie wiem, nie mogę jeść nie mogę spać
Dlaczego kurwa mać Szurawę, woli słuchać żeglarska brać?
Zaś powszechnie uważany za ostatniego Szantymena, słynny Stan Hugill napisał przed śmiercią:
Wszystko co osiągnąłem jako żeglarz, co grałem i jak śpiewałem, zawdzięczam Szurawie, to dzięki niemu stałem się PRZEDOSTATNIM Szantymenem.
Patrząc na te autorytety, my ośmielamy się jedynie skromnie życzyć Ci Marku:
Słodkiego, miłego życia!
Bo jeszcze…
Jest tyle mórz do zdobycia,
Jest tyle rumu do wypicia,
Jest tyle cnót… do nadużycia,
Tyle pokładów do wymycia,
Tyle żagli do przeszycia,
I tyle szant do odkrycia!
Sail-ho Marku, Żagiel-Ho!