Rodzina Poszepszyńskich - fanklub im. Kaprala Jedziniaka
Kategoria ogólna => Dyskusja ogólna => Wątek zaczęty przez: Chlebusia w 27 Czerwca 2014, 16:34:36
-
ŁU-ŁU! Rok szkolny za pasem i można rozpocząć byczenie się i zażeranie dżemem! %01%
Jakie macie plany na wakacje? Ktoś może wybiera się do Mandżurii? S:)
Ja to głównie będę na rehabilitację jeździć, a Dżemuś...mam prawo tego nie ujawniać.
Ale na forum wpadnę czasem, oczywiście 0:)
Także w imieniu własnym, a także Dżemusiowym, życzę wam wszystkim szczęśliwych wakacji!!! ;)
-
Dziękujemy, miłej i (bez)bolesnej rehabilitacji, bo pamiętaj, że jak to mówią Amerykanie "no pain no game".
Wakacje? Pewnie dopiero we wrześniu lub październiku. Jak się wykrystalizuje, to nie omieszkam opowiedzieć.
Stefek wyrusza na urlop i jeszcze się z tego cieszy! Zawsze się cieszył, jak wracał... co to się porobiło?
-
Z serca dziękuję, chociaż moje zaczną się we wtorek wieczorem, jak wrócę z Ostatniej Wiecze... wróć, z ostatniej rady. A tam cuda, panie, cuda... Wszystkie sprawozdania (a to Ciało liczy ponad sto głów, nie wspominając o innych Organach), podsumowania, ewaluacje... Jeżu kolczasty, dobrze, że ja już nie protokołuję ::)
Rok szkolny za pasem
Chwalić Bora Zielonego nie. Jeszcze dwa miesiące.
-
Dziękujemy, miłej i (bez)bolesnej rehabilitacji, bo pamiętaj, że jak to mówią Amerykanie "no pain no game".
Wakacje? Pewnie dopiero we wrześniu październiku. Jak się wykrystalizuje, to nie omieszkam opowiedzieć.
Stefek wyrusza na urlop i jeszcze się z tego cieszy! zawsze się cieszył, jak wracał... co to się porobiło?
Że no pain no game, to ja się przekonałam już od dawna. A Stefkowi widać raz się urlop udał! Tylko się cieszyć.
-
Żeby jeszcze z tego pain oprócz game był jakiś gain...
Rehabilitacja to faktycznie nie jest sport dla słabych ludzi, oj nie.
-
A ja ten sport uprawiam od maleńkości...od tak dawna, że już nawet nie pamiętam.
I dzisiaj też trenowałam...chwili spokoju. Ale mózgowe porażenie to też nie jest kromka z dżemem do lizania.
-
Także w imieniu własnym, a także Dżemusiowym, życzę wam wszystkim szczęśliwych wakacji!!! ;)
Nie ma czegoś takiego jak wakacje.
-
Także w imieniu własnym, a także Dżemusiowym, życzę wam wszystkim szczęśliwych wakacji!!! ;)
Nie ma czegoś takiego jak wakacje.
You talking to me?!?
-
Także w imieniu własnym, a także Dżemusiowym, życzę wam wszystkim szczęśliwych wakacji!!! ;)
Nie ma czegoś takiego jak wakacje.
You talking to me?!?
Albo talking to moja Marylka?
-
Mi rehabilitacja pomogła i to parę razy, więc... bądźmy dobrej myśli.
Stefek ma rację. Kropka.
-
Stefek ma rację. Kropka.
Ludzie, tu się musiało coś stać. MILICJAAA!!!
-
Stefek ma rację. Kropka.
Ludzie, tu się musiało coś stać. MILICJAAA!!!
Racja! To znaczy, chciałem napisać: Stefek ma kropkę. Racja.
-
hahaha Kropkę... hahaha ...Ja pierdzielę...
Nie no, sorry za takie skojarzenia, ale... S:)
A skąd taki wniosek, panu Stefanu?
-
Ciekawe, czy w tym roku też będą wakacje? A tu piekna Polska czeka:
-
Ja tu widzę tylko okna pociągu przejeżdżającego przez Kujawy(?)
Nie, nie będzie!
Będą: krew, pot i łzy! (i to niekoniecznie w takiej kolejności)
-
Kujawy? Po czym poznałeś?
Okolice Gietrzwałdu...
-
Kujawy? Po czym poznałeś?
Okolice Gietrzwałdu...
Po oleju kujawskim?
-
Ja mam wakacje. Wy możecie mieć urlop.
-
A ja?
A z ciebie Stefek, to straszny pesymista. Co, leków nie wziąłeś?
Trzeba być dobrej myśli najprawdopodobniej. Bo inaczej się nie da.
-
A ja?
A z ciebie Stefek, to straszny pesymista. Co, leków nie wziąłeś?
Trzeba być dobrej myśli najprawdopodobniej. Bo inaczej się nie da.
Zaraz, zaraz, skąd te wnioski? A co, jeżeli Stefek to wszystko pisze jako "straszny" optymista?
-
albo starszy pesymista...
-
albo starszy pesymista...
Zaraz tam starszy. Hitler, Stalin Mao, wszyscy w jego wieku jeszcze żyli i czuli się młodo. A o Mozarcie szkoda w sumie gadać, bo co on w zasadzie osiągnął poza matematycznym przełożeniem trajektorii lotu trzmiela ma pięciolinię?
-
Ale Mozart tak się tego wstydził, że użył pseudonimu Rymski-Korsakow... ;D
-
Lubię Mozarta, aczkolwiek Beethoven również palce lizać :)
I miał bardzo fajne przeznaczenie.
Tak, tak, moi kochani - przeznaczenie to jest bardzo fajna rzecz i nie można z nim walczyć. Jeno trzeba z nim żyć w zgodzie, żebyśmy nie musieli się zbytnio szarpać, jak nas zapakują do trumny. @!
Tak mi powiedział jeden filozof przynajmniej.
-
A propos przeznaczenia, to wyniki Twoich egzaminów ogłoszono? A nie, Twoje w czerwcu?
Tak, wiem S:)
-
Wyniki moich ogłoszono. I z jednej strony się cieszę, bo w większości są powyżej 80%, sporo setek też widziałam, ale i tak wiem, że na Radzie usłyszę, że to dlatego, że pierwsze koty za płoty i łatwe dali.
-
To żeby nie przewróciło Ci się w głowie i żebyś nie myślała, że to Twoja zasługa!
-
No bo skąd! Co odpowiedzialność przysługuje mi wyłącznie z wyniki kiepskie. Dobre przychodzą same z siebie :D
-
A propos przeznaczenia, to wyniki Twoich egzaminów ogłoszono? A nie, Twoje w czerwcu?
Tak, wiem S:)
A ogłoszono, ogłoszono ;)
I się pochwalę, że z historii miałam 81 procent...
A z anglika siedemdziesiąt parę.
Palce lizać! S:)
-
I po co było to czarnowidztwo? Rozdzieranie nieletnich szat? Wiedziałem, że wyłącznie dzięki Rodzinie, z ogromnym udziałem pedagogicznym Meli, egzamin okaże się sukcesem. ,^,
-
I po co było to czarnowidztwo? Rozdzieranie nieletnich szat?
Coś mnie ominęło po 23-ciej?
-
Coś mnie ominęło po 23-ciej?
Tak, zboczony wilkołak Cezary z siekierą >;D >;D
-
Wilkołak Cezary to brzmi bardzo sympatycznie. I nie z siekierą, tylko z X-25!
-
*udaje się do wujka gugla z zapytaniem, co znaczy X-25*
Aa, czyli w szczegóły wchodzimy?
Firmowy sprzęt! No brawo, brawo. A ostrzysz regularnie?
-
Firmowy sprzęt! No brawo, brawo. A ostrzysz regularnie?
>idesobie<
Z tym niby bywa różnie, ale żadne drewno, a nawet drzewo jeszcze się nie skarżyło.
-
Cieszy mnie to ;D
I'm a lumberjack and I'm OK...
Dobra, już nic nie mówię >:D
-
Proszę, proszę, kto wrócił z wakacyjnego wyrębu w Kanadzie? Jak było?
-
Wyrąbiście! S:)
Tylko te cholerne bobry...
-
Wyrąbiście! S:)
Tylko te cholerne bobry...
I Racoony. Nie ma groźniejszych zwierząt, jak są rozwścieczone brakiem wody do umycia rąk.
-
Lub głowy ;)
Faktycznie, wtedy to nawet Persen im nie pomoże.
Tylko odstrzelić ;D
-
Tylko odstrzelić ;D
A i to nie zawsze pomaga na rozwścieczonego szopa.
Swego czasu tłumaczyłem pewnemu ogromnie zdziwionemu (bezkrwawemu) kenijskiemu tropicielowi zwierząt, że taki zdenerwowany racoon jest o wiele groźniejszy od głodnego lwa, ba nawet od dzikiego bawołu. Nie wierzył, kręcił głową, cmokał i nie mógł się nadziwić, bo on takiego zwierzaka nigdy nie widział. To ja mu tłumaczę, że powinien się cieszyć, bo po spotkaniu z racoonem, nawet jeśli by je teoretycznie przeżył, to już nigdy nie będzie taki sam i wątpliwe jest, czy rodzina szybko rozpozna ten kłębek nerwów, którym się stanie.
Nie wierzył do końca, choć po tygodniu powtarzania, żeby unikał takiego zwierzaka jak ognia, chyba zaczął dostawać pierwszych tików nerwowych. Wtedy chyba zrozumiał powagę zagadnienia.
-
A, widzisz. Bo rozwścieczone bobry może uspokajać tylko Pampalini!
No ewentualnie jeszcze Monty Python.
-
Zgoda, ale ja nie o bobrach.
-
A i to nie zawsze pomaga na rozwścieczonego szopa.
Zwłaszcza jeśli to sex szop.
Tak, tak, dobranoc.
-
Zgoda, ale ja nie o bobrach.
Racoonów to też się tyczy. Zdezorientowany Racoon nie jest groźny.
Chyba że pokaże mu się kawałek podwawelskiej, wtedy momentalnie się orientuje ;DA i to nie zawsze pomaga na rozwścieczonego szopa.
Zwłaszcza jeśli to sex szop.
Tak, tak, dobranoc.
Sex szop? Nie znam, jakiś nowy gatunek?
I jeżeli już, to DOKTOR Dobranoc, trochę szacunku dla czołowych głów nauki polskiej!
Zwłaszcza jeśli odkrywają nowe szopy.
-
Oglądałem kiedyś, jak zdezorientować kota, ale szopa?
A może tak...
Chyba najłatwiej zdezorientować szopa w szopie, albo w chlewku? Bierzemy otóż takiego szopa i pokazujemy mu grabie. Jeżeli szop jest rozgarnięty, to sam wszystko rozumie i od razu wpada w stan zdezorganizowanej dezorientacji. Jeżeli jednak, cwaniaczek, udaje zorientowanego w ekonomii Greka, wówczas tłumaczymy mu, jak działają grabie, gdy na nie nastąpi. Jeżeli nadal opiera się przed tym co nieuchronne, wówczas pokazujemy mu jak nieświadomie wchodzi na grabie. Kilkakrotnie. Zdezorientowanemu szopowi pozwalamy wyjść z szopy i umyć ręce jego ulubionymi już grabiami.
-
Kiedyś, gdy oglądałem "Zwierzyniec", to wszystko jakoś było prostsze...
-
Kiedyś, gdy oglądałem "Zwierzyniec", to wszystko jakoś było prostsze...
Może trudniej wówczas było o grabie?
-
Myślałam, że szopa to najłatwiej zdezorientować pralką. Automatyczną. Bo przy niej szop pracz traci rację bytu.
I jeżeli już, to DOKTOR Dobranoc, trochę szacunku dla czołowych głów nauki polskiej!
Zwłaszcza jeśli odkrywają nowe szopy.
Doktor kto?
I gdzie on tę szopę wynalazł? U sąsiada w ogródku?
Sex szop? Nie znam, jakiś nowy gatunek?
Oj, tam, nowy. A Panna Inga to u kogo pracowała?
-
Myślałam, że szopa to najłatwiej zdezorientować pralką. Automatyczną. Bo przy niej szop pracz traci rację bytu.
Zgoda, ale do tego trzeba mieć prund. A ten nie zawsze jest dostępny w pionierskich lub harcerskich warunkach. A grabie (grąbie, jak mawiał nieodżałowanej pamięci inspektor Clouseou) działają w każdej sytuacji, a już najlepiej po ciemku.
-
Chyba najłatwiej zdezorientować szopa w szopie, albo w chlewku?
Szopa w szopie? Ale żeś wymyślił! A jeżeli taki szop dajmy na to urodził się w szopie, a te grabie były jego ulubioną zabawką, to co? To on zdezorientuje nas!
W chlewku już prędzej, zwłaszcza jeśli taki szop nigdy świni nie widział...ale może się spłoszyć i nawiać, a wtedy to nikt go nie opanuje i może dojść do katastrofy.Myślałam, że szopa to najłatwiej zdezorientować pralką. Automatyczną. Bo przy niej szop pracz traci rację bytu.
Sex szop? Nie znam, jakiś nowy gatunek?
Oj, tam, nowy. A Panna Inga to u kogo pracowała?
>Qe?< Chcesz mi powiedzieć, że szopy opanowały rynek pracy?! O My God! Już niedługo zaczną nosić szpilki i robić proszek do pieczenia, rozumiecie?! PROSZEK DO PIECZENIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
A potem założą własną partię, wygrają wybory i wypędzą nas, ludzi, do jakiejś szopy za to, że przed laty odebraliśmy im prawo do wolności! Ale mnie już przy tym nie będzie, gdyż zginę śmiercią bohatera, usiłując ochronić was przed nastąpieniem na grabie! Takie będą skutki Szopiej Rebeli!!!!
-
Szopy nie zagonią nas do szopy, przynajmniej dopóki to mu trzymamy grabie.
-
Szykuje sie filmowy hit na wakacje: "Powrót na planetę szopów" ;D
-
Szykuje sie filmowy hit na wakacje: "Powrót na planetę szopów" ;D
W roli głównej Artur "dwie szopy" Jackson.
Mniej więcej od 3.10, choć wcześniej też palce lizać.
-
Wk<ev> mnie tytuł tego wątku.
Za każdym razem.
-
Oj tam, oj tam, zawsze można na starość, znaczy dojrzałość, zostać uczniem. Uczniem, bo posada nauczyciela jest już zajęta przez Melę.
-
Uniwersytet Trzeciego Wieku?
Oni mają permanentne wakacje :D
-
Szykuje sie filmowy hit na wakacje: "Powrót na planetę szopów" ;D
W roli głównej Artur "dwie szopy" Jackson.
Mniej więcej od 3.10, choć wcześniej też palce lizać.
No niezupełnie o to mi chodziło ;)
-
Szykuje sie filmowy hit na wakacje: "Powrót na planetę szopów" ;D
Widzicie? WIDZICIE?! Najpierw opanowały sklepy, teraz kinematografię! Już niedługo dojdą do tego, że żeby trzymać grabie wystarczy mieć kciuk przeciwstawny i się skończy! Szopia rebelia nadchodzi! &/
-
Szykuje sie filmowy hit na wakacje: "Powrót na planetę szopów" ;D
Nie chcę was martwić, ale...
(http://reckstarcomic.com/wp-content/uploads/2014/08/guardians-of-the-galaxy-poster-rocket-419x600.jpg)
-
>Qe?< !#! 0>[
-
A to nie wszystko!
Straż miejska w Rewalu znalazła na plaży śpiącą samicę borsuka, a wokół niej... siedem pustych butelek po piwie, które wcześniej wypiła. Borsuczyca została przetransportowana do ośrodka dla dzikich zwierząt i powoli dochodzi do siebie po wakacyjnej libacji.
Borsuczyca "okradła wczasowiczów z siedmiu piw Desperados i na plaży w Rewalu wszystkie wypiła" - podaje Fundacja na rzecz Zwierząt "Dzika Ostoja", do której trafiło pijane zwierzę. O nietypowym znalezisku poinformowała fundację straż miejska.
Wandzia, bo tak dostała na imię, zdołała zębami zdjąć kapsle od butelek.
W krzakach nieopodal znaleziono jeszcze dwie butelki piwa, które Wandzia mogła zgubić po drodze. Tych już nie wypiła, bo po siedmiu butelkach zasnęła.
Jej opiekunowie z Dzikiej Ostoi podają, że - choć minęły już dwa dni - borsuczyca jest nadal pod lekkim "wpływem". Na szczęście zaczyna już samodzielnie jeść, choć jeszcze na leżąco. Zwierze jest pod stałą opieką weterynarza.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,18449127,borsuczyca-wypila-siedem-piw-i-zasnela-pijana-na-plazy-okradla.html
%01%
-
Po pierwsze, nie wierzę, żeby pierwszy z brzegu borsuk wypił 2 piwa i miał jeszcze siłę otworzyć kolejne. Po drugie, jestem przekonany, że otwierała nie zębami, a butelka o butelkę.
-
To nie był pierwszy z brzegu, to był(a) bardzo zdesperowany borsuk!
-
1. DEsperados to nie piwo.
2. Nie ma 2.
-
1. DEsperados to nie piwo.
Zgoda, ale czy taki, nawet nieprzeciętny borsuk może wiedzieć? A poza tym kilka promili to niepiwo jednak ma.
-
Na szczęście zaczyna już samodzielnie jeść, choć jeszcze na leżąco.
Oj tak tak... pamiętam pewne Juwenalia... a nieważne zresztą...
-
A też byłeś pod stałą opieką weterynarza?
-
A też byłeś pod stałą opieką weterynarza?
Pewnie poznał wówczas taką jedną borsuczycę, która samodzielnie jadła mu z ręki?
-
A też byłeś pod stałą opieką weterynarza?
Ba. Żeby. Trzymałem pozycję horyzontalną bo tak czułem że gwałtowniejsze ruchy nie mówiąc o pionizacji mogą się skończyć przyzywaniem wodnika Szuwarka przy małży w łazience... Nasza Alma Mater pomagała zdobywać naprawdę wszechstronną wiedzę.
-
Tak, alkohol to zguba, ale my lubimy się gubić.
-
Lepiej się zgubić, szczególnie w stolicy, niż coś zgubić. Chyba że orła cień...
-
Warszawa da się lubić, Warszawa da się lubić
Tutaj szczęście można znaleźć, tutaj portfel można zgubić...
Wiecie, czemu Wieszcz na pomniku na Krakoskiem trzyma rękę na piersi?
Portfela pilnuje...
-
Czyżbyś zgubiła portfel?
-
No nie, ja raczej zgodnie z oryginałem ::) Ale to już dawno i skargi wnosić nie będę.
-
No nie, ja raczej zgodnie z oryginałem ::) Ale to już dawno i skargi wnosić nie będę.
Bo i pewnie się przedawniło. Podobno w Harrodsie można wymieniać, ale też stosunkowo szybko.
-
Ta, to wyjątkowo wrażliwy towar jest ;)
-
A psuje się od głowy?
-
Coś w tym jest...
-
To nam zeszło na tematy wakacyjne. A taki na przykład pedadog napisał w sprawie emisji "zaginionego" odcinaka RP i to bynajmniej bez powodzenia, a przynajmniej bez odzewu.
-
Czyli coś się dzieje!
-
Czyli coś się dzieje!
Właśnie nie, bo wiemy, że jest taki odcinek, który na pewno istnieje, a którego nie mamy. A tu zanosi się na to, że taaaka okazja do jego emisji przejdzie tak zwanym mimo.
-
Chodem?
-
Chodem?
Raczej tak, przecież nie "środem"?
-
Pewnie tak, przecież mimośród zeżarł Edno?
I to ostatni na świecie :-\
-
Pewnie tak, przecież mimośród zeżarł Edno?
I to ostatni na świecie :-\
Ejże, jak uczą nas Fachowcy, jeszcze coś zostało.
-
Jacy fachowcy?
Pojutrze początek roku szkolnego - już się boję.
-
Weź nie dżaźnij...
Jacy Fachowcy? Pewnie ci, co uprawiali Dialogi na Cztery Nogi?
-
A jeden z nich to nawet - na swoje nieszczęście - docent.
-
Oj, tak, docenci są niebezpieczni...
A magistrzy to już w ogóle - Boże uchowaj!
-
A jeden z nich to nawet - na swoje nieszczęście - docent.
Ochfiara wyższej edukacji.
-
Nie wyższej tylko "wyszczej".
Tak wykształceni ludzie mówią podobno.
-
Wykształceni może i tak. Ale nie Majster. Pan Majster.
-
Pan Majster ma jedyne, prawidłowe wykształcenie.
Chlebusia, a ty rzeczywiście nigdy nie słuchałaś Fachowców?
To się da nadrobić...
-
UŻ - Uniwersytet Życia.
Znalazłam Pana Majstra zdjęcie do indeksu:
(http://rs754.pbsrc.com/albums/xx181/Simon_Gardner/Frenchman_smoke.gif~c200)
-
Te zdjęcie, to jak Majster był niepełnoletni, bo nigdzie nie widzę butelki z piwem.
-
No bardzo, bardzo przystojny!
Ale i tak nie przebije Artura Barcisia!
W końcu widzicie jak wyglądam (ta wyszczerzona, po lewej) Zdziwieni?
I to nieprawda, że nieletni piją! Przeciwnie, latem piją jeszcze więcej (nie żebym coś o tym wiedziała 0:))
-
Trzeba było Pana Artura wziąć na kolana. Taka okazja się zmarnowała...
-
Ja tam się nie dziwię, że Barciś chciał mieć z Tobą zdjęcie. ;)
-
W końcu widzicie jak wyglądam (ta wyszczerzona, po lewej) Zdziwieni?
Ale po której lewej?
-
W końcu widzicie jak wyglądam (ta wyszczerzona, po lewej) Zdziwieni?
Ale po której lewej?
Nie denerwuj się, po Twojej.
-
To jakaś ściema, widziałem Barcisia i żaden z nich nie wygląda jak Barciś.
-
To jakaś ściema, widziałem Barcisia i żaden z nich nie wygląda jak Barciś.
Czyżby było to zdjęcie szyte, jak cała intryga - grubymi nićmi? ;)
-
Stefan, tych dwóch postaci z tyłu nie możesz wykluczyć.
-
Stefan, tych dwóch postaci z tyłu nie możesz wykluczyć.
Dlaczego? Na pewno ich rozpoznał i od razu wykluczył. Nie lekceważ zmysłu obserwacyjnego Stefka.
-
Mógł jeszcze robić zdjęcie (Barciś, nie Stefan).
-
Mógł jeszcze robić zdjęcie (Barciś, nie Stefan).
Stąd pewnie pytanie, po czyjej lewej?
-
Jak to czyje lewo, durny jeden?!
-
Ja tam się nie dziwię, że Barciś chciał mieć z Tobą zdjęcie. ;)
To komplement?
W końcu widzicie jak wyglądam (ta wyszczerzona, po lewej) Zdziwieni?
Ale po której lewej?
No weż się domyśl, Stefan >:D
Po tej symetrycznej do mojej prawej oczywiście (tej na lewo od środka)
To jakaś ściema, widziałem Barcisia i żaden z nich nie wygląda jak Barciś.
Widzisz, ja też widziałam i mogę ci zaświadczyć że wygląda tak jak wygląda (znaczy jak na tym zdjęciu)
I o jakich dwóch postaciach mowa?
-
O tych dwóch bezgłowych pieszych jeźdźcach z tyłu.
Chyba, że ich nie widzisz. Albo, że tylko ja ich widzę...
-
Nie bój się, ja też ich widzę ;D
I wiem tyle, że ten w białym to była Katarzyna Żak. Co do drugiego nie mam pewności...
-
To było w Wilkowyjach robione, czy jak?
A może u Norka?
-
Katarzyna Żak, Norka? Za dużo nieznanych mi nazwisk.
Ale ja już tak mam, nad czym ubolewam.
-
Katarzyna Żak, Norka,? Za dużo nieznanych mi nazwisk.
Ale ja już tak mam, nad czym ubolewam.
Ściemnia jak Stefan S:) ;D
-
Katarzyna Żak to nawet rozumiem, mogło się nie obić o uszy, ale żeby Solejukowej nie poznać?
-
Nie bój się, ja też ich widzę ;D
I wiem tyle, że ten w białym to była Katarzyna Żak. Co do drugiego nie mam pewności...
Teraz już wiemy, dlaczego z nami nie chciała na wakacje, nie ten kaliber celebrytów...
-
To było w Wilkowyjach robione, czy jak?
A może u Norka?
Nie, w Sopocie.
Nie bój się, ja też ich widzę ;D
I wiem tyle, że ten w białym to była Katarzyna Żak. Co do drugiego nie mam pewności...
Teraz już wiemy, dlaczego z nami nie chciała na wakacje, nie ten kaliber celebrytów...
Może bym i z wami poszła, ale bilety kosztowały 65 złotych od łebka, a babcia z rodzonej renty aż na trzy dała...
No nie wypadało prosić o więcej ;D
-
E, w tym odcinku, co go sobie wczoraj odświeżyłam, to do Sopotu pojechała Norkowa, a nie Halinka, a Norek z Karolem słomianowdowczyli...
-
E, w tym odcinku, co go sobie wczoraj odświeżyłam, to do Sopotu pojechała Norkowa, a nie Halinka, a Norek z Karolem słomianowdowczyli...
Reklama oleju i mydła LeBle? Polak się mydli a Niemiec się bydli?
-
Albo odwrotnie ;D
-
Olej Słoneczko, olej to wszystko!
Olej prezydenta i konfidenta!
Punk's not dead!
-
"Nasz Boniek kochany, w Polsce rosną bociany"...
-
Boniek? To już prawie wątek sportowy.
-
Nie Bońkuj mi teraz!!!
-
Rudy,
wlazł do budy,
Buda trzeszczy,
Rudy wrzeszczy!
-
Rudy,
wlazł do budy,
Buda trzeszczy,
Rudy wrzeszczy!
Oj powiało porucznikiem Rżewskim. Jednak, ponieważ porucznik ten nie brał udziału w wojnie rosyjsko - japońskiej oraz ze względu na Chlebusię, nie będziemy o nim pisać...
-
Rudy,
wlazł do budy,
Buda trzeszczy,
Rudy wrzeszczy!
Oj powiało porucznikiem Rżewskim. Jednak, ponieważ porucznik ten nie brał udziału w wojnie rosyjsko - japońskiej oraz ze względu na Chlebusię, nie będziemy o nim pisać...
To akurat Hanna Ożogowska... ;D 0>[
-
Jak nie zapomnę, to na priva podrzucę ci wzmiankowanego, wtedy zrozumiesz skojarzenie. ;D
-
Mnie też, mnie też!
-
Mnie też, mnie też!
Mnie też, mnie też!
-
Poszło, miłego weekendu. %01%
-
Rudy,
wlazł do budy,
Buda trzeszczy,
Rudy wrzeszczy!
Oj powiało porucznikiem Rżewskim. Jednak, ponieważ porucznik ten nie brał udziału w wojnie rosyjsko - japońskiej oraz ze względu na Chlebusię, nie będziemy o nim pisać...
Odkąd ty się o mnie tak troszczysz, Cezarian? Normalnie jakbym słyszała mojego ojca! On też uważa, że jestem za młoda na oglądanie piątej części "Dekalogu", mimo że to tylko film o więzieniu, w którym wieszają ludzi! Widziałam już brutalniejsze gry komputerowe...
A przecież tam grał przewielebny Pan Barciś. Nie widziałam go do tej pory z drabiną, ale od wczoraj jestem bogatsza o to doświadczenie ;D
-
Dekalog młoda, a jakże szanowna damo, to jest małe miki w porównaniu z porucznikiem Rżewskim.
-
A czy tam występują pokrwawieni półnadzy szaleńcy z piłami mechanicznymi,, którzy z dzikością w oku brutalnie gwałcą i mordują (niekoniecznie w tej kolejności) skąpą ubrane biuściaste kobiety przykute do metalowego stołu?
Bo jeśli tak, to to się niewiele różni od bajki, którą oglądaliśmy z Dżemusiem w dzieciństwie ;D
-
Nie nie, Rżewski takimi detalami zajmuje się w biegu. Konia.
-
Tak, tak. To mi zdecydowanie bardziej przypomina przygody towarzysza Czapajewa...
Cezar go zdaje się zna:
- Nie przyjęli mnie na uniwersytet, towarzyszu dowódco. - żali się Pietka. - Zapytali, kto to Cezar. Powiedziałem im, że koń z piątego szwadronu...
- To nie twoja wina, Pietka - pociesza go Czapajew. - Gdy ciebie nie było, ja go do siódmego przeniosłem...
-
Ehh, Czapajew, to ten, który wszystko zapomina i dlatego najlepiej nadaje się do przesłuchań.
-
Ale skoro do przesłuchań, to mam nadzieję, że słuch ma dobry?
Drodzy państwo, właśnie byliście świadkami prezentacji najsuchszego suchara na świecie. Uprzejmie proszę nie podchodzić zbyt blisko i robić zdjęcia aparatem bez fleszy.
-
w końcu wakacje :D nie mogę się doczkeć wyjazdu
-
Zaraz się tu koledze kamcikowi zdarzy jakiś przykry wypadek.
Wszyscy widzieli, że prowokował, prawda?!?
Człowieku, cały dzień dzisiaj piszę świadectwa. W poniedziałek była rada, we wtorek zebranie z rodzicami, wczoraj bal przyszłych absolwentów, do ostatniego klienta.
Jeszcze tylko wypisać dyplomy, podziękowania i listy gratulacyjne. Wydrukować świadectwa i podpisać. Odbębnić radę zatwierdzającą. Odstawić w środę szopkę z pożegnaniem szóstoklasistów (klapa, rąsia, buzia, goździk). Wprowadzić dane do systemu gimnazjalnego. Rozdać te cholerne świadectwa. Przetrwać radę podsumowującą. Bez kanapek i energetyków się nie obejdzie, co słabsi uczestnicy powinni rozważyć podejście z butlą tlenową... Wypisać arkusze ocen. Uzupełnić i zamknąć dziennik. Napisać protokoły z tych #@!&!ych rad.
Tak.
Ja też się nie mogę doczekać wyjazdu...
-
Dobrze Mela, że to wszystko jak widzę na wesoło i bez nerwów. A każdy ma prawo nie móc doczekać się wakacji. Moje już też niedługo 17 września! Ale do tego czasu tyle weekendów i tyle się może wydarzyć!
-
Podczas wysyłania wiadomości, pojawiły się następujące błędy:
Twoja sesja dobiegła końca podczas pisania.
Chciałabym, ale jeszcze nie.
Dobra wiadomość jest taka, że mam w zasaaadzie wolny weekend, bo płytę matkę do drukowania świadectw gdzieś wcięło, informatyk i tak wyjechał na wycieczkę z klasą, a dyplomy jeszcze nie dojechały.
No.
To ja idę na spacer.
-
A masz gdzieś matkę do drukowania "pójścia na spacer"?
Pytanie bez sensu, pewnie, że "masz gdzieś".
-
Chwilowo mam gdzieś cały ten biznes.
A Kanał Żerański jest wyjątkowo uroczy o tej porze roku. Nawet, jeśli bobry zeżarły kesza.
-
U nasz z przytupem zaczęły się wakacje, no nie moje oczywiście, wichura z grzmotami i od paru godzin bez prądu i bez nadziei - może kto podrzuci ciepłej herbatki, może być z prądem?
Póki co pijemy drinki z sokiem i zagryzamy czereśniami 😊
-
Rety, ale mam nadzieję, że was nie zalało?
Najwyżej sami się zalejecie w czarnoziem, skoro macie drinki.
Noc krótka, na szczęście...
Tu też 10 w skali Beauforta. Na jednym keszu leżało złamane drzewo. Dobrze, że złamało się zanim tam zaczęłam buszować...
-
U nas też powiało, mamie połamało brzozę. Będzie znowu robota.
-
Hurrraaa! Mamy prund, po 23 godzinach...
No nieźle nas odcięli, chcieli nas wziąć bez prądu i bez wody! Na śniadanie pojechaliśmy... do Olsztyna, objazdem 10-kilometrowym, bo nam drogę też odcięli. Tylko Mc był otwarty, ale dobre i tyle, nawet nam do termosu wody na herbatę dali, lepiej niż na dworcu, no i toalety bezpłatne :)
Kupiliśmy jeszcze baniak wody (5l za 1,49) a po powrocie okazało się, że woda już jest (widać pompy dostały prąd), to pół sukcesu bo można swobodnie toaletę obsługiwać i ogródek podlać, ale prysznic zimna wodą... brrr.
A teraz ładujemy akumulatory ;D
-
A to z nieba wam ogródka nie podlało?
-
Podlało, ale super-wiatr zaraz wysuszył. Poza tym i tak bez prądu nie było co robić... ;)
-
A co zalecał Kabaret Tey, jak nie wiadomo co robić?
-
Za pozwoleniem, szanowni towarzysze. Skoro wszyscy wymieniają swoje plany wakacyjne, to i ja pozwolę sobie wtrącić swoje pięć groszy. Otóż:
- z tego co wiem, do końca miesiąca będę pierdzieć w stołek (jak nie ten, to inny);
- dzisiaj pojawił się pomysł, bym co najmniej część lipca spędziła na obozie dla niepełnosprawnych (sama)
- możliwe, że w sierpniu pojadę na Hel
- co najmniej jeden z pozostałych letnich dni zamierzam poświęcić na spotkanie i uwiedzenie spędzenie miłego popołudnia z kolegą, o którym wam wspominałam.
Urocze perspektywy, nieprawdaż? ;D
-
Nooo... Może i urocze, ale czy przemyślane? Ja tu widzę sporo wątpliwości...
-
The road to Hell? No faktycznie, czy ta miejscówka przetrwa najazd Chlebusi?
-
W sierpniu to dosyć samobójczy najazd - tam już nie będzie miejsca na nic ani na nikogo, a już na pewno nie na miłe po południe ;D
No i co to za obóz, na którym się jest samym?!
-
Jak się dobrze zakręcić, to na obozie najłatwiej znaleźć miejsce do wspólnych kulturalnych rozmów o sztuce.
-
Obóz dla dwojga - to mógłby być hit!
-
Obóz dla dwojga - to mógłby być hit!
Zgoda, ale wtedy adrenalina mniejsza. Mimo to życzę takiego obozu naszej koleżance.
-
Przypomniała mi się wakacyjna ballada. Co prawda tam nie chodziło o obóz, a o zlot, ale zasada ta sama, a zresztą - zaraz znów nabierze na aktualności...
-
The road to Hell? No faktycznie, czy ta miejscówka przetrwa najazd Chlebusi?
Jakoś będzie musiała, w końcu post mortem będę się tam kisić niczym ogórek do końca świata, a może i dłużej...W sierpniu to dosyć samobójczy najazd - tam już nie będzie miejsca na nic ani na nikogo, a już na pewno nie na miłe po południe ;D
Spoko, Blues, ja mam tam znajomości, będzie dobrze...
Jak się dobrze zakręcić, to na obozie najłatwiej znaleźć miejsce do wspólnych kulturalnych rozmów o sztuce.
I o poezji w sumie też...Obóz dla dwojga - to mógłby być hit!
No, a jakbym tam trafiła z kolegą, to uuu! ,^,
Przerobilibyśmy chyba wszystkie wiersze świata, zaczynając od tych powstałych w epoce kamienia łupanego.
-
I do tego można by te wiersze przerabiać rękoma. To znaczy na migi.
-
A na co by zostały przerobione?
-
Na pamięć? ;)
-
Najpierw zostałyby rozebrane na czynniki pierwsze, a potem przerobione na wszystko, co by nam tylko wyobraźnia podszepnęła. Oboje jesteśmy kreatywnymi ludźmi, więc nie byłoby z tym problemu ;)
-
Precz z kreacją!
Niech żyje spontan!
-
A spontaniczna kreacja? Czy to nie jest najpopularniejsze na świecie połączenie kreacji i spontanu?
-
Z pomocą takiej kreacji to można coś albo i kogoś stworzyć...
-
Rozebrane, hmmm...
Słusznie, wszak nadciąga fala upałów.
Melduję, że znowu żyję, kolejna stacja Via Dolorosa odfajkowana. Tym razem była to stacja główna, przesiadkowa.
Pożegnanie klas szóstych.
Odprawiliśmy nawet jasełka... Nie, wróć - misteria, nie mieszajmy metafor.
Robiłam za osiołka ;D
To teraz jeszcze elektroniczna papierologia, rozdanie świadectw i...
I chwila przerwy.
Potem Ostatnia Wiecze... Wróć, ostatnia rada.
-
Koleżanka najwyraźniej w świątecznym nastroju, a kiedy u was wypada droga krzyżowa? Już była? ;)
-
Via Dolorosa?
Dwa razy do roku, około lutego i pod koniec czerwca. Ta druga z większą pompą.
-
To raczej Crucifixion party?
-
Raczej niezła szopka...
-
Crucifixion szopka...
-
Chyba raczej shopka, jeśli już.
-
Kings Cross Shopping?
-
*nie może się opędzić od wizji Stephena Kinga w sklepie z dewocjonaliami*
Chyba zjadłaś apostrof...
-
Apostrof też poczuł powiew wolności i udał się na wakacje.
Podoba mi się, dokąd dąży ten wątek. Znaczy, dokąd to i tak nie wiadomo, ale ogólnie zarysowany kierunek mi się podoba.
-
Ciekawe, gdzie mieszkają Apostrofy i gdzie jeżdżą na wakacje? Tam, gdzie Cudzysłowy?
-
Podoba mi się, dokąd dąży ten wątek. Znaczy, dokąd to i tak nie wiadomo, ale ogólnie zarysowany kierunek mi się podoba.
Dąży, jak Brytyjczycy...
-
W sierpniu się wybieram do Walii. Czy to jeszcze będzie Wielka Brytania?
A jeśli nadal Brytania, to czy Wielka?
-
Słodki Dżemu, wszyscy dzisiaj o tym Brexicie...Możemy wrócić do wakacji znaków interpunkcyjnych?
Ja na przykład wiem, co robią przecinki. Wyjeżdżają z kropkami do domku w górach i robią sobie malutkie średniczki ;D
A z kolei apostrof poznaje jakąś miłą apostrofkę, hajta się z nią i tak powstają cudzysłowy.
-
Trochę zamieszamy w rodzinie interpunkcyjnej, ale jak apostrofy zdradzą kropki ze średnikami to rodzą się pastorałki i pastorały.
-
A ten świąteczny akcent to skąd? S:)
-
A ten świąteczny akcent to skąd? S:)
Wakacje!
-
Ale Święta są chyba w grudniu?
-
Powiedz to gościom od reklamy i marketingu, wystawiającym w sklepach choinki. Ciekawe, kiedy zaczną sezon w tym roku, pewnie już wkrótce.
Na razie lada dzień spodziewam się wysypu reklam "Witaj szkoło!" >:D
-
A dopiero co było "żegnaj"...
Fakt, potem będą jedne święta, drugie i znowu wakacje...i tak w kółko.
-
Nie narzekajcie! Biznes musi się kręcić, wszyscy z tego żyjemy. Świąt im się odechciało.
-
Ach te nowe pokolenia, wszystko ich nudzi, denerwuje...
Nie cierpię świąt >:D
-
No wiecie co? Święta są bomba. Nawet z rodzicami można się spotkać, jak ktoś jeszcze ma.
-
Spokojnie, my tak tylko greenchujemy...
A Święta rzeczywiście mają pewne zalety. Nikt mi nie mówi, że mam się odchudzać, dostaję zajedwabiste prezenty...
Tylko nigdy nie udało mi się przyłapać moich dwóch kotek na prowadzeniu dialogu...Zawsze spędzam Gwiazdkę u babci.
-
Może to jakaś małomówna rasa? Zresztą... miałem kota, który też nic nie dialogował a nawet rzadko monologował (oprócz miau), ale bardzo go lubiłem, bo miałem z kim pogadać :)
-
Nawet w Wigilię milczał jak zaklęty? A może poprzednio mieszkał w jakimś klasztorze?
Ej, mam pomysł - zdezorientuj go, to może zacznie gadać! ;D
-
A może kotki nie lubią babci, nawet zdezorientowanej?
Mój Monster zawsze miał dużo do powiedzenia w wigilię. Wzrokiem.
-
A co mówi?
I raczej jest na odwrót - to babcia nie lubi zdezorientowanych kotów.
-
A co mówi?
Już nic. Nie żyje od 10 lat.
-
Nawet w Wigilię milczał jak zaklęty? A może poprzednio mieszkał w jakimś klasztorze?
Ej, mam pomysł - zdezorientuj go, to może zacznie gadać! ;D
Też za późno, o 30 parę lat...
-
To może w inne święto spróbować nawiązać dialog?
A przynajmniej porozumienie?
Tak na początku listopada?
-
To by chyba wymagało połączenia Wigilii i Święta Zmarłych. Tylko po co? Dowiem się że Monster wolał biegać w soboty za gumową kostką a nie za piłeczką, ale nie mógł bo sobota to szabas? Znajomości Platona lub literatury polskiej bym się po nim nie spodziewał.
-
A kto wie, kto wie...może koty są tak naprawdę - używając języka filmów sciencie fiction - wyższą formą inteligencji i tylko udają głupie, bo wiedzą, że kretyn ma w życiu łatwiej?
A tak naprawdę już dawno wynalazły teleporter (moja Hilda nagminnie go stosuje), lekarstwo na AIDS i sposób, by ludzie różnych wyznań mogli żyć w pokoju...
-
ja sie moich doczekać nie mogę, a to dopiero sierpień :(
-
Witamy kolegę przy kominku naszej patologicznej rodziny w środku lata. W sierpniu? Ja we wrześniu, ale co tam.
-
A ja nie wiem kiedy i czy w ogóle.
-
Niespodzianki są najlepsze. O ile są miłe, czego koledze Fasiolowi życzę. I nie chodzi tylko o dzisiejszy mecz.
-
Ja również kłaniam się najniżej, jak mogę i mimo że sport nie znajduje się na szczycie listy moich zainteresowań, to również będę trzymać kciuki za naszą reprezentację. Obstawiam wynik 2:1 dla Polski - Ronaldo jest jednak za dobry, żeby nie strzelić ani jednej bramki.
-
Po co taki defetyzm? Przecież Ronaldo może strzelić samobója i wszyscy będą zadowoleni.
Sport nie? A hipoterapia, to pies, znaczy koń?
-
Cezarian, oglądanie sportu a uprawianie go w celach zdrowotno-rehabilitacyjnych to są dwie różne sprawy najprawdopodobniej.
Podobna różnica występuje między oglądaniem programów w stylu Ewy Wachowicz a przygotowywaniem niedzielnego obiadu
-
Próbowałam jednego i drugiego - no poziom emocji jednak inny.
-
Co do sportu, świetnie znam obie przytoczone przez Ciebie "aktywności" i do tego jeszcze rzeczywiste uprawianie sportu, choć rekreacyjnie. Wszystko ma swoje zalety.
Natomiast nie mam zielonego pojęcia co to jest program pani Wachowicz i kto to jest pani Wachowicz.
-
Ewy nie znasz?! To przecież jedna z pierwszych praworządnych Miss Polski :D
Choc nie wiem, jaki ma program (wyborczy?) i dlaczego miałaby Chlebusi obiady gotować?
-
A, to wiem, rzeczywiście, chyba jedyna rozsądna miss. Ale nic nie wiem, o jej programach.
-
Ale nic nie wiem, o jej programach.
Nic się nie martw, ma je na swoim miejscu ;D
Pani Wachowicz prowadzi program "Ewa gotuje". Można go oglądać na ATM rozrywka od poniedziałku do piątku o 13.15, w soboty o 13.15, a w niedziele o 12.55. Nie muszę chyba mówić, o czym opowiada - nazwa jest jednoznaczna.
-
To, co napisałaś przesądza, że nadal nic nie będę wiedział o tych programach. >:D
-
A z jakiej to przyczyny?
-
A z jakiej to przyczyny?
Bo zupełnie mnie, niestety, nie interesują.
-
Cezarego kulinaria interesują wyłącznie z przeciwnej strony, że tak powiem.
-
Nie będę dociekał, jak bardzo przeciwną stronę miałaś na myśli, ale generalnie tak.
-
No raczej nie od kuchni.
-
Zwłaszcza, że kuchnię mam tylko z jednym wejściem.
-
Ale z oknem?
-
I tak i nie, bo tylko dachowe...
-
Choć raz maszyna dobrze podpowiada, w tym wątku nie pisano przez 120 dni, bo już tak dawno nie było wakacji! Prawda Mela?
A ja się cieszę waszym szczęściem. Sięgam pamięcią do czasów Świata Młodych, który podczas wakacji miał kąciki - edycje specjalne, jakby to się dzisiaj nazywało. Można się było dowiedzieć, jak zbudować szałas, powiązać dwa paliki, naprawić śrubokrętem telefon komórkowy... wróć, chyba się rozpędziłem?
W każdym razie poradniki turystyczne były palce lizać. I te oczekiwanie na nowe przygody Kajka i Kokosza...
-
Ale że aż tak nostalgicznie podchodzisz do wakacji?! Fajnie ;)
-
A żebyś wiedział jak wczoraj nostalgicznie wrócił na parkiet.
-
A żebyś wiedział jak wczoraj nostalgicznie wrócił na parkiet.
Rozumiem, że bez cytatów?
A! I nie chodzi o giełdę!
-
To na parkiecie nie ma wakacji?
-
A żebyś wiedział jak wczoraj nostalgicznie wrócił na parkiet.
Nostalgiczny powrót na parkiet? No to chyba tylko jak w przypadku Loży 44...
-
A żebyś wiedział jak wczoraj nostalgicznie wrócił na parkiet.
Nostalgiczny powrót na parkiet? No to chyba tylko jak w przypadku Loży 44...
Przeczytałem L4. Blisko, blisko, tylko bez L4.
-
To na parkiecie nie ma wakacji?
Na naszym nie ma.
-
To na parkiecie nie ma wakacji?
Na naszym nie ma.
Na naszym parkiecie ciągle królują byk i Gonzo. Wczoraj przyszedł z jaskrawą, odblaskową torbą, żeby go było lepiej widać na drodze. Do tej pory ma - jak widać - traumę po rozjechaniu Tutenchamona na przejściu dla lektyk. Twierdzi, że gdyby wówczas miał taką odblaskową torbę, do wypadku by nie doszło. Z litości dla naszego nie najmłodszego już przecież kolegi, nie przypominamy mu, że nawet gdyby miał taką torbę, to nic by to nie zmieniło, bo to on rozjechał faraona, a nie odwrotnie...
-
Ale może wtedy faraon by go zauważył wcześniej i nie byłby wtargł na czerwonym?
-
Ale może wtedy faraon by go zauważył wcześniej i nie byłby wtargł na czerwonym?
Ponoć to były czasy, gdy sygnalizacja świetlna była jeszcze dymna, co znacząco ułatwiło zdarzenie zderzenia.
-
No pacz pan - to zadymy są stare jak świat?!
-
No pacz pan - to zadymy są stare jak świat?!
Pan jesteś zdziwiony? Pytanie, jak stare są ustawki kibicowskie? Już podczas polowań na mamuty?
-
Co ciekawe, wśród wietrzonych aktualnie w Paryżu klamotów rzeczonego faraona można obejrzeć dokumentację zdarzenia wzmiankowanego powyżej.
Otóż na obrazie z monitoringu (podówczas jeszcze ręcznego) wyraźnie widać jak Gonzo śmiga pojazdem niemechanicznym szybko, ale bezpiecznie, podczas gdy pod kopyta wtargiwują mu piesi, zupełnie nie zwracając uwagi na bezpieczeństwo w ruchu drogowym.
-
Z tym wtargiwaniem to całkiem tak samo, jak podczas Rajdu Polski pod Mikołajkami. Tyle, że teraz pojazdy są mechaniczne ;)
-
A że wszystko już było, to się miałam okazję niedawno naocznie przekonać w Luwrze.
Na załączonych obrazkach, proszę wycieczki, widzimy kolejno:
- Gonza zmierzającego po treningu pod prysznic,
- nastoletniego Gonza, uchwyconego w momencie, kiedy matka* kazała mu wynieść śmieci,
- Gonza usiłującego sobie przypomnieć numer do jednej takiej (kiedy przypomniał sobie, że telefon zostanie wynaleziony za dwa tysiące lat),
- oraz Gonza w młodzieńczej fazie strzelania sobie selfie wszędzie.
_______________________________________
*Matka Natura, oczywiście (skutki zaniedbań pokutują do dziś, Gonzo zawsze był trendseterem)
-
A tu jeszcze oficjalny portret do dokumentów, świeżo po wizycie w barber szopie.
-
O widzisz! Ja także tak mam, że w którym muzeum się nie pojawię, to od razu wiele rzeczy staje się prostszych, jak człowiek zda sobie sprawę, że to Gonzo.
-
Tak powiadasz...
-
Proste: Tata? (Na widok Gonza).
-
Kochani pozdrawiam z Betlejem. Różnymi bowiem ludzie chadzają drogami. Bardzo poszepszyńsko. Ktoś w rodzaju młodego kaprala Jedziniaka, wyposażony w awtomat Kalasznikowa pilnuje w nocy przejścia dla pieszych przed hotelem i w zasadzie tylko przy jego pomocy da się je w dzikim ruchu przejść. Budzą też podziw izraelskie fortalicje na granicy Autonomii : jak mawiał klasyk maja rozmach (...)
-
Baader pojechał kolędy pośpiewać?
-
Takiego człowieka z kałasznikowem można wysłać po wódkę! Czy ktoś oprze się sile jego perswazji?
-
E tam. Arabska wódka jest sroga ale smakuje trochę jak wyprodukowana z ropy naftowej. Zastanawiam się czy to przypadek. A kolędy przyszło śpiewać i owszem. W Betlejem mają Boże Narodzenie by tak rzec w trybie ciągłym...
-
W Betlejem mają Boże Narodzenie by tak rzec w trybie ciągłym...
Ciągła szopka?
-
W Betlejem mają Boże Narodzenie by tak rzec w trybie ciągłym...
Ciągła szopka?
E, to nie musiał z kraju wyjeżdżać.
-
To jasne, ale tam, jakie tradycje!
-
A muezzin w hotelu kol. Baadera budził?
Jak nie, to wyjazd nieważny.
-
A muezzin w hotelu kol. Baadera budził?
Jak nie, to wyjazd nieważny.
Potrząsając o 5 rano za ramię: Allah Akbar, kol. Baader, pobudka!
-
O ile pamiętam to był po prostu alarm. Ale wrażenie podobne.
-
O ile pamiętam to był po prostu alarm. Ale wrażenie podobne.
No tak, ale alarm jest niespersonalizowany i ktoś może się poczuć (nie)dotknięty i pominięty. A stąd już tylko krok do depresji.
-
Wcale nie śmieszne tam rano i muezzini emitują i chrześcijanie w dzwony tłuką do słuchu... Jeszcze kogut gdzieś piał ale to już niewiele zmieniało. Generalnie wycieczka bardzo fajna choć już trzecia osoba spytala czy nie jestem przypadkiem Żydem. Aj waj...
-
Czyli mówisz, że na wszelki wypadek sprawdziłeś pod prysznicem... zawsze można poprosić o azyl.
-
W tym wątku nie pisano od 120 dni, chociaż pora po temu jak najbardziej wskazana.
To ja skorzystam z okazji, żeby się odmeldować, że znikam z radaru na nieco przedłużony weekend (PIOOONTEEEK!).
Przebywanie w Warszawie w okolicach 1 sierpnia od jakiegoś czasu przyprawia mnie o mdłości, postanowiłam uprzedzić fakty i już dziś pojechać do Rygi.
Jeśli trasa wypadnie przez Jeżewo nie omieszkam pomachać.
Aha, nie wiem, czy na tę Łotwę już dociągnęli internet. Ja w każdym razie nie zamierzam ciągnąć ze sobą laktoka. Wakacje.
-
Do Rygi?! No dość dwuznacznie to można zrozumieć...
-
Też tak pomyślałem, tym bardziej, że droga prowadzi przez Podlasie. Żeby tylko Melę covidovo nie przytrzymali.
-
Melduję się z drogi na razie na Łomżę. Tu jeszcze jest zasięg.
Zrobicie tak zwaną bramkę?
-
A masz flaszkie?
-
W tą stronę?
Jak będę wracać to balsam obowiązkowo!
-
Ja nie balsamowy... na kostkę nie pomaga.
-
A próbowałeś doustnie czy miejscowo?
I wszystko zależy od dawki, czyli stopnia zabalsamowania.
Takiego Ramzesa to na pewno kostka nie boli.
-
Fakt, Ramzesa to już nic nie boli.
Próbowałem w każdej formie, inaczej bym się nie wypowiadał.
-
Fakt, Ramzesa to już nic nie boli.
Będzie okazja zapytać, tak się składa że wybieramy się w te strony o ile Ozyrys, Covid i Horus pozwolą.... Mam zamiar wyssać cały dżem z napotkanych mumii.
-
Covidowi na razie wystarczy złożyć ofiarę z kilku formularzy.
Ale to bardzo kapryśne i nieprzewidywalne bóstwo.
-
A propos formularzy, to ślicznie było na ich przykładzie widać różnicę mentalności między Litwą a Łotwą.
Litewski formularz jest bardzo sieriozny, urzędowo-ministerialny, trzeba przebrnąć przez wiele szczegółowych pytań, rozwijalnych menu, zawikłanych opisów... żeby na końcu dowiedzieć się, że "your surname is invalid". No takiej obelgi to już dawno nie słyszałam.
I jeszcze musiałam zaznaczyć, że nie jestem księdzem.
Łotewski to zasadniczo user friendly kolorowa witryna, zaczynająca się od Hello sailor!... pardon, od Hello traveller!
Witaj podróżniku, o tu wpisz nazwisko i podstawowe dane, już? Spoko, jak tam, zaszczepiona? Tak, cudownie, tu masz glejt QR, zaraz ci wyślemy na maila, spokojna głowa. Przyjemnej podróży.
Co do sprawdzania rzeczonych glejtów, obie granice w obie strony przekracza się nie przerywając snu.
Ale faktycznie, jedna kontrola była. Na bramce do knajpy, gdzie była integracja, bo na Łotwie pod dachem konsumować można tylko z glejtem.
-
W programie wycieczki jest... to znaczy mamy wielką ochotę przeprawić się do Petry, może jaki Graal się tam znajdzie? Jest to jednak podróż z przeszkodami: pani z polskiego minibiura stwierdziła że raczej się nie da bo potrzebny test 72 h przed wypłynieciem i rodacy machaja ręką i grupy zebrać się nie da. Jest jednak w sieci pewne biuro z siedzibą w Berlinie (sic!) które jest drogawe ale panuje tam iście pruski dryl. Na razie jest 1:1: udało się z nimi popływać żaglówką w Ejlacie, nie udało za to pojechać na Montserrat bo coś tam zawalił system ale wyjaśnienie sprawy i odzyskanie dinejros poszło sprawnie przez telefon i to mimo hałasującej w tle śmieciarki. Oni twierdzą ze problemu nie ma. Maska i jedziemy. I tak się zastanawiam jak to będzie wyglądać: Ciemność w porcie, ponury drab w marynarskiej koszulce tłumaczy: "Wszystko jasne? Jak światło reflektora przejdzie biegniecie za nim pojedynczo na tamto nabrzeże. Tam robicie padnij i czekacie aż was zawołają ze statku. Potem następny. OK? Dobra teraz! Loss!" Bieg, padnij, rzut oka na statek i oblazły napis na burcie: U-515. "Ale to..." -"Hier!!! Schneller!!!" Drabinka, w środku brzęczenie elektroniki i głos "Schiff klar herr Kapitan"!!! :P
-
Franka Dolasa im się nie udało zamustrować.
-
Franka Dolasa im się nie udało zamustrować.
No ale Franek był na statku a zwykle przyjaźni Włosi pod wodą; odwrotna sytuacja i zasadnicza różnica!
-
Akurat miałam na myśli mustrowanie w jugolskiej tawernie (Polak z wami nie idzie!), zakończone tą pamiętną sceną:
-
Czasy się jednak zmieniły. Baader na trzeźwo i bez rozruby wsiadłby do Ubotta. Byle ten płynął do Petry.
-
Ale pod samą bramę?
-
Ale pod samą bramę?
A jak? Ponoć przy dobrych deszczach jest to możliwe, choć trzeba w wąwozie płynąć pod prąd.
-
A to wiem, ale ja akurat wpław. U-Bootów nie pamiętam, może się nie wynurzały.
-
U-Bootów nie pamiętam, może się nie wynurzały.
Bo to teraz coraz lepsze robią.
-
Tymczasem Grzegorz też zaczął urlop i zamierzamy ten doniosły fakt uczcić nie tylko malowaniem sufitu w łazience, ale też wypadem w nieznane.
Na ten weekend padło na Grabarkę.
I tu pytanie do tych, dla których to nie jest terra incognita - co tam jeszcze warto ogarnąć? Na pewno Siemiatycze, wpadł mi w oko jeszcze Drohiczyn. Po drodze zapewne geocaching poprowadzi mnie opłotkami do jakichś zapomnianych kapliczek albo zardzewiałych armat.
Ale nie chciałabym ominąć czegoś wartościowego.
-
Właściwie co wioska to coś ciekawego, tu nietypowy (np z niebieskimi krzyżami) cmentarz, tu urokliwa cerkiewka. Oczywiście Białowieża, ale jak Białowieża, to już kilka dni, bo to i park narodowy i miejsce mocy i muzeum, i ścieżki edukacyjne i kompleks parkowy itp.
-
No toś mi wyjaśnił...
A Białowieża czy inna Hajnówka to jest na osobny wypad, bo po drodze to może od was, nie z Warszawy.
Keszo-przewodnik podpowiada po drodze jeszcze Zuzelę i Ciechanowiec.
A za powrotem jakiś most kolejowy we Fronołowie i może jakiś postój w Sokołowie albo Węgrowie.
-
W Ciechanowcu muzeum wsi. Nie byłem, ale ponoć fajne.
-
I tu pytanie do tych, dla których to nie jest terra incognita - co tam jeszcze warto ogarnąć?
W sobotę wracamy z wesela i ciupasem na mecz Jagi? Polecam.
Tak, tak. Wiem.
-
Rozumiem, że z piątkowego wesela?
Żeby Mela poszła na mecz Jagi trzeba tam schować ze dwa kesze.
-
Rozumiem, że z piątkowego wesela?
Z piątkowego.
Żeby Mela poszła na mecz Jagi trzeba tam schować ze dwa kesze.
A może są?
-
Jak są to dawaj namiary, podczas meczu Mela będzie się mogła poszwendać. Oczywiście ważne, żeby nic nie było na murawie.
-
Jest jest, co ma nie być: https://coord.info/GC6P5RF
Za to kesza przy Sądzie Apelacyjnym ukradli. No ładne tam macie porządki... https://coord.info/GC8EAEJ
Ciekawy jest ostatni wpis nie-znalazcy. To jakiś regionalizm?
-
Nie bardzo wiem, jak się na tej waszej stronie poruszać. Muzeum Sybiru jest zupełnie w innym miejscu, niż Sąd Apelacyjny. Pewnie coś pokręciłem.
-
Na ten weekend padło na Grabarkę.
Jeśli macie ochotę to zaopatrzcie się w materiałowe chusteczki lub po prostu niewielkie bawełniane szmatki. Taką zamoczoną w strumyku (stosowne miejsce znajdziecie bez problemu) chusteczką przemywa się chore miejsca. Zostawiacie ją potem, na koniec dnia mieszkające na górze mniszki zbierają je, po modlitwie o zdrowie pielgrzymów chusteczki zostaną spalone.
-
Ważne, że w drzewie przy betonowym słupie od ogrodzenia nie ma czego szukać.
-
Mniszki zabrały? ;)
-
Może nie miałaś chusteczki?
-
Tamto było do Cezariana.
Na ten weekend padło na Grabarkę.
Jeśli macie ochotę to zaopatrzcie się w materiałowe chusteczki lub po prostu niewielkie bawełniane szmatki. Taką zamoczoną w strumyku (stosowne miejsce znajdziecie bez problemu) chusteczką przemywa się chore miejsca. Zostawiacie ją potem, na koniec dnia mieszkające na górze mniszki zbierają je, po modlitwie o zdrowie pielgrzymów chusteczki zostaną spalone.
O, i to jest konkret!
Jak raz po tym ostatnim wyjeździe cóś mnie w barku łupie.
-
Jak raz po tym ostatnim wyjeździe cóś mnie w barku łupie.
Tak to jest jak się za często toasty wznosi ciężkim kieliszkiem lub, nie daj Boże, kuflem.
-
To faktycznie od szkła, ale optycznego.
-
To faktycznie od szkła, ale optycznego.
Rety, jak z tego pić?
-
Z tego się strzela a nie pije! Pić można później ;)
-
Normalnie. Odkręcasz, nalewasz, pijesz...
Tylko trzeba uważać żeby dokładnie opróżnić przed zamontowaniem do aparatu.
-
Przeglądam, gdzie tam co zjeść jutro.
Zaguby?
-
Nie mam pojęcia, może Fasiol podpowie? Był na weselu i na meczu z nowy catheringiem.
-
Rolada krojona w paski.
-
Roladę to ja na plasterki!
-
Też można.
-
Nie chcę Meli straszyć, ale w sklepach już wszędzie "Witaj szkoło". Chyba trwają przygotowania do kolejnej rocznicy wrześniowej?
-
Dziś Brua nie da się wystraszyć. Dziś jest chroniona.
-
Albowiem? Imieniny Bruxy?
-
Bo dzisiaj odwiedziłam tyle świętych miejsc, że jeszcze świecę, najprawdopodobniej.
Ale fakt, w drodze powrotnej przy jednym kościele był bilbord "witaj szkoło". Co ciekawe, dotyczył oferty pobliskiego marketu, a nie koscioła.
Ale i tak - miłosierdzia pańskiego w sercu nie mają, żeby takie bilbordy stawiać.
-
Dobrze, dobrze, ty nam tu kościołem oczu nie mydlij. Jak Grabarka?
-
Można powiedzieć, że postawiłam na niej krzyżyk.
-
Można powiedzieć, że postawiłam na niej krzyżyk.
To jasne, ale jaki?
-
Pan sobie sam obejrzy. Jeden obrazek podobno wart tysiąc słów, tu jest obrazków parę, aż tyle to mi się nie chce pisać.
https://photos.app.goo.gl/geTgQQCKSpRn4get8
Ale na wszelki wypadek jednak zaopatrzyłąm obrazki w opisy (tylko kto to czyta?).
-
Widzę, że nawet - jak to napisać w formie żeńskiej - sfinksina się złapała?
-
Rzutem na taśmę.
Ciekawe, czy wzorowana na księżnej Jabłonowskiej, która zleciła wykonanie.
Jeśli tak, to trzeba przyznać, że miała księżna całkiem duże... uszy.
-
Ciekawe, jak długo szukano modelki z podobnymi... uszami?
-
Starczyło się pewnie po wsi rozejrzeć.
Mogła sobie parę dni pańszczyzny pewnie odrobić pokazując... uszy.
-
Przynajmniej jako artystka od pozowania nie niszczyła sobie... rąk.
-
A jeśli pokazała jeszcze swoją kotkę, to autor dzieła nie miał problemu z rzeźbieniem drugiej połowy sfinksa.
-
To musiała być bardzo spokojna kotka...
-
Jako, że przewija nam się wątek wulkaniczny, mała wakacyjna ciekawostka.
Dziwna sytuacja na wulkanie el Teide. Jak się okazuje jest to najbardziej popularne - wybierane przez mężczyzn - miejsce do zaręczyn, bo prawie żadna nie odmawia. Powszechnie znaną jest bowiem opowieść o jednej takiej, którą odmówiła, więc niedoszły narzeczony zostawił ją na szczycie, zabrał bilety i musiała wracać sama na piechotę. A szczyt ma 3718m. To się nazywa szczytowanie.
-
Przepraszam, że pytam ale... jakie bilety? Na ślub???
-
Na zjad że szczytu kolejką linową i dalej na zjazd z tak zwanej kariery na wybrzeże. Jak mawia Fasiol, to nie są tanie rzeczy.
-
No to miała czas, żeby dobrze zastanowić się przed podjęciem ostatecznej decyzji ;)
-
Owszem, ale wydaje się, że było już nieco za późno. Choć, kto wie, może grafik oświadczyn miała zapełniony na kilka miesięcy?
-
Wbrew modnym obecnie trendom, bardzo lubię zwiedzać ogrody zoologiczne. Nie tylko dlatego, że to one uratowały żubry, ale że są w tej chwili naprawdę przyjazne i dla ludzi (ludziom), i co najważniejsze, dla zwierząt. Nic więc dziwnego, że wybraliśmy się z żoną do pełnego atrakcji zwierzęcych (orki, delfiny, rekiny, pingwiny, meduzy, tygrysy, małe pandy, małe, przepraszam karłowate hipopotamy itp.) i roślinnych parku na Teneryfie. Nie bez powodu nazywa się on papuzi (loro), hodują tu bowiem niezliczone gatunki tych ptaków i, co chyba ważniejsze, pomysłów na ich zaprezentowanie, tak aby rzeczywiście zostały w pamięci.
Na przykład miejscowy bar oferuje kilkadziesiąt gatunków papug i papużek z grilla. Co ciekawe, menu jest po łacinie tak, aby bawiąc uczyć. Ja zdecydowałem się na coś rzadkiego – nowozelandzka Nestor notabilis, czyli Kea, znakomity 2015 rocznik z rejonu górzystego o endemicznym, monotypowym smaku.
Żona pierwotnie chciała skrzydełko z Psittacus erithacus, czyli żako, jednak po przeczytaniu charakterystyki okazało się, że nie tylko są wątpliwości co do klasyfikacji taksonomicznej, ale ze względu na allopatryczność gatunkową, bardzo prawdopodobne są stany depresyjne i agresji, a nawet przypadki choroby dwubiegunowej.
Wykluczyliśmy znajdujące się w karcie gatunki wymarłe, jak na przykład Amazona violacea – okazało się, że gatunek już wymarły, ale mięso jeszcze mają!
Rada w radę, zdecydowała się na Amazona auropalliata – amazonkę żółtoszyją, nie tylko ze względu na brak wyraźnego dymorfizmu płciowego, ale także na wyprowadzenie lęgów w lutym oraz pożywienie oparte o nasiona i figi, które żona także lubi.
Niestety, w praktyce okazało się, że mięso w smaku zbliżone do kurczaka z chowu ściółkowego z lęgów w okresie od lutego do maja, z kurników zorientowanych na południowy wschód.
Cóż jednak znaczą drobne niedogodności podniebienia, w porównaniu do nauki o ochronie przyrody i unikatowych zwierząt w szczególności?
-
A z psów (canis) niczego nie mieli?!
-
Żadnych canis. Chyba psittaciformes wszystko zjadły.
-
A musztardę mają?
-
A parówki z papugi? 😉
-
Parówki? Mogą zawierać do 20% mięsa?
-
Serdelki!
I czemu przeczytałam Nestor notariabilis?
-
Serdelki!
I czemu przeczytałam Nestor notariabilis?
Może to przez wątek o zawodowych zaćmieniach?
-
okazało się, że gatunek już wymarły, ale mięso jeszcze mają!
Nihil novi...... Mam wrażenie że w chłodniach wielu (tak hołubionych przez obecną "wadzę") małych rodzinnych sklepów są zapasy takich miąs. Mięs.
-
W sumie mięso mamutów to żadna nowość. A mięso T-reksa?
-
Pan poczeka, podobno prace trwają.
-
To juz niedługo będziemy wiedzieli, jak długo gotuje się jajko T-reksa na twardo?
-
T-Rexa słyszałem wczoraj w radiu, 2 razy, może to już?
-
W sumie to jest także teoria na temat brontozaurów panny Łoś. Ale, na razie, bez żywego brontozaura.
-
Szanowni, opierałem się, broniłem znakomitą aurą listopadową, ale nic nie pomogło i jutro ruszamy badać głębiny i wyspy, na których już dawno malarze niby już nie realiści, ale jednak jeszcze nie abstrakcjoniści prawie profesjonalnie zajmowali się pedofilią. Ponieważ był tam Ojciec Chrzestny, to pomyśleliśmy, że i my tam dopłyniemy.
Niestety, bo wszystko wskazuje na to, że nie będę miał żadnego dostępu do internetu i forum przez bite (ponad) dwa tygodnie, proszę tedy o ciepłe wspominki. A Fasiola proszę o smsy z najważniejszymi wynikami.
-
... A Fasiola proszę o smsy z najważniejszymi wynikami.
Przypominam że to nie są tanie rzeczy.
-
Bez internetu? To na Marsa???
-
Na Marsa jest internet, tak jak i w całej stolicy.
Będziemy kolegę ciepło wspominać. A taki był fajny herbatnik...
-
Szanowni, pozdrowienia z wyprawy w poszukiwaniu słońca, tropików i śniegu. Na razie 2/3 sukcesu, bo jest słońce i deszcz. Ciągle liczymy na śnieg, ale to chyba w cieplejszych rejonach Wysp Naszego Towarzystwa.
Ryby, jakie oni tu mają wielkie i smaczne ryby. A jak smakowałyby świeżo rozmrożone...
-
... Ciągle liczymy na śnieg...
Może Stefan tam był?
-
Szanowni, powoli wracamy do cywilizacji, jednak ciągle pachnącą znakomitą surową rybą. Jeszcze tylko 2 dni lotu i nareszcie odśnieżanie!
-
Mój Boże, nawet nie mają tam na czym ryby ugotować... Wracaj, waszmość, żebyś nie musiał surowego karpia przy wigilijnym stole konsumować.
-
Sushi na Wigilię?
-
2 dni lotu? To on na Księżycu jest???
-
Nie. Na jeszcze gorszym zad... eeee, pustkowiu.
-
Na Marsie???!!!
-
Może i na Marsie, ale w Snickersach...
-
2 dni lotu? To on na Księżycu jest???
Prawie, wyleciałem w sobotę o 9.50, dolecę (?) W poniedziałek o 22. Choć w tym jest 11 godzin zmiany czasu. Oczywiście na wschód.
-
O rety!!! 3 dni w powietrzu?
Ale już blisko, Frankfurt?
-
2 dni lotu? To on na Księżycu jest???
Oczywiście na wschód.
No oczywiście. Tam musi być jakaś cywilizacja...
-
Posłusznie melduję, że znowu jestem, a jak się rozejrzę to zacznę nadawanie.
-
Ty melduj czy mieli tam serdelki.
-
Fasiolowi tylko jedno w głowie... A o zdrowie zapytać? A czy jakiego omikrona nie przywiózł?
-
Omikrona to raczej z musztardą czy z keczupem?
-
Ależ skąd, przetestowali mnie na obecność omikrona i sardelek.
-
Yhy, przetestował się a teraz suśli.
-
Będzie miał jetlag do świąt?
-
Musiał wszystkie sardelki zjeść przed podróżą to teraz trawi i odpoczywa ;)
-
No tak, teraz wróci do serdelków.
-
Bo to wiadomo, co tam jadł na tych wyspach hula-gula i jakie są tam lokale specyjały?
-
Bo to wiadomo, co tam jadł na tych wyspach hula-gula i jakie są tam lokale specyjały?
Jedno jest pewne, serdelków tam nie jadł.
-
Może serdelki z sardelki?
-
Czy sardelka to taka pulchna tubylka?
-
Serdelki zawsze można wziąć ze sobą, co nie oznacza, żebym wypowiadał się o jakikolwiek tubylkach. A zajadaliśmy się miejscowymi świeżymi rybami i owocami, jak to zwykle na łodzi. A rybki na surowo z dżemem, czy bez, palce lizać.
Choć były i pewne problemy:
Jak wiadomo kuleję. Jadąc na dwutygodniowy rejs jachtem na Polinezję wszyscy radzili mi: weź płetwy. Wziąłem i co powiecie? W płetwach kuleję jeszcze bardziej.
-
Znakiem tego w baskeceniu płetwy też nie pomogą.
-
Znakiem tego w baskeceniu płetwy też nie pomogą.
Dwutakt, czy w zasadzie dwupłetw musiałby ciekawie wyglądać...
-
Ciekawostka z odprawy bezpieczeństwa na lotnisku w LA. Oczywiście dopuszczalne są tylko butelki z płynem do 100 ml. Przede mną stoi rodzina meksykańska, której w bagażu znaleziono 500 ml szampon. Musieli wypić, strasznie się spienili.
-
Jak Grzegorzowi kazali rozpić na miejscu 0,75l chartreuse to jednak się zdecydował lecieć następnym lotem.
-
A my, fakt że w piątkę, kiedyś butelkę 0,7 l wypilismy. Potem okazało się, że niepotrzebnie, bo linie przyjmują je na przechowanie.
-
Nurzając się jeszcze w reminiscencjach urlopu, to przyglądając się jakże trudnej i pełnej wyrzeczeń pracy psów tropiących narkotyki na lotniskach, zastanawiam się, jak oni uczą te psy, żeby nie obsikiwały co drugiego kosza na śmieci?
-
Może chodzą na krótkiej smyczy?
-
Może chodzą na krótkiej smyczy?
Nic właśnie, to jest ponoć sprzeczne prawami zwierząt do narkotyków.
-
Wakacje, psiakostka... Poszedłem na lep mojej Pani i wygląda na to że zamiast po świętach podziwiać różne śródziemnomorskie krajobrazy pewnej wyspy obfitującej w bazy wojskowe RAF, to będziemy jeździć z testu na test. Jakie czasy takie i atrakcje.
-
To teraz na PKP bez testu nie wpuszczają?!
-
To kolejny (sic!) punkt programu.
-
A z czego przepytują?
-
Ciekawe, bo jak ja leciałem na pewne wyspy, na których są co najwyżej lotniska Armée de l'air (ponoć jedynego, które mają instrukcje jak poddać się w powietrzu), to wymagali tylko jednego wymazu przed tak zwanym wejściem. Za to negatywnego.
-
Tymczasem, testy szczęśliwie oblane, więc melduję, że się odmeldowuję. Kiedyś trzeba zacząć te ferie 8)
Kierunek i zwrot ten sam, zasadniczo, co zwykle, południowy zachód, dystans nieco większy, więc nie wiem, czy tam dowożą internet i w jakich ilościach...
-
W sumie to nie było z tym testem tak źle. Co prawda należało uiścić EUR19 ale potem to same atrakcje. Pani z poważną miną zapuściła w nos taki patyczek którym chyba gdzieś do ośrodków pamięci głębokiej w mózgu sięgneła, powiedziałą że to wszystko, można było już spokojnie zmieszać się z radosnym tłumem w autobusie a po pewnym czasie na mail przyszedł certyfikat piękny i bogaty we wzorki do tego stopnia, że zamierzam z nim pójść do biura maklerskiego. A nuż widelec kupią?
-
A, faktycznie. Teraz już rozumiem, to nie w żadnej szczepionce te czipy, to na tym patyczku. Bezpośrednio do mózgu!!!
To ja już mam dwa...
-
Czyli zostaniesz za sobą ślad nie tylko węglowy? Dobrej zabawy i dawaj relacje!
-
A my nie gorsi- też na wakacje! Co ciekawe - w tym samym kierunku 😎😯🤔
-
A robić nie ma komu! Chamstwo w państwie.
-
A my nie gorsi- też na wakacje! Co ciekawe - w tym samym kierunku 😎😯🤔
Aż miło, kierunek ten sam, a zwrot?
-
A zwrot do nadawcy, jeśli adresat nieznany.
-
Wychodzi mi, że Berdyczów...
-
Może herbatkę z rana, prosto z pola?
-
Brrrrr, zimna ta woda jakaś.
-
Herbatka? A jaka rasa?
-
My tu sobie o herbatce, a jak herbatka, to najlepsza ponoć z pingwinami:
(https://img.joemonster.org/i/upload/2022/02/793-pola-minowe-na-falklandach-staly-sie-przypadkowym-rezerwatem.jpg)
-
Kowalski, opcje!
-
Kowalskiego bardziej delfiny interesowały niż pingwiny.
-
Delfinice.
-
Ludzie! Jakie tu są fajne jeziora, że o górach nie wspomnę! Na Warmii takich nie ma... A ile keszy!
-
Ładne cacko. Wędki macie?
-
Solina?
-
No skąd! Solina jest zalewem, a kolega wyraźnie pisze, że to jeziora.
Ładne cacko. Wędki macie?
W knajpie wisiały harpuny. Ale to chyba nie na jeziorne szczupaki.
-
Tony, ładne zdjęcie, niewątpliwie podobne, tylko jakby Twoje ładniejsze?
(https://szwedacz.com/wp-content/uploads/2017/06/DSC_0733nowe-1.jpg)
-
Może te harpuny są na harpie? Harpie to chyba pod drób podpadają?
-
Może te harpuny są na harpie? Harpie to chyba pod drób podpadają?
Harpie to się szarpie, ale harpunami? Też można?
-
Może te harpuny są na harpie? Harpie to chyba pod drób podpadają?
Zdecydowanie. Wiem bo dziecięciem będąc je pasałem. Wredne bestie, zawsze skłonne by ukąsić. A może to indyki były?
-
Może te harpuny są na harpie? Harpie to chyba pod drób podpadają?
Zdecydowanie. Wiem bo dziecięciem będąc je pasałem. Wredne bestie, zawsze skłonne by ukąsić. A może to indyki były?
Nie, nie. W młodości to pasałeś centaury i pewnie niejednego zadusiłeś. A łeb urwałeś chyba hydrze, ale to jeszcze w kolebce?
-
Baader był w kolebce czy hydra?
Tak, wiem.
-
Baader był w kolebce czy hydra?
Tak, wiem.
I kto komu urwał... głowę?
-
Ludzie! Jakie tu są fajne jeziora, że o górach nie wspomnę! Na Warmii takich nie ma... A ile keszy!
Tam to chyba powinno być najwięcej psów?
-
Ludzie! Jakie tu są fajne jeziora, że o górach nie wspomnę! Na Warmii takich nie ma... A ile keszy!
Tam to chyba powinno być najwięcej psów?
Zależy jakich. Jeśli to burki to są w Burkina Faso?
-
Tam to chyba powinno być najwięcej psów?
Zależy jakich. Jeśli to burki to są w Burkina Faso?
[/quote]
Może takich?
-
A jak wiadomo azory(ów), w przeciwieństwie do burków, najłatwiej wychowywać na wyspach. I to nie tylko dlatego, że nie mają jak uciec.
-
Ludzie! Jakie tu są fajne jeziora, że o górach nie wspomnę! Na Warmii takich nie ma... A ile keszy!
Tam to chyba powinno być najwięcej psów?
Azorów ci tu dostatek...
-
Rzeczywiście, all inclsive...
-
A kot to co? Pies? Tu kot Przybysz x5 - niejako na skalę masową. Zawsze coś mieszkańcy zrzucą....
-
Nawet talerze rzucają?
-
Nietłukące?
-
I chyba lekkie, żeby w razie trafienia kotka nic się nie stało?
-
Tymczasem, Tony chyba zostaje?
-
Pod warunkiem, że nie wpuszczają tam kogutów?
-
Tylko kuchennymi drzwiami.
-
Tymczasem, Tony chyba zostaje?
Zostaję, mam tu sprawy do załatwienia...
-
W tej restauracji je się tylko raz a potem mogiłka? To od razu stypa z głowy.
-
Wino, na pewno wino, żeby było bliżej restauracji! Jaki wino będzie najlepsze do koguciny?
-
W tej restauracji je się tylko raz a potem mogiłka? To od razu stypa z głowy.
To jest cmentarz lokalnego drobiu właśnie. Oraz wołowiny, jarzyny i co tam jeszcze wpadnie.
-
Duże te mogiły drobiowe. No ale w końcu drób to dinozaury.
-
Na znak szacunku zwłoki obkłada się świeżymi darami natury, jako to kapusta, ziemniaczki i inne podobne. Wszystko w jednej urnie.
-
Pychotki! Podobno... bo spóźniliśmy się i tubylcy wszytko wyjedli przed obiadem :(
-
Na znak szacunku zwłoki obkłada się świeżymi darami natury, jako to kapusta, ziemniaczki i inne podobne. Wszystko w jednej urnie.
Dajcie spokój, jedzą trupy????
-
Ale darzą je dużym szacunkiem. Tu mamy przykład zbiorowego pochówku bezimiennej ryby dnia.
Grzegorz osobiście uczestniczył w przygotowywaniu zwłok do wstępnej obróbki na ruszcie.
-
Potwierdzam. Osobiście pożarłem tę 2-gą z prawej!
-
A co na popitkę?
-
To zależy od tego, jak bardzo jesteś zaprzyjaźniony z szefem kuchni ;)
-
Cóż za marnotrawstwo! A gdzie ości?
Oczywiście, że zazdroszczę. :D
-
To zależy od tego, jak bardzo jesteś zaprzyjaźniony z szefem kuchni ;)
I od płci osoby popijającej. Bardzo tam są tradycyjni w tej kwestii. Szef kuchni osobiście interweniował kiedy panowie przez pomyłkę obsługi dostali po kieliszku likieru i w ostatniej chwili własnoręcznie wymienił na swojskiego sznapsa - ocaliwszy w ten sposób honor tak gości, jak i restauracji.
-
A i drugiej płci zostało więcej likieru?
-
No przecież nie można takich rzeczy marnować. Szef się nie certolił i na miejscu od razu przelał do naszych kieliszków.
-
No przecież nie można takich rzeczy marnować. Szef się nie certolił i na miejscu od razu przelał do naszych kieliszków.
Co za obsługa, widać, że nie zeszła na azory. to znaczy na azorów!
-
Duże te mogiły drobiowe. No ale w końcu drób to dinozaury.
Gdyby ktoś chciał zobaczyć tę ekshumację...
-
Zapach był iście piekielny.
-
I niech kto teraz powie, że piekła nie ma!
-
Tam mają blisko i do piekła i do raju.
-
Mam nadzieję, że to nie było piwo? S:)
-
Nie było, chociaż zrobić tam grzaniec można bez problemu 😉
-
I bąbelki od razu w pakiecie!
-
Bardzo to wszystko ciekawe, proszę o więcej relacji.
-
Wyobraźcie sobie piękny poranek - choć jeszcze dość ciemno i Wenus dobrze widać to już czujecie, że to będzie kolejny świetny wakacyjny dzień! Ale że do śniadania jeszcze trochę zostało, ze 2 godziny, więc przewracamy się na drugi bok i drzemiemy, że aż miło :)
Aż tu nagle... http://bluesmanniak.olsztyn.pl/CudowneAzory_RadioEdit.mp3
Dla twardzieli pełna wersja ale ostrzegam - co wrażliwsi słuchowo lepiej niech nie słuchają do końca:
http://bluesmanniak.olsztyn.pl/CudowneAzory.mp3
ps. sponsorem audycji był Pegasus - zawsze na nasłuchu :)
-
Sądząc po odgłosach ptaków mieliście all inclusive?
-
To się chyba nazywa agroturystyka? W każdym razie jaja na śniadanie zawsze były ;)
-
To się chyba nazywa agroturystyka? W każdym razie jaja na śniadanie zawsze były ;)
Prawda, niezłe jaja. Głośne... ;)
-
Jeszcze chyba za wcześnie, żebym do tego podchodziła nostalgicznie.
Na razie, nomen omen, budzi flashbacki.
Większość ludzi nie tak chyba sobie wyobraża budzenie przez odgłosy ptasząt na egzotycznej wyspie.
Kojący szum oceanu to już zademonstrowałam na załączonym wcześniej filmie.
-
Masz rację, ale po co opowiadać o ludziach bez wyobraźni?
-
Tymczasem, w tym wątku nie pisano od 120 dni, ale przecież już można?
Zwłaszcza, że zawsze warto się dokształcić z zasad bezpieczeństwa.
Plażowiczu! Sprawdzaj komunikaty nad wodą!
-
I wszystko lege artis! Ciekawe, ile wypił, że przy wietrze ma 2 promile?
-
I wszystko lege artis! Ciekawe, ile wypił, że przy wietrze ma 2 promile?
Ja się nie znam.
-
I wszystko lege artis! Ciekawe, ile wypił, że przy wietrze ma 2 promile?
Ja się nie znam.
Twoje wykształcenie kończy się na 1 promilu? Moje chyba też...
-
Pytanie, z wiatrem czy pod wiatr?
-
Pytanie, z wiatrem czy pod wiatr?
Ale pytanie o wdech, czy o wydech?
-
No właśnie, nie jestem kierowcą, więc nigdy nie dmuchałam w "balonik" czy inny alkomat? Czy do wyniku doliczana jest poprawka na kierunek i siłę wiatru?
-
O ile się jako długoletni kierowca orientuję, a to oznacza oczywiście że znam się na wszystkim dotyczącym motoryzacji, ruchu drogowego i przepisów oraz że mogę to wszystko w dowolny sposób krytykować, to nie ma takiej poprawki. W ustnikowym nie trzeba a w tzw. świeczce muszą być odpowiednie warunki spełnione dla wiarygodnego pomiaru...
-
Co do ustnikowego zgoda, jako że - w ramach profilaktyki - posiadam taki w domu, dmucham na potęgę. Co zaś do świecznikowego, rozumiem, że działa w ten sposób, że płomień po dmuchnięciu osoby będącej pod wpływem rośnie, a nie gaśnie?
-
Zapachniało wielkim światem a nawet Wszechświatem... Na pewnej śródmorskoziemnej wyspie wielkości Krakowa, w muzeum wśród czaszek, szkieletów a nawet wypchanego agitatora.... Tak jakoś.... mają również gablotkę gdzie jest kawałek Księżyca.
Myślałem że będzie to spory kamulec ale gdzie tam. Coś w rodzaju czterech ziarenek piper nigrum w plastikowej kulce. I tak się zastanawiam... Prawdziwe czy nie? Ponoć prezydent Nixon to podarował ale akurat jemu to tak trochę mniej bym wierzył... Swego czasu był już zdaje się Richardem N.?
-
A ja mam takie na miejscu :)
Jedyne w Polsce okruchy księżycowe, z pierwszej załogowej misji księżycowej – Apollo 11 – znajdują się w olsztyńskim planetarium. Przekazał je polskim władzom prezydent USA Richard Nixon w czasie wizyty w Warszawie w 1972 r.
-
Teraz za takie rozkradanie pisku z plaż można dobrze zapłacić! Grzywnę. Niedawny przykład na Sardynii.
-
Jakie rozkradanie? To były podarunki w ramach braterskiej przyjaźni... a nie, to nie ta wizyta ;)
-
Czyli wy wierzycie Nixonowi?
-
Czyli wy wierzycie Nixonowi?
A nie powinniśmy wierzyć Nixonowi ze względu na impeachment, czy z jakiś innych powodów?
-
Tymczasem, melduję, że się z Grzegorzem dzisiaj odmeldowujemy na koniec świata (a przynajmniej Europy) i nie wiem, jak tam z dowozem Internetu. Więc przez prawie dwa tygodnie mogę mieć przerwy w nadawaniu.
No w końcu pora zacząć te wakacje...
-
Na którym końcu? Bo to nie wiadomo czy się niepokoić czy zazdrościć...
-
Płyń po morzach i oceanach i rozsławiaj imię Rodziny! Ja zazdroszczę, a czego?
-
W sobotę w Karpaczu był zlot harleyowców. Motocykieli (moturów) tyle że po jakimś czasie zacząłem już tylko polować na ciekawostki typu: trójkołowce (zarówno w układzie 2-1 jak i 1-2), motury z wózkiem (ba: niekiedy wręcz z malutkim domkiem z boku), motury z przyczepką z tyłu (były i takie, w wersji załogowej lub nie). Ale w niedzielę karnawał się skończył: obserwowałem po drodze jak panowie motocykliści siię rozjeżdżali w imponujących stadach zaś na żer wyruszyła policja. Grzecznie stopowali i kazali dmuchać w stosowne urządzenia... I tak mi się wydaje iż, jak mawia Pismo, zebrali plon stukrotny...
-
No cóż - czas żniw nastał ;)
-
Kiedyś ustalonym zwyczajem było, że panowie motocykliści wysyłali na wabia trzeźwego zająca?
-
A najlepiej trzeźwe motocyklistki ;)
-
Bruxa w drodze na koniec a my nie wiemy który. Skandal!
-
Dlaczego nie wiemy? Przecież każdy z nas ma ten sam koniec? Choć nie taki sam...
-
Widziałem ten ich samolot, na zachód leciał...
-
Dobry kolega ma wzrok, bo nad Warmią to chyba nie lecieliśmy ;)
Melduję, że koniec już bliski... Znaczy ten koniec Europy. I być może od niego zaczniemy. Choć tu jest tyle do oglądania, że nie wiadomo, od czego zacząć.
W nocy na przykład doswiecają sobie tu strategicznie umieszczonym pomauretańskim zamkiem.
I nietopyrze tu są!
Kogutów też sporo, na każdym rogu prawie, ale szczęśliwie dziobów nie drą.
-
Pomauretańskim? Czyżby to Islandia? Tylko, czy tam są kury?
-
Tam są ryby. Kury to chyba rarytas...
-
Pomauretańskim? Czyżby to Islandia? Tylko, czy tam są kury?
I dziobów nie drą, bo zamarzły? To by się zgadzało...
-
Prawda, kury łatwo zamarzają zwłaszcza w zamarzniętej wodzie.
-
Serdelki! Czy mają tam na niedzielę serdelki?
-
Serdelki! Czy mają tam na niedzielę serdelki?
Z ryb, albo z krabów! Sardelki - owoce morza to brzmi dumnie! A taka kura? Jeśli karmi się ją mączką rybną, krylem i mączką z krabów jest owocem morza, czy nie? Pytanie wbrew pozorom nie jest takie naiwne, gdyż dzisiaj czytałem o pewnym gatunku zaskrońców, który jeżeli w przeważającym zakresie żywi się trującymi żabami (trującymi oczywiście nie dla niego) to staje się jadowity, a nawet może tę jadowitość przekazać dalej.
-
Z ryb to mi tu na razie najbardziej smakowało bife.
Melduję, że wczoraj udało się zdobyć jedno zamczysko (w stanie ruiny, ale takie już było jak przyszliśmy), jeden pałac (z kuchnią, w której można by spokojnie pobaskecić, na dwóch boiskach równocześnie) i jedną willę z ogródkiem. Tam osiągnęliśmy dno, bo w ogródku mieli studnię.
Dzisiaj, jak dobrze pójdzie, kolejne dwa pałace. I to wszystko w jednej gminie. Mają tu rozmach, trzeba im przyznać.
-
I jak tam poziom wody w tej studni? Kąpaliście się?
-
W studni to podobno coś dudni? Ryby, które głosu nie mają?
-
Kąpać się będziemy jutro, w oceanie, żeby na weekend starczyło.
-
W oceanie to chyba i na zimę wystarczy?
-
Bez dopłat?
-
Za kąpiel w oceanie dopłata węglowa?
-
Może do drewna kawałkowanego, może Bruxa tratwę buduje?
-
Tratwą wróci, będzie taniej? I bez limitów bagażowych.
-
Tylko żeby za długo nie budowała bo jak Golfsztrom zamarznie to nie wróci do wiosny.
-
Jak Golfsztrom zamarznie to niczego nie będzie.
-
Straszne rzeczy na tym Kasprowym. Mnóstwo powalonych drzew. Okazuje się, że las nie ma szans w konfrontacji z narciarzami.
-
Całe szczęście, że tu nie ma narciarzy. Nawet wodnych.
Za to morsów sporo.
-
A ciepło? Bo jak ciepło to i ja potrafię morsować.
-
Świąt jednak schodzi na psy! Wyobraźcie sobie, że biały miś na Krupówkach to już nie jest Holoubek! Przerażające!
-
A serdelki tam mają? Bo nie jadłem dziś.
-
No to dopiero widoma oznaka końca świata...
A ciepło? Bo jak ciepło to i ja potrafię morsować.
A pytasz o temperaturę powietrza czy wody?
Tak czy owak w morsowaniu najważniejsza jest różnica między jedną a drugą. A w którą stronę to już inna sprawa.
-
No dobrze, ale ciągle nie mówisz o temperaturze. Może być wody i powietrza.
-
No na pewno różnica ma zwrot przeciwny do typowego morsowania.
Ale amplitudę może mieć podobną.
-
Znaczy, termometra nie miałam, ale temperatura wody była w okolicach brrrrrr..., a powietrza mocne uffffff...
-
A u nas także ciekawostka. Stok narciarski Kalatówka, śniegu nie ma, a orczyk działa, można nim jeździć po trawie.Trafiliśmy także na wesele góralskie. Konie, bryczki, stroje regionalne (takie same jak w miejscowej stacji kontroli pojazdów), jednak najciekawsze jest prawo wyboru! Otóż panna młoda była jedna, a panów młodych aż dwóch!
-
Paczworkowe wesele? I górale to zaakceptowali.???
-
To chyba przez ten wszędzie widoczny dobrobyt. Pod wyciągiem wiedzieliśmy leżący, zgubiony sandał. Nikt po niego nie przyszedł, bo prawdopodobnie miał drugi. ::)
-
A tak w ogóle, to melduję, że znowu jestem.
-
My zasadniczo też nadal jesteśmy, mimo, że dotarliśmy do końca a nawet sięgnęliśmy dna...
Za to jutro przekraczamy granicę.
Znaczy na wasze, to chyba dziś?
-
Dotarli do końca i... przekraczają granice?!
Aż strach pytać jakie granice...
-
I to potylu latach małżeństwa...
-
No właśnie po tylu...
-
Swoją drogą, wyjątkowo wydajne tu mają środki transportu. Wyjechaliśmy o siódmej, dojechać mamy na dwunastą, a podróż potrwa cztery godziny.
-
Prawie teleportacja...
-
I to teleportacja że stałą prędkością.
-
No właśnie, jak ten czas w podróży leci, tylko człowiek mrugnął, a z 8:50 zrobiła się 9:50...
-
No właśnie, jak ten czas w podróży leci, tylko człowiek mrugnął, a z 8:50 zrobiła się 9:50...
Nie za szybko przeszłaś na czas zimowy?
-
Może oni dotarli na kraniec... antypodów?! Tam chyba południe to jakby północ... ciekawe czy Perseidy spadały w drugą stronę ;)
-
Może oni dotarli na kraniec... antypodów?! Tam chyba południe to jakby północ... ciekawe czy Perseidy spadały w drugą stronę ;)
Tymi, no, ogonami?
-
Melduję, że na północy jest Rumunia. Kto by się spodziewał?
-
To zależy, czy Rumuni chodzą w czapkach :)
-
Melduję, że na północy jest Rumunia. Kto by się spodziewał?
Znaczy pada, czy nie pada, bo ciągle mi się Rumunia myli z Hurghadą?
-
Padało.
Od dzisiaj życie jak w Madrycie... Znaczy koniec pory deszczowej i upał jak... na Warmii?
-
Tylko na Real nie idźcie. To nie Warmia.
-
Idźcie na Barce ;)
U nas codziennie 32+ i tak ma być do niedzieli...
-
Ciupagę przywieźcie dla Fasiola.
-
Na Barcę się nie zamachniemy, ale jakby tutaj coś było grane, to mamy obok dwie fontanny, w których kibice lubią świętować.
-
Na Barcę się nie zamachniemy, ale jakby tutaj coś było grane, to mamy obok dwie fontanny, w których kibice lubią świętować.
Takie kolorowe, żeby nie powiedzieć, tęczowe?
-
Jeszcze nie wiem, wieczorem będę sprawdzać.
Ale chyba nie, tutejsze kluby mają swoje barwy?
-
Mają, tak zwana blaugrana.
-
U nas codziennie 32+ i tak ma być do niedzieli...
33! Hurghada.
Ciupagę przywieźcie dla Fasiola.
Yhy. I kapelusz z muszelkami.
-
Muszelki mam. Z obiadu zostały.
-
Mają, tak zwana blaugrana.
E, tutejsi chyba jednak inaczej (https://www.realmadryt.pl/news/108542-barwy-derbow) chodzą.
-
Dlatego mówiliśmy, abyś na te mecze nie chodziła...
-
Na te mecze nawet za dopłatą nie chodzimy.
-
Tak, ale Melę trzeba uświadomić, bo nawet bez umyślności może popełnić grzech zaniedbania.
-
Ja nawet nie wiem, gdzie tu jest stadion. Przez Benfikę owszem jechałam, ale to już parę dni temu było.
-
Byliśmy na występie Bocelliego, ponoć dalekiego pra pra wnuka Botticellego. Mimo to nie maluje, a daje koncerty. Spektakl niby niezły, śpiewa ładnie, gra dobrze, ale tańczy szczere mówiąc średnio. Za to współpraca z publicznością na Narodowym znakomita, jak górne sektory zainicjowały „Polskaaaa biaaało czeeerwoni”, od razu wszedł w melodię wyciągając tenorem pod otwarty dach: „Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało!”
Jednak nie wszystkim się podobało, część sektorów po półgodzinie, nie czekając na rozwikłanie głównej zagadki koncertu, kto zabił i komu śpiewa Bocelli, a komu jego syn, poszła na mecz Legia-Zabrski Górnik. Może tam było tańsze piwo?
Finał w wykonaniu Gwiazdy Wieczoru, jego syna, diwy operowej, barytona, chóru i orkiestry symfonicznej znakomity, zaśpiewał nawet marsz imperialny. Kilka bisów zachwyciło wyrobioną publiczność, która jednym głosem żegnała artystów głośnym: Lewandowski, Lewandowski!
A wrażenia widzów? Różne, dla jednych najlepsze głosy na świecie, dla innych Banana Boat lepsi.
-
...zaśpiewał nawet marsz imperialny...
W aurebesh czy po sithańsku śpiewał?
-
A kto by operę zrozumiał? Ale chyba po włosku.
-
A ten Boticelli to w jakim klubie gra?
...zaśpiewał nawet marsz imperialny...
W aurebesh czy po sithańsku śpiewał?
Może gwizdał jak R2D2?
-
W jakimś toskańskim.
-
Tuskeńskim chyba.
-
A na chwilę wracając jeszcze do koncertu Bocelliego, to ogólne zainteresowanie budził maestro dyrygent, który a to stał na podeście i jakąś pałką groził orkiestrze, a to przyprowadzał lub odprowadzał niewidomego Tenora. Niektórzy twierdzili, że lepszy byłby pies przewodnik, ale potem okazało się, że dyrygujący orkiestrą pies przewodnik jest o wiele droższy...
-
A ja mam takie Wakacje Mniejsze - strony rodzinne, myzianie kocurka Przybysza, budzenie przez koguty około 3:30 ale jednocześnie łork at hołm, te klimaty. Niemniej nie bez pewnych elementów ludowo - ludycznych; tu np reklama wiejska imprezy dożynkowej.
-
Fajne!
Ten z prawej to ty?
-
Ciekawe czy koleżanka B. maczała palce w Tagu:
https://sukces.rp.pl/miejsca/art36895391-susza-odslonila-hiszpanskie-stonehenge-kamienna-budowla-wylonila-sie-z-wody
-
Fajne!
Ten z prawej to ty?
Nieee, zobacz jak ten pan jest hmmmm... obdarzony :)
-
Także się nad tym zastanawiałem widząc informację. Chyba nieprzypadkowa koincydencja wizyty Meli i odsłonięcia megalitów? Już samo porównanie Mela - megalit, daje dużo do myślenia. Oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu!
-
Ale jak mu rzucić batutę to niezawodnie przyniesie.
-
Ale jak mu rzucić batutę to niezawodnie przyniesie.
I w tym także jest lepszy od dyrygenta! Nic dziwnego, że taki drogi...
-
Dyrygent też przynosi batutę. Tyle że swoją...
-
Dyrygent aportuje tylko po swoją?
-
Trzeba przyznać, że koncert zaskakiwał pomysłowością organizatorów. Na przykład, na murawie stadionu (oczywiście bez trawy) ustawiono kilka sektorów krzeseł. Jak się okazało najbliżej sceny, w sektorze A, były miejsca - prawdopodobnie ze względu na szacunek dla Wielkiego Tenora - dla niewidomych, a w sektorach B - dla niesłyszących. Tak przynajmniej to zrozumieliśmy, kiedy każdy zapytany przez nas, dlaczego siedzi na naszym miejscu, nie reagował.
-
A próbowaliście migać?
BTW, a nie powinniście szukać sektora dla kulawych?
-
Albo kulejących ;)
-
Oraz dla siwych i siwiejących? Niestety, wyglądało na to, że sektory były podzielony tylko na poważne kalectwa, znaczy niepełnosprawności.
-
A może Wy trafiliście na sektor tych, którzy przyszli na koncert po znajomości. Ich zawsze jak pytają jak się tu dostali, to nabierają wody w gębę...
-
Zgodziłbym się z Tobą, tylko ta cena biletu, 574 zł, trochę dużo jak na "znajomości"?
-
Zgodziłbym się z Tobą, tylko ta cena biletu, 574 zł, trochę dużo jak na "znajomości"?
Jakieś serdelki były w cenie?
-
Na WTA w stolicy były po znajomości w podobnej cenie ale katering zapewniał sporo, parówki były.
Ale, uwaga dla Fasiola, dopiero od 13.30!
-
Katering oczywiście, że był! Piwo 14 złotych kubek (a więc jakieś 400 ml).
Parówki po 13.30, czyli organizator dawał 30 minut na zakup alkoholu i dopiero potem można kupować zagrychę?
-
Na WTA katering był w ramach ceny biletu :)
-
Na WTA katering był w ramach ceny biletu :)
I to przesądza owyższości kultury fizycznej nad kulturą!
-
Przyjmujesz śmiałe założenie, że mieli bilety. Okazali?
-
Oni nie muszą okazywać. Oni tylko stwierdzają: "a wiesz kogo ja znam?!", albo "mnie to tutaj poseł XYZ posadził".
-
Oni nie muszą okazywać. Oni tylko stwierdzają: "a wiesz kogo ja znam?!", albo "mnie to tutaj poseł XYZ posadził".
Albo Tony użył najbardziej tradycyjnego zadania-klucza: "Ja służbowo, na statek".
-
Potwierdzam - służbowo ale o statku nic nie wspominałem :)
-
To chociaż o musztardzie było wspomnieć.
-
Do tych parówek?
-
Ciekawa sytuacja, nasza powszechnie znana i szanowana koleżanka z pracy pojechała na urlop do Rzymu. Do Rzymu bo tam prowadzą wszystkie drogi. I na miejscu obaliła mit, że starożytni Rzymianie byli bardziej tolerancyjni o księży i hierarchów katolickich. Otóż nie wpuszczono jej do Panteonu ze względu na „niewłaściwy strój”. Co ciekawe dwie godziny wcześniej NIKT w Bazylice św. Piotra w Watykanie jej takich problemów nie robił. I kto tu jest zacofany?
Na pewno nie my, bo bardzo chcielibyśmy zobaczyć, na czym polegała ta niewłaściwość stroju.
-
Może miała za krótki chiton? Trzeba się było tłumaczyć że to SPARTAAAA!!! ekhm, że to tradycyjny strój spartanki. Podobno faktycznie nosiły skandalicznie krótkie szatki, uda było widać... Choć nie jest powiedziane, czy całe.
A poza tym, no oczywiście, że Rzym może być bardziej zacofany/konserwatywny od Watykanu. Przecież starszy!
Ciekawe, w jakim stroju nie wpuszczają do piramid...
-
W sumie masz rację, a do kurhanów? Można było wejść tylko w stroju druida?
-
Na dłużej to w szatach pogrzebowych. Albo w urnie.
-
Może ta koleżanka próbowała wejść... bez stroju? Tam takie upały ciągle...
-
Zaraz tam bez, w stroju Ewy była.
-
Może liście figowe tam pod ścisłą ochroną?
-
Liść figowy także trzeba umieć użyć, co jeśli niosła pod pachą, jak Gonzo w raju?
-
Tymczasem nasza koleżanka poczyna sobie w Rzymie coraz lepiej. Zwiedza, cieszy się życiem i wrażeniami. Niestety, trzeba na wszystko uważać i wszystko sprawdzać, inaczej cały trud może w jednej chwili pójść na marne. Tak było wczoraj, najpierw ogromnym nakładem sił i środków udało się jej zrobić ponoć znakomicie wysublimowaną sesję aktów w Kaplicy Sykstyńskiej w Bazylice św. Piotra w Watykanie, sesję, która ponoć zerwała z wózka inwalidzkiego samego Franciszka. Co z tego? Wszystko straciła nieOpatrznie wysyłając portfolio pocztą watykańską, która ze względów oczywistych zdjęcia zarekwirowała. A było czytać drobnym drukiem, co Opatrzność napisała w regulaminie pocztowym…
-
Tymczasem, prywata, gdyż potrzebuję wsparcia.
Lokalne kółko keszerskie konkurs kalendarzowo-fotograficzny zorganizowało, tym razem nie jestem w jury.
Zazwyczaj nie wysyłam, bo nie mam co, w tym miesiącu mam trochę klęskę urodzaju. Konkurencja pewnie też.
To jakbyście mieli do wyboru te obrazki, co w załączniku, to który byście ewentualnie chcieli oglądać w kalendarzu jako sierpień?
(Tak, wiem. Ale negliżu damskiego regulamin nie przewiduje.)
https://photos.app.goo.gl/Tmz71RnNiQevmgLg8
-
Chociaż akurat nawet ten negliż mam. Ale to poza konkursem.
-
Ta w negliżu się nie nadaje, źle nosi listek figowy.
Weźmy takiego Gonza, nawet będąc w raju z Adamem i Ewą liścia figowego nie potrafił założyć prawidłowo i nosił go pod… pachą. Twierdził, jednak, że skoro Ewie się podoba, jak on się nosi, to jemu tym bardziej nie przeszkadza.
Mi najbardziej przemawia do wyobraźni ten most do Ameryki...
-
Most jest do Afryki ;)
Dla mnie bajkowa Sintra.
Chyba że tu nie chodzi o sierpień, tylko tak nie wiadomo o co to... te ostatnie? Widok ekstra turystyczno-egzotyczny. Gdzie to w ogóle jest? Chyba nie Avilla, Lizbona?!
-
Co do mostu, moim zdaniem zdecydowanie zakręca na zachód...
-
Do afroamerykanów ;)
-
Mosty mam dwa, moglibyście sprecyzować?
To ostatnie to oczywiście Porto, ale bez kieliszeczka pewnie trudno poznać.
To nie listek ino muszelka, a nosi jak nosi, bo Grzegorz jej zakładał.
-
To jakbyście mieli do wyboru te obrazki, co w załączniku, to który byście ewentualnie chcieli oglądać w kalendarzu jako sierpień?
Most kratownicowy (bo ciekawy obiekt i zdjęcie OK) albo domki na stromym wybrzeżu (bo właśnie jednocześnie wakacyjno - charakterystyczne a nie powtórzone milion razy).
(Tak, wiem. Ale negliżu damskiego regulamin nie przewiduje.)
Tam negliż. Bardziej jest ciekawe co tam w tle kosmita diabłu nożycami robi?! Pedikjur?! Czy ktoś już zadzwonił po E. von Danikena?
-
Mosty mam dwa, moglibyście sprecyzować?
Przecież precyzujemy z Tonym od kilku wpisów, o którym moście rozmawiamy? ;)
-
Obrazek nr 1. Zamek.
-
Tam negliż. Bardziej jest ciekawe co tam w tle kosmita diabłu nożycami robi?! Pedikjur?! Czy ktoś już zadzwonił po E. von Danikena?
To już trzeba Goyę pytać. Co najlepsze, tej pani to nie przeszkadza w zupełności.
Jak się okazuje można głosować na trzy obrazki.
-
Obrazek nr 1. Zamek.
Pałac w Sintrze. Żeby tak jeszcze wtedy słońce się nie schowało...
-
Ponieważ konkurs na obrazek został już pozytywnie rozstrzygnięty, wracam na chwilę do naszego przedwiecznego bohatera i jego przygód z listkiem figowym w raju, bo nosząc go pod pachą Gonzo od razu spotkał się z rozbieżnymi ocenami. O ile Ewie ten sposób noszenia baaardzo się spodobał, to Adamowi nie i to do tego stopnia, że zaczął się wstydzić własnej nagości. Ba, wymyślił historyjkę, że to wina pewnego jabłka z pewnej jabłoni, choć wszyscy wiedzieli, że liście jabłoni są mniejsze od rzeczonego listka figowego.
-
Może próbował zasłonić się jabłkiem?
Z tego co pamiętam, to głównie zasłaniał się małżonką.
-
Ponieważ konkurs na obrazek został już pozytywnie rozstrzygnięty
Został?
Trzy obrazki poszły na konkurs, most do Ameryki, kolorowe domki i róża wiatrów (nieco przycięta).
Poszedłby bajkowy pałac, ale spojrzałam krytycznym okiem, no i obrazek ładny, ale jakość kiepska, więc nie.
A dalej to już jury keszerskie będzie decydować, a konkurencja w wakacje na pewno nie spała.
-
Został na tym form. :) Takie tam kłótnie rodzinne.
-
Aha.
To który wygrał?
-
Jak to? Most na Amerykę... ;)
-
A nie most na Afrykę?
-
Ważne, że to ten sam!
-
No tego to jeszcze Bruxa nie potwierdziła a mosty są co najmniej 2.
-
Tak, ale drugi most, jakkolwiek ładny i osobiście mi bliski, bo schodziłem go w te i we wte ma jednak pewne ograniczenia.
-
Żeby to tylko nie było o jeden most za daleko.
-
Na szczęście nie jest to most do Holandii lub innych Niderlandów.
-
Jak to? Most na Amerykę... ;)
A nie most na Afrykę?
Pogodzę was, każdy most prowadzi w dwie strony.
-
Podsumowując: most prowadzi do Ameryki lub Afryki lub prowadzi z Ameryki lub z Afryki!?
-
Mniej więcej. Z drobną korektą:
most prowadzi do Ameryki lub Afryki lub i prowadzi z Ameryki lub z Afryki!?
-
Nie dyskutuję, Ty tam byłaś, wiesz najlepiej.
-
Grzegorz dorzucił, że to jest most pomiędzy Ameryką i Afryką.
Ot, inżynierska głowa...
-
Domyślam się, że zdjęcie robione jest w Afryce?
-
W Europie, między Ameryką a Afryką...
-
Czyli most afroamerykański!
-
A mimo to biały?
-
Taki szarobetonowy raczej.
-
Oj przeproaszaaaam, żagle mnie zmyliły.
Tak, wiem. S:)
-
Są tu takie bardzo obcesowo piękne łuki skalne, niejakie Sant Andrea. Oczywiście, że to się kiedyś zawali, ale na razie dech zapiera. Niestety, miejscowi dyletanci przyrodniczo-historyczni potrafią wszystko zbezcześcić. Robimy sobie zdjęcia, a tu miejscowi przywieźli dziecko do zrzucenia ze skały. Mówiliśmy, tłumaczyliśmy, krzyczeliśmy, błagaliśmy, że to ani skała tarpejska, ani Tajget koło Sparty, ale gdzie tam. Rzucili, sprofanowali. Bezsensowne marnowanie dzieci i skał. Dobrze, że chociaż wózek po dziecku zabrali, bo cały plastikowy, nieekologiczny.
A jutro będzie o morskich kotach.
-
W obcasie mają serdelki! I pyszną mortadelę.
-
I ładną pogodę.
-
Grzegorz dorzucił, że to jest most pomiędzy Ameryką i Afryką.
Takie rzeczy to tylko w "Człowieku z Wysokiego Zamku"...
-
N38° 45.368' W009° 02.119'
Technicznie między Afryką a Ameryką (czy też odwrotnie).
On inżynier jest.
-
Miało być o kotach i będzie. Nigdy bym się nie spodziewał, że nasze zwykłe domowe futrzaki obcesowo uwielbiają odpływy morza i falochrony. Miejscowa legenda mówi, że koty upodobał sobie sam Neptun, który pływał na nich, jak mu się delfiny skończyły. Faktem jest, że teraz koty łapią na kamiennych falochronach morskie myszy rywalizując z rybitwami. Miejscowi Messapiowie, indoeuropejscy przodkowie Masajów, ale robiący lesze wino, mają nawet takie powiedzenie, że jak idzie na deszcz, to koty nisko pływają.
-
Pływają to pływają, pewnie lubią, ale...
One tam wszystkie czarne?
To pewnie zły omen dla marynarzy.
-
Jak im kot przepłynie drogę... O cieśninie nawet nie wspomnę.
-
Jeszcze trochę i koty oskarżą o te uszkodzenia Nordstreamu...
-
Nie wiem, czy to nie za zimne wody, jak na koty? Choć futerko mają....
-
I jak tu nie wierzyć w obcesowość? Ale żeby do tego stopnia? Zachodzimy sobie dzisiaj do naszej agencji wynajmującej nam trulle, żeby poprosić o adapter do obcasu, bo laptop nam nie działa, a tu miejscowy pracownik baaaardzo uprzejmie tłumaczy pewnej pani mniej więcej w te słowa:
- Nie proszę pani, ale tego nie możemy zrobić, bardzo mi przykro.
- Jak to dlaczego? Nie mogę wysłać kierowcy, żeby odnalazł pani męża. Tak, proszę pani, rozumiem, że mąż wyszedł z hotelu i poszedł do sklepu i wówczas zaginął. Jednak nasz kierowca nie wie, jak wygląda pani mąż!
- Jak to, jaka to przeszkoda? W tej miejscowości jest jeszcze wielu innych mężczyzn! Jak to skąd wiem, ja tu mieszkam!
- Tak proszę pani, jestem pewien, że mąż się odnajdzie i do pani wróci, jak tylko kupi w sklepie to co chciał kupić.
- Nie proszę pani, wcale nie sugerowałem, że pani mąż jest pijany, a nwet nie wspomniałem, że chce kupić alkohol. Oczywiście, że ma pani rację, tylko się pani zdawało, że tak powiedziałem.
- Nie proszę pani, nie mamy jeszcze gotowego planu, co zrobimy, jak mąż się nie odnajdzie, pracujemy nad tym.
- Oczywiście proszę, jak tylko nasz kierowca spotka pani męża damy pani znać, na razie proszę spokojnie czekać.
- Tak proszę pani, jak także nie wiem, dlaczego pani się bez powodu zdenerwowała, życzę miłej nocy, dobranoc.
Skąd pochodziła rozmówczyni naszego geniusza spokojnej riposty? Oczywiście, że z USA…
-
Z amerykanami miejscowy pracownik powinien rozmawiać wyłącznie w obecności prawnika.
-
Przecież byłem na miejscu? Człowiek i odpocznie i zarobi.
-
A ty już wróciłeś do hotelu? ;)
-
Do hotelu? Kiedy to było, ciągle w drodze.
-
No to się nie zdziw, gdy kierowca będzie cię szukał...
-
Mało prawdopodobne, ja jestem kierowcą.
-
W tej agencji???
-
A skąd, Agencja była tylko na chwilę...
-
Niemców nie da się jednak pomylić z innymi nacjami. Ot wczoraj, wieczór w knajpce, obok do stolika przysiadają się 2 panie w średnim wieku. Powinniśmy coś przeczuć, jak zamówiły mała (375 ml) butelkę wina. Jednak, że to Niemki zorientowaliśmy się nawet nie tyle po romantycznej mowie Goethego, co po używanym w co drugim zdaniu słowie Westrplatte. Ale o czym rozmawiały nie wiemy.
-
Bardziej bym się martwiła, gdyby się przewijały słowa Schlezwig i Holstein.
-
To raczej Niemcy powinni się martwić, jakby Dunczycy o tym rozmawiali. ;D
-
O Konigsbergu nic nie było?
-
Albo o Kralovcu ;)
-
Coś, że za Poznań mogą oddać Kralovec i Zamość.
-
Poznania nie oddamy! Tam są koziołki!
-
Zgoda, ale Zamościem to już nikt się nie interesuje?
A tu na miejscu inna ciekawostka. Obserwowaliśmy, jak do kościoła wpuścili kobietę z dużym psem. Prawdopodobnie przekobała, że pies jest katolikiem. A może miała świadectwo chrztu, bo jakiś papier kościelnemu pokazywała?
-
Pewnie świadectwo szczepienia psa ;D
-
Na COVID!?
-
Ciekawe, wszystkie wycieczki mają normalnych przewodników. Opisują historie, kulturę, kulturę, kuchnie. Tylko niemeccy emeryci słyszą, o jakiej porze roku i o której godzinie oraz jakimi silami i z których kierunkow najlepej zaatakować oczywiście przy minimilazcji strat własnych. Potem przewodnik szczegółowo opisuje, gdzie najłatwiej założyć obóz koncentracyjny.
-
A to wszystko oparte na doświadczeniach historycznych?
-
Bylo parę osób na wózkach, może to niegdyś członkowie elitarnej dywizji piechoty?
-
Morskiej?
-
Albo spadochronowej? Na wózkach to nawet łatwiej?
-
Są tu takie bardzo obcesowo piękne łuki skalne, niejakie Sant Andrea. Oczywiście, że to się kiedyś zawali, ale na razie dech zapiera. Niestety, miejscowi dyletanci przyrodniczo-historyczni potrafią wszystko zbezcześcić. Robimy sobie zdjęcia, a tu miejscowi przywieźli dziecko do zrzucenia ze skały. Mówiliśmy, tłumaczyliśmy, krzyczeliśmy, błagaliśmy, że to ani skała tarpejska, ani Tajget koło Sparty, ale gdzie tam. Rzucili, sprofanowali. Bezsensowne marnowanie dzieci i skał. Dobrze, że chociaż wózek po dziecku zabrali, bo cały plastikowy, nieekologiczny.
Wracając na chwilę do tej opowieści, to okazuje się jednak, że ma ona ścisły związek z przyczynami, dla których zrzucano ze skały Tarpejskiej, która była rajem dla karanych cudzołożników i krzywoprzysięzców. I obecnie dzieci zrzucane z San Andrea to ponoć także cudzołożnicy kłamiący, że do niczego nie doszło.
Pomysł na eliminację zła w zarodku?
-
Tymczasem, w tym wątku nie pisano od 120 dni, a ja melduję, że się w południe odmelduję.
Na dłużej, i nie wiem jak będzie z możliwością nadawania.
Bluesmanniak miał łatwiej, bo nadawał z końca Europy, ja wyruszam docelowo na Koniec Świata (choć paradoksalnie to prawie połowę bliżej będzie), z czego sporą część na piechotę, więc może być różnie.
Jakbym się nie odezwała po drugim października, to wysyłajcie GOPR, albo coś...
-
To na kogo będę się teraz rano darł? Tylko na Cezariana? Chamstwo w państwie!
-
No przecież Bluesmanniak wrócił. Możesz na niego też. pozwalam.
-
To na kogo będę się teraz rano darł?
Może w końcu odpocznij, wycisz się...
-
To ta dieta tak na niego wpływa. Głodny, to i wrzaskliwy...
-
Mela, to podróż piesza? Skandynawia? Rumunia? Spróbuj jednak nadawać i oczekujemy opowieści powakacyjnych po powrocie!
-
Czemu przeczytałem "prowokacyjnych" zamiast "powakacyjnych"? Coś z moją podświadomością?
-
Wiem! Mela idzie takie cóś szukać.
https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/nie-bylo-ich-w-polsce-100-lat-kosztuja-9-tys-zl-za-kilogram/ttty9n8,07640b54
-
No, to życzcie mi buen Camino >idesobie<
-
To Mela idzie do Japonii?Edit AAAA, kilku znajomych było i są zachwyceni. Powodzenia.
-
Nie mamy się co martwić, nie zabłądzi. Trasę ma muszelkami oznakowaną i na koniec dostanie certyfikat przejścia pielgrzymki.
-
W muszelkach?
-
Wiem! Mela idzie takie cóś szukać.
https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/nie-bylo-ich-w-polsce-100-lat-kosztuja-9-tys-zl-za-kilogram/ttty9n8,07640b54
Tyle tylko, że Cena jednego kilograma gąsek sosnowych mocno zależy od pory roku i od pochodzenia danej partii towaru Czyli może być różnie: grzyb ze swojskiego polskiego... ba: narodowego lasu może być wart znacznie mniej. Albo więcej, czemu nie!
-
A ja ciągle nie wiem czy Mela ciupagę przywiozła czy nie?
-
Od górali z Galicji?
-
Od górali z Galicji?
No przecież tradycyjnie znad morza przywozi się ciupagę a z gór model żaglowca.
-
Ale, jak powszechnie wiadomo, górale galicyjscy mieszkają nad morzem!
-
Ciupagami rzeźbią modele?
-
Ale, jak powszechnie wiadomo, górale galicyjscy mieszkają nad morzem!
No akurat dokładnie tak jest.
Więc przywiozłam z gór muszelkę.
-
Szumi?
-
Jutro jadę na delegację do Skawiny i Wieliczki. Co mam przywieźć z kopalni? Mydełko?
-
Bursztynek.
-
Kilof.
-
Kilof to z Warmii. Bursztynek ok ;)
-
Ja wiem! Pierścień św. Kingi!Może być z bursztynu.
-
Jutro jadę na delegację do Skawiny i Wieliczki. Co mam przywieźć z kopalni? Mydełko?
To jest trochę pic z tymi pamiątkami. Zdegustowało mnie wielce gdy na słoiczku soli z wieliczki, smakowej tzn z czosnkiem doczytałem się że sól sdjełano w Kłodawie... A czosnek to już nie chcę wiedzieć gdzie...
-
No, co do soli to rozumiem rozczarowanie, ale chyba nie spodziewałeś się że czosnek też kopią w kopalni?
-
Sól z Kłodawy w Wieliczce? Mogło być jeszcze lepiej, sól chińska w Wieliczce.
-
Kiedyś miałam okazję nabyć Różową Sól Himalajską (TM) chyba z Kłodawy właśnie.
-
Może chodzi o to, że to jest taka sama sól?
-
NaCl zapewne.
Miejmy nadzieję, w każdym razie...
-
Gdzieś czytałem ostatnio informację, choć nie było to poważne źródło, aby nie dać się naciągać na sól himalajską, bo jest taka sama, jak nasza zwykła kamienna, znaczy Pawlaczka.
-
Toteż miałam okazję nabyć, ale nie nabyłam.
-
I to się nazywa wykorzystanie okazji!
-
No, co do soli to rozumiem rozczarowanie, ale chyba nie spodziewałeś się że czosnek też kopią w kopalni?
Bo ja wiem... Po lekturze stosownego tomu Pratchetta można uwierzyć i w górnictwo czosnku. No bo skoro byli górnicy tłuszczu oraz melasy...
-
Pod warunkiem, że ten Piąty Elefant, zanim się z hukiem rozbił o Dysk, to nażarł się czosnku...
-
A, tutaj.
Wędruję sobie trzeci raz Drogą Jakubową... Bo to pierwszy raz - planując, drugi raz - na nogach, trzeci raz - wspominając przy okazji ogarniania zdjęć... I takie rozmaite doświadczenia peregrynacyjne do mnie wracają. To się podzielę.
Na przykład, jeżeli Fasiol nie ma w domu pralki do Alvinów, to w Pontevedra jest 24h Kundel Spa. Do małych i dużych, samoobsługowe, i nawet pieniążki rozmienia, jak na myjni.
Pontevedra to w ogóle miła miejscowość, o której jakiś historyczny podróżny wspominał, że to "dobre miasto, da się napić każdemu". Podróżny nie sprecyzował, czego się napił, ale Pontevedra uhonorowała go fontanną.
Do tego honorowym obywatelem miasta, niestety już tylko wdzięcznie wspominanym pomnikiem na głównym placu pod kościołem jest... papuga. Na zdjęciu z lewej strony.
-
Ciekawe, jaka jest śmiertelność wśród mytych kundli?
-
Nie wiem. Ale, jak wspomniałam, papuga już nie żyje...
-
Ciekawe, jaka jest śmiertelność wśród mytych kundli?
I tych co tam Alvina chcieli włożyć.
-
A co? Nie lubi różowego?
-
Nic dziwnego, przecież to on!
-
Nie wiem gdzie to wpisać. Spróbuję tutaj, bo potrzeba wystąpiła w wakacje:
Pytanie pewnie do Fasiola, ale każde mądre zdanie mile widziane: Siekiera Fiskars X24 uniwersalna M - coś dobrego/złego w temacie? Syn potrzebuje, ale nie do szkoły...
-
Siekiery Fiskars są znakomite i należy brać je w ciemno. Pytanie tylko do czego, bo jeśli do rąbania drewna do kominka, to będzie za mała. A jak na rąbanie kolegów, to chyba w sam raz, bo jest lżejsza i łatwiej z nią w ręce i gonić i fechtować.
-
Każda sikiera Fiskarsa to pierwsza liga. Zależy do czego potrzebuje, ja do solidnego zamachu, uderzenia i rozłupania pieńka każdej średnicy używam x-25.
-
Młody uparł się, że usunie pień po potężnym modrzewiu, który rósł kiedyś na naszej działce. Jak chce popracować, to trochę ruchu mu dobrze zrobi. Próbował starą siekierą, ale to jeszcze spadek po teściu. X25 jest chyba dla niego za duży. X24 uniwersalny M (1,6 kg) chyba będzie ok. Ani za długi, ani za krótki. Ale zabić siebie lub brata może...
-
Ale to są siekiery do rozłupywania a nie uniwersalne! Tu chyba bardziej potrzebna siekiera ciesielska? Ten pień to trzeba ściąć czy co tam zostało - sama karpa?
Poradnik: https://www.fiskars.pl/produkty/ogrod/siekiery/jak-wybrac-odpowiednia-siekiere
-
Widzę, że nawet Fiskars na swojej stronie ma zamieszanie z oznaczaniem ciesielskich i rozłupujących ;)
Fasiolu, nie robią już X-25???!!!
https://www.fiskars.pl/produkty/ogrod/siekiery
-
Wygląda że już nie robią. Na Allegro jeszcze są; https://allegro.pl/kategoria/narzedzia-ogrodnicze-siekiery-85207?string=siekiera%20fiskars%20x25
-
Jest wersja siekiery X24 do rozłupywania (srebrna) i uniwersalna (czarna).
-
Bierz srebrną, rozłupującą. To moja opinia.
Nie wiem jak jest z ciesielską, rozłupujaca ma ostrze w kształcie który się nie klinuje w pniaku jeśli go nie przerąbierz za pierwszym udrzeniem. Siekiera łatwo da się wyjąć, pamiętam ile się kiedyś trzeba było namęczyć żeby wyszarpnąć taka zwykłą siekierę starego typu.
-
Tylko trzeba uważać, bo według wieloletnich doświadczeń badaczy czukockich, oba rodzaje siekiery Fiskars równie łatwo obcinają palce. Lub rozłupują.
-
Czasami mam ochotę wziąć taką siekierę i samemu pójść nawalać w karpę... Bo inaczej walnę w łeb jednego albo drugiego...
-
No to tak czy siak się przyda.
Daj fotkę tego pnia, to się zdalnie na niego zamierzymy ;) Ale żeby pozbyć się całkiem pnia/karpy to potrzebny raczej szpadel, no chyba że masz jaki ciągnik albo koparkę pod ręką...
-
Obkopujemy go i po kawałku wycinamy. Niech się młody trochę spoci. Ruch mu się przyda
-
Trochę pieńków w życiu wykopałem ale siekiery przy tym nie używałem. Mój ostatni, czereśniowy, zeszłoroczny:
-
Jak na zeszłoroczny dobrze wygląda.
Jak roumiem ta siekiera to rodzaj zachęty dla młodego. Poza tym, może się przydać do przecinania korzeni.
-
Już tak nie wygląda ;)
Zamiast siekiery używałem piły...
-
Tak sobie czytam te męskie rozmowy i widzę, że teraz będziecie sobie pokazywać i porównywać swoje pieńki?
Idę po popcorn 0:v:0
-
Męskie rozmowy, po co ta dyskryminacja kobiet?
-
Ależ ja się nie dyskryminuję, ja sobie popatrzę.
-
X-25 pokazać? S:)
-
Fuj fuj kursant Fasiol...
-
X-25 pokazać? S:)
Aha, najlepiej w akcji!
-
Pieńkow nie mam. I Cezarian mówi że fuj.
-
To niech nie patrzy, skoro to nie dla niego.
Było się tak nie śpieszyć z rąbaniem.
-
No właśnie ostatnie lata pan Zbyszek przywozi już porąbane. X-25 w zasadzie ma wolne.
-
Nie obawiasz się, że i w tym wypadku może mieć zastosowanie, że organ nieużywany zanika?
A co jak się stępi od tej bezczynności?
-
Może znajdzie jakąś ostrzałkę?
-
W gotowości...
-
Ładne cacko. Rozumiem, że teraz zastanawiasz się, czy powiedzieć młodemu, że siekiera po zdjęciu osłony na ostrze działa lepiej?
-
Tyle się zorientował. Bardziej chodzi o to, żebym to ja go tym nie trzepnął. A mam ogromną ochotę... Tylko spokój. Adin, dwa, tri, czetyre, piat...
-
W gotowości...
No super, nówka nie śmigana ale... pieniek miałeś sfocić, bo nadal nie wiem czy to z motyką na słońce czy wręcz odwrotnie ;)
-
W gotowości...
No super, nówka nie śmigana ale... pieniek miałeś sfocić, bo nadal nie wiem czy to z motyką na słońce czy wręcz odwrotnie
Może siekiera leży na miejscu po pieńku?
-
Pieńka jeszcze nie kupił. Zaczął od siekiery.
-
Pieniek o średnicy 50 cm jest pod siekierą. Przysypany ziemia, bo młody z jednej strony zaczął kopać zasypując drugą. Przycieliśmy go nisko piłą. Ale ja się nie wtrącam. Młody ma swoją wizję. Odmienną od mojej. Jak się namacha to może doceni ojcowskie rady. Na razie robi po swojemu
-
Dobrze robisz, niech sam popełni błędy i się na nich nauczy. Potem się ożeni i nie będzie już na to czasu.
-
Wtedy to już wiadomo: cokolwiek zrobi - i tak źle zrobi i będzie to jego wina...
-
Pieniek o średnicy 50 cm jest pod siekierą. Przysypany ziemia, bo młody z jednej strony zaczął kopać zasypując drugą. Przycieliśmy go nisko piłą. Ale ja się nie wtrącam. Młody ma swoją wizję. Odmienną od mojej. Jak się namacha to może doceni ojcowskie rady. Na razie robi po swojemu
Ale ma wizje ;) Dobrze, że siekirę obmyślił a nie dynamit! A przecież mógłby ;D
-
A mógłby... Pomysłów mu nie brakuje. Zwłaszcza głupich...
-
A mógłby... Pomysłów mu nie brakuje. Zwłaszcza głupich...
Ciekawe po kim to ma? ;D
-
A mógłby... Pomysłów mu nie brakuje. Zwłaszcza głupich...
A jeszcze pare dni wakacji pozostało...
-
Chyba ma prawo do głupich pomysłów? Na razie... Kiedy, jak nie teraz!?
-
Fasiol, miałeś rację. Fiskars to Fiskars. Sporo zrobił. I łba sobie nie rozwalił. Teraz czas na palce. Buduje coś korzystając z wyrzynarki...
-
Co można z palców zbudować za pomocą wyrzynarki?
-
Miałbym parę pomysłów...
-
Fasiol, miałeś rację. Fiskars to Fiskars. Sporo zrobił. I łba sobie nie rozwalił. Teraz czas na palce. Buduje coś korzystając z wyrzynarki...
Polecam jeszcze sekator L78. Nadgarstek można uciąć.
-
Nadgarstek? To coś w sam raz dla syna Alego!
-
Mój ulubiony sprzęt ogrodowy to ten, bo jak zawsze powtarzam, nie liczy się rozmiar, tylko filuterność.
https://www.fiskars.pl/produkty/ogrod/sekatory-jednoreczne/sekator-nozycowy-powergearx-l-px94-1023628
I też sobie mało nim palca nie obcięłam ogarniając dżunglę w dufałkowym ogrodzie.
A na jutrzejszą imprezę co byście mi polecili?
https://www.geocaching.com/geocache/GCAWHRA_cito-uzowa-gora-w-kpn
Fiskars ma jakieś maczety?
-
Ten sekator co pokazujesz to Marylki ulubieny.
-
Kobiety wiedzą, co warto brać do ręki ::)
-
Co do stroju, to maska spawacza, długie gumowe rękawice, gumowy płaszcz i wycinasz barszcz Sosnowskiego.
-
Co do stroju, to maska spawacza, długie gumowe rękawice, gumowy płaszcz i wycinasz barszcz Sosnowskiego.
Sekatorem? Łomatkobosko, to się nie może udać...
-
Organizatorzy zalecają maczety.
Zresztą mnie sama nawłoć tamtejsza wystarczy. O ile pamiętam jest większa ode mnie.
No, po prawdzie to nie jest trudne...
-
Chodzenie z maczetą jest chyba zabronione. Cezarian coś wiesz? Lepiej żeby Bruxy nie aresztowali przed inauguracją roku szkolnego. Szkoła może tego nie przeżyć...
-
Chodzenie z maczetą jest chyba zabronione. Cezarian coś wiesz? Lepiej żeby Bruxy nie aresztowali przed inauguracją roku szkolnego. Szkoła może tego nie przeżyć...
Ja bym zaryzykował. Zobaczymy jak obecna ministra/sterka/steryni sobie bez Bruxy poradzi?
-
O mini-sterke się nie martwię. Bruxy i uczniów mi szkoda
-
Oj tam, przecież zaraz zrozumieliby swój błąd i ją wypuścili?
-
A jak są zwykłymi policjantami i nie zrozumieją kogo mają? Bruxa jest w stanie powtórzyć wyczyn Hannibala L. z Milczenia Owiec i będzie więcej wolnych etatów w policji. Oczywiście chodzi mi o ten dotyczący rozmowy ze współwięźniem, który następnie popełnił samobójstwo
-
Tak się może zdarzyć i wówczas im szybciej system zrozumie, że nie ma nic do Bruxy, tym lepiej dla systemu.
-
Nie podejrzewam, żeby posunęła się do zrobienia policjantom anioła, jeśli pamiętacie to z filmu. Myślę, że wystarczy siła argumentów i urok osobisty, aby załatwić sprawę po myśli Bruxy...
-
Próżne dywagacje. To będą urzędowe maczety parku narodowego.
-
Urzędową też można sobie coś uciąć ale przynajmniej ubezpieczona?
-
Mela tak, maczeta nie.
-
Myślałem, że odwrotnie. Po co ubezpieczać Bruxę?
-
Sama się ubezpiecza...
-
Od odpowiedzialności cywilnej?
-
Od zagrożeń 😉
-
Chyba system ubezpiecza się od Bruxy?
-
System mnie ubezpiecza, w razie jakby mnie odpowiedzialność przerosła.
Ciekawe. To już drugi raz dzisiaj jak przypomniała mi się nauczycielska suplikacja:
Panie, daj mi do nich cierpliwość, bo jak mi dasz siłę, to będziesz musiał dać jeszcze pieniądze na adwokata.
Co prawda o maczecie (ani o iks-cośtamcostam) się tu nie wspomina wprost...
-
Zgadzam się, że to oczywiste.
-
W Egipcie na lotnisku w Hurghadzie narty nam zgubili. Mówiłem, że niepotrzebnie bierzemy i tylko kłopoty będą. Tony, a jak z nartami w Irlandii?
-
A śnieg chociaż dojechał w porządku?
-
W porządku, chociaż zmienił stan skupienia.
-
Ważne, że wagowo się zgadza?
-
Ciekawostka. Steward w samolocie to ksiądz! Zastanawiamy się nad umiejętnościami pilotów i czy to dobrze wróży startom i lądowaniom?
-
No skąd to zdziwienie? Jakby było potrzeba nagle udzielić ślubu, to przecież kapitan od steru nie odejdzie?
-
Możesz mieć rację, bo w ramach tradycyjnego przedstawiania zasad bezpieczeństwa przed startem usłyszeliśmy:
"W naszych liniach lotniczych priorytetem jest bezpieczeństwo pasażerów, dlatego prosimy państwa o opuszczenie samolotu."
-
Dobrze że nie na wysokości przelotowej.
-
Ciekawostka. Steward w samolocie to ksiądz! Zastanawiamy się nad umiejętnościami pilotów i czy to dobrze wróży startom i lądowaniom?
Ciekawostka, i owszem, ale mam lepszą. We Włocławku były ksiądz oraz funkcjonariusz służby więziennej prowadzili razem salon sado-macho dla spragnionych ... miłości ?
-
Po prostu są otwarci na wszystkie potrzeby parafian?
-
Ciekawostka. Steward w samolocie to ksiądz! Zastanawiamy się nad umiejętnościami pilotów i czy to dobrze wróży startom i lądowaniom?
Ciekawostka, i owszem, ale mam lepszą. We Włocławku były ksiądz oraz funkcjonariusz służby więziennej prowadzili razem salon sado-macho dla spragnionych ... miłości ?
Świetnie się dobrali, tylko pogratulować - jeden specjalista od miłości, drugi od przemocy :)
-
Podróże kształcą, to nie tylko frazes. Jedziemy autobusem lotniskowym do samolotu. Temperatura 5 stopni, mgła i zimna mżawka. Obok nas stoi człowiek że wschodnimi rysami twarzy, o zgrozo, w koszulce z krótkim rękawkiem i spodenkach turystycznych do kolan. Nasze zaniepokojenie co do władz umysłowych współpasażera rozwiewa dopiero analiza okazałego tatuażu, który ma na ramieniu. Teraz wszystko jasne, nasz pasażer pochodzi z ziemi Baffina!
-
Mówił cóś o Hurghadzie?
-
Nie zawsze Hurghada jest fajna Fasiolku! Na przykład deszcz... Jako znani miłośnicy i obrońcy zwierząt, powodowani nie tylko motywami kulinarnymi, popłynęliśmy na rejs celem obserwowania wielorybów i orek. Wszystko ładnie, tylko okazało się, że wieloryby nie pływają w czasie deszczu bo jest mokro, a parasolki się nie przyjęły bo hamują i podczas nurkowania nie ma z nimi co zrobić. Dziwny jest i niesamowity świat zwierząt, bo okazuje się, że walenie w czasie deszczu się nudzą!
-
No fajnie ale dlaczego żadnych fotek kolega nie zamieścił? Renifera, wieloryba czy chociaż tego pana z tatuażem!? Wuj Matt się kłania ;)
-
Wieloryba z parasolką? W deszczu? Mam ogon, spokojnie... wrzucę. To nie koniec opowieści...
-
No zobaczymy... Wuj Matt z podróży zawsze jakieś pocztówki przysyłał!
-
Zdjęcia walenia ma zamieszczać? Może jeszcze nieocenzurowane?
-
Może zamieścić po 22 i o 6 usunąć.
-
Wuj Matt chciał zdjęcia. Z cyklu "znajdź na zdjęciu Stefana", przepraszam, rozpoznaj. Pytanie nie jest chyba zbyt trudne?
-
To ten ogon wieloryba?
-
Czepek kąpielowy Pana z Tatuażem?
-
Można powiedzieć, że górny ogon... Ale czy wieloryba?
-
Norwegia to jednak inna kultura tolerancji.
Wizyta u Lapończyków, to znaczy Saamów, oglądamy renifery. Potem grupa niewegetarianów wybiera jednego do zabicia na lunch, a wegetarianie drugiego. I nie ma w tym nic dziwnego bo dla wegetarian robi się z renifera masło, a dla wegan chleb z ziarnem.
A tak przy okazji autentyczne zdjęcie z norweskiej toalety. Zaczyna mi się wydawać, że całe życie robiłem coś źle...
-
Wegańskie placki z ziarnem to renifer robi sam, nie trzeba go do tego zabijać. Raczej nakarmić.
Kontynuując temat, ale opierając się o zdjęcie, masz na myśli, że niewłaściwie korzystałeś z toalety ze względu na przybieraną pozycję, czy na to, że umieszczałeś w niej nie tylko papier toaletowy?
-
Myślałem, że jedno należy łączyć z drugim?
-
A parafrazując porucznika Rżewskiego, karmiliście kiedyś z ręki głodnego renifera? My tak, ale kolega miał problem, bo renifer nie chciał mu jeść z ręki. Czuł, że już z niej ktoś jadł. Jego żona, która poczuła się z jakiegoś powodu w obowiązku, pocieszała go jak mogła, mówiąc, nie wiadomo dlaczego, że rogi reniferom odrastają co roku. I teraz kolega zastanawia się, o co jej chodziło?
-
A fiordy? Fiordy nie miały nic przeciwko i mu z ręki jadły?
-
Z tymi fiordami zawsze kłopot, ja nie odróżniam, który to samiec, a który samica.
A oczywiście, choć z pewnym opóźnieniem, gratuluję Meli czterdziestki!
-
Niby Norwegii to taki postępowy kraj, a niektóry przepisy prawne mają z lamusa. Na przykład, jeśli przekroczysz samochodem dopuszczalną prędkość o ponad 50 km, to zabierają ci dziecko do rodziny zastępczej. Jak nie masz dziecka musisz adoptować lub kupić, a to nie są tanie rzeczy.
Poniżej mem, który w Norwegii nikogo nie dziwi.
(https://img.joemonster.org/i/upload/2024/11/466163425_581170637767799_8562510456579506789_n.jpg)
-
A potem się dziwić, że mało kto do nich jeździ i muszą żyć głównie z pokazywania walenia.
Inaczej niż na przykład u nas w Zakopanem...
-
Baca ze zdjęcia chyba czyścił komin?
-
Okazuje się, że jak każde plemiona, specjalizujące się w pasterstwie, Saamowie wykorzystują wszystko co wyhodują. Na przykład, zjadają całego renifera oprócz rogów, które używają zamiast papieru toaletowego, ale nie chcieliśmy widzieć jak.
-
Saamowie, niegdyś Lapończycy, są najlepszym przykładem, jak można tak zwane ludy tubylcze bezproblemowo, bez szkody dla ich tradycyjnego sposobu życia, doprowadzić do współistnienia z nowoczesnym społeczeństwem. Do dzisiaj zajmują się oni wypasem reniferów, a jak temperatura spada poniżej -40, pracują w biurze.
-
Z włączoną klimą, oczywiście?
-
Niestety nie, bo włączona klima szkodzi reniferom.
-
To oni z tymi reniferami w biurze?! Muszą bardzo kochać zwierzęta...
-
Orly odpowiadają za większość ataków na renifery. W tym roku zaatakowały także 4 Saamów, oczywiście tych najbardziej podobnych do reniferów. To świadczy jak Saamowie potrafili upodobnić się do reniferów, skoro nawet bystrookie orły nie potrafią ich odróżnić. Nieoficjalnie mówi się że to zasługa żon Saamów, które przyprawiają im rogi.
A może to przez te egipskie ciemności?
-
Ale tylko Saamów samców?
-
I to jest dobre pytanie, czy żona Saama może przyprawić innej żonie rogi? Ponoć Saamowie nie widzą przeciwwskazań, bo noc polarna ciemna jest i parna.
-
To świadczy jak Saamowie potrafili upodobnić się do reniferów, skoro nawet bystrookie orły nie potrafią ich odróżnić.
Upodobnić, kurrteczka... do reniferów... Prawdziwi mężczyźni to się upodabniają i penetrują (tylko bez skojarzeń proszę)... zresztą sami zobaczcie:
https://www.dailymail.co.uk/news/article-461073/Disguise-took-intrepid-zoologist-crocodiles-lair.html
-
But just as he is about to retreat, another moves up behind him.
Chyba niewiele brakowało żeby jego kamuflaż został spenetrowany... On sprawdził, czy się przebiera za krokodyla czy za krokodylicę? I czyim guanem się wysmarował dla zamaskowania zapachu?
A sweating Dr Barr whispers to the camera crew: "Now I'm stuck between two giant crocs. How close is the one behind me?"
Back comes the answer: "Next to your right leg."
Film przyrodniczy, tja... S:)
-
Także zacząłem się zastanawiać, czy uczestniczył także w zwyczajach godowych swoich milusińskich, a jeśli, to w roli biernej, czy czynnej, bo cojones niewątpliwie ma?
-
Cezarianu, coś dla ciebie w 357, może zdążysz:
Dziś w „Niewidzialnych światach” opowiemy o historii Saamów, rdzennej ludności Laponii, którzy dopiero niedawno zaczęli na nowo odkrywać swoją trudną przeszłość. Jak to możliwe, że w Norwegii, Szwecji i Finlandii, krajach uznawanych za wolne i tolerancyjne, przez ponad 130 lat trwała polityka prześladowań zmuszająca Saamów do porzucenia języka, kultury i tradycji? Kim są dziś Saamowie i jak układają się ich relacje z ludnością nierdzenną?
💬 Na te pytania odpowie Adrian Bąk w rozmowie z dziennikarką i reporterką Anną Dudzińską, autorką cyklu reportaży o Saamach dla magazynu „Pismo”. W audycji usłyszycie też saamską muzykę i... renifery!
👉 Zapraszamy o 16:00.
-
Niewątpliwie ciekawe.
-
Tymczasem, krok po kroku, krok po kroczku... Idą ferie świąteczne, długie w tym roczku, mnie znowu ciągnie na koniec europejskiego świata...
Tym razem ku Słupom Herkulesa, więc czyniąc stosowne przygotowania* trafiłam na stronę Gibraltar Borders and Coastguard Agency. Zgadnijcie, jakie mają motto?
Może coś w stylu: Na straży rubieży Europy? Albo: Żelazna kurtyna Zjednoczonego Królestwa? A może po prostu: Bezpieczny Gibraltar?
Nope.
Keeping Gibraltar open for business!
Zalatuje mi tu klimatem Ankh-Morpork, tak dzielnej tamtejszej Straży jak i motto tego zacnego miasta:
Quanti canicula ille in fenestra (Po ile jest ta suczka w oknie)
A i o hymnie (pod złowieszczym tytułem "We can rule you wholesale") nie zapomnijmy:
We bankrupt all invaders, we sell them souvenirs
We ner ner ner ner ner, hner ner hner...
______________________________________________
*po Europie to można w kapciach i aby z dowodem osobistym w garści, ale czy to jeszcze Europa to chyba oni sami nie wiedzą.
-
Słupy Herkulesa? Piekne i bardzo inne mijsce, jedyna sygnalizacja świetlna, która przepuszcza przez lotnisko. Czynne. I nie zapomnij o Sikorskim.
-
Jakże bym śmiała. Ma tam gdzieś pomnik, do którego nie trzeba wpław?
-
Nie wiem, ponoć wystarczy cokolwiek rozbić, może być samolot, statek, samochód, rower...
-
...bank?
-
Ten kierunek! Tylko ptanie czy tam, jako na terytorium brytyjskim banki nie są lewostronne?
-
Taka ciekawostka odnaleziona w muzeum polarnictwa w Tromso w Norwegii. Ja nic nie sugeruję, że Norwegowie lub Norwedzy coś sugerują. Może po prostu polarnicy w ten sposób przygotowywali się na długą noc polarną na Svalbardzie? Może rozmowy z polskimi uczestnikami stacji polarnej na Spitsbergenie rzuciłyby jakieś światło w ten nomen omen ciemny zaułek... duszy? Faktem jest, że jak poszperałem w internecie, to pojawiły się humorystyczne komentarze typu: korzystam z powodzeniem z tych pigułek od wielu lat, serdecznie polecam.
-
Takiej maści też używali?
https://www.doz.pl/apteka/p50636-Bengay_150_mg__100_mgg_masc_przeciwbolowa_50_g
-
Możliwe, pytanie o kolejność użycia? Najpierw maść, potem tabletka, czy odwrotnie?
Co mi przypomniało dowcip, nie wiem, czy norweski:
U weterynarza:
- Oto czopki doodbytnicze, które należy podawać psu dwa razy dziennie.
- Dziękuję, doktorze! Czy można zawinąć je w szynkę?
-
Lepiej chyba w boczek, ma lepszy poślizg.
-
Fasiol na pewno wolałby Alvinowi zawijać w boczek.
-
W boczek to ja bym zawijał sobie.
-
Czopki???!!!
-
A co? Nie wolno?
-
Myślisz, że tamtą stroną możesz boczek przyjmować?
-
Nie wiem, zawsze można spróbować.
-
Ale chyba trudno się w takich warunkach delektować smakiem...
-
A jak ktoś ma tam kupki, przepraszam kubki smakowe?
-
Medycyna zna takie przypadki?
-
Nie wiem, w za małej ilości sekcji zwłok uczestniczyłem.
-
Ja w żadnej. A sekcje w których uczestniczyłeś odbywały się nad ranem?
-
Jeśli wiosną ranek jest o 9 to tak.
-
Nie, to za późno. W prosektorium jak wiadomo najprzyjemniej jest nad ranem.
-
Czy o 9 było przyjemnie? Może i tak, przynajmniej do pierwszego cięcia skalpela, a jak w ruch szła piła, to już ulatywał cały romantyzm chwili.
-
Czy o 9 było przyjemnie? Może i tak, przynajmniej do pierwszego cięcia skalpela, a jak w ruch szła piła, to już ulatywał cały romantyzm chwili.
Kanapki mieliście?
-
Nie, psują nastrój.
-
Może chociaż zapitkę?
-
Jagodziankę na kościach?
Dziewiąta nad ranem to w grudniu.
-
Na studiach byłem to gdzie mi tam alkohol byl w głowie. Tylko nauka i koszykówka.
-
Tymczasem, wiedzcie, o giaury, że w gruzach leżą Maurów posady. Widziałam naocznie, na razie na miejscu w Maladze. Hiszpan u bramy zatknął sztandary i kasuje po pięć euro od głowy, bez względu na wyznanie.
Dzisiaj mamy w planach most, na który tu mówią nowy, a który powstał kiedy w Paryżu na gilotynę zaprowadzono obywatela Kapeta.
Najwyraźniej mają tu drobne zaległości w rozwoju infrastruktury.
Będziemy donosić o swoich przewagach acz zapewne nieregularnie. Jak mawia jedna tutejsza znajoma - bycie turystą to ciężka robota.
-
Ale zarazy i ust muzułmanów się nie boicie? Mimo wszystko uważajcie na siebie wśród tych staroci.
-
Jak most nowy to może się akurat nie zawali...
-
Ja tylko przypominam lekką parafrazę dowcipu sowieckiego: widzisz most to lepiej nie wchodź.
-
I żeby nie było o jeden za daleko.
-
Tak, ale to już dowcip zachodni. Może da się połączyć?
-
Tymczasem, nie tylko nowym mostem Ronda stoi (tak, ronda też tam są w solidnej liczbie), także najstarszym w okolicy Plaza de Toros, czyli areną do corridy. Ze względu na to, że nie sezon, obejrzeliśmy tylko z zewnątrz, za to mogliśmy pocałować wyjątkowo ozdobną klamkę. A dokładniej to kołatkę, na widok specyficznego kształtu której Grzegorz zadumał się nad tym, czym do bram sławy stuka torreador.
Sądząc po wielkości, to raczej bycze, chociaż jak można domniemywać torrero też zapewne powinien mieć niemałe...
-
Byłem tam ,kiedyś, sama Ronda fantastycznie położona i most co się zowie. Wówczas wpuszczali do środka areny. Bardzo to ciekawe, tym bardziej, że potem udało nam się zobaczyć corridę na żywo, oczywiście z drugiej strony areny. Wówczas powstała nawet drobna opowieść o wrażeniach, którą może (?) warto przypomnieć.
Wakacyjne misje misyjne - Corrida
Nie zapominamy, ze kaganek misyjny należy nieść nawet pod chrześcijańskie strzechy. Gdzie zaś wartości ludzkie są ważniejsze, niż na corridzie? Ruszamy więc. Czekamy na autobus w gronie turystów z krwiożerczym wyrazem twarzy. Większość ma juz zakrwawione nosy i uszy, cześć toczy pianą. Anglikańska Angielka obok ćwiczy pod spódnicą ruchy muletą. Jedziemy... każdy z pasażerów podejrzliwie patrzy na współtowarzyszy, nie ma mowy o drzemce, nikt nie jest samobójcą.
Przed corridą protest głośnych i oflagowanych ekologów. Żądają zakazu używania do walk coraz rzadszych byków andaluzyjskich. Proponują w ich miejsce byki kastylijskie, prawdziwa plagę sadów czereśniowych.
Byki zgodnie z prawem unijnym mają w uszach kolczyki, powodujące, jakże potrzebne podczas walki podenerwowanie. Po raz kolejny widać, że unijne przepisy są przemyślane bardziej, niż to się wydaje na pierwszy rzut oka.
Na miejscu drobne rozczarowanie. Wszystkie byki biorą udział w corridzie po raz pierwszy. To widać, są nieco zagubione. Jeden w panice sam siebie bierze na rogi. Obecny na stadionie gubernator miasta na ten widok ostentacyjnie wychodzi, traktując „zajście” jako prowokację polityczną. Tak czy siak, pierwszy byk dostał zawału i przy gwizdach wyrobionej publiczności opuścił jak niepyszny arenę.
Rozglądamy się. Świat stanął na głowie. Na walki byków przyszli hindusi w swoich tradycyjnych strojach. Może także mają zadania misyjne? Na arenie torrero celebruje papierosa, przy czym ostentacyjnie pomija byka, nie zważając na jego proszący wzrok. Wzmaga to protesty ekologów żądających równych praw dla zwierząt w dostępie do używek. Wywieszony przez nich transparent przypomina, że nawet skazanym na karę dożywocia przysługuje prawo do ostatniego życzenia. Hindusi nie wytrzymują presji i jako niepalący wychodzą. W końcu na arenie pojawia się doświadczony byk. Widać, że kopyta zjadł na arenie. Wkrótce pokazuje torreadorom i wdowom po nich, do czego służą polisy ubezpieczeniowe, a nam, na czym naprawdę polega ten zdrowy i rozwijający sport.
Rozgrywki pomału dobiegają końca. Jako, że byki zabite na wyjeździe liczą się podwójnie, remis 2-2 dla torrero przyjezdnego jest sukcesem. Koniec spektaklu przebiega jednak pod znakiem dużego skandalu korupcyjnego. Podobno część byków była przekupiona i symulowała śmierć kliniczną
Po corridzie jedno jest pewne. Zabijanie ryby na Wigilię będzie łatwiejsze. Trzeba tylko znaleźć muletę i znajomego bandolero.
-
Tymczasem, chwytania byka za... no, mniejsza z tym za co, będą zdjęcia, to sobie obejrzycie...
No w każdym razie ciąg dalszy.
Po wczorajszych odwiedzinach u Awerroesa i Majmonidesa dziś jedziemy sprawdzić stan murów Grendy. Miejmy nadzieję, że sytuację sanitarno-epidemiologiczną już ogarnęli.
-
Przy okazji możecie ustalić różnicę pomiędzy Alcazabą i Alcazarem.
-
Meldujemy, że w gruzach leżą i Hiszpan zatknął sztandary, a z zarazy to tylko turyści.
Mury twierdzy wzięliśmy szturmem i nawet udało nam się uczcić okoliczność zwycięstwa własnoręcznym biciem w dzwon na najwyższej wieży, gdyż akurat wypadała tego dnia rocznica wprowadzenia się nowych lokatorów na zamek i wymówienia kwaterunku niejakiemu Boabdilowi.
Bardzo mi się podoba przemyślność urzędujących obecnie w Granadzie giaurów. Skoro i tak trzeba cały dzień bić w dzwon, bo okazja tego wymaga, to zamiast nająć dzwonników, którym trzeba by zapłacić za dniówkę robi się z tego atrakcję i cepry nie dość, że się ustawią w kolejkę, to jeszcze sypną groszem za bilet, żeby sobie podzwonić S:)
-
A więc kolejny to powód, że giaurska protekcja nad Alhambra lepsza. Pomyśl, gdyby tam nadal byli muzułmanie, nie dość, że byś zapłaciła, to jeszcze zawodziła jak muzzein. O ile by Ci pozwolili...
-
I z boczkiem byłoby krucho.
-
Niewątpliwie, zastanawiam się, czy Mela prawidłowo docenia giaurowskość swoich korzeni.
-
A słonko? Nic Mela o słonku nie opowiada.
-
A śniegu? Jest w Białymstoku, bo tu zasypało wszystko.
-
Po pachi.
-
Słonko domyślnie, nie było powodu żeby pisać.
A śniegu też było, w końcu to Sierra Nevada.
A trochę niżej oszronione gaje oliwne wyglądały dość surrealistycznie.
-
?Oliwki od razu zakonserwowane?
-
Mrożone.
A ten pierwszy pytajnik to nie powinien być odwrotnie?
-
Podwójnie błędny, po pierwsze nie powinno go być, po drugie jeśli już, to odwrotnie.
-
Mela mi przypomniała swoimi podróżami. Ciekawe, czy potwierdzi?
70 lat po wojnie a reminiscencje choćby na lotniskach są nadal duże. Na przykład, jeżeli na wszystkich lotniskach świata ogłoszenia kończą się tradycyjnym: Thank you for you cooperation, to we Francji: Thank you for your colaboration.
-
Nad Francją tylko przelatywałam. A z Hiszpanii wylatywaliśmy w porze sjesty, więc nikt nie miał głowy do takich grzeczności.
-
Wczoraj znajomy wracał z Turcji, Stambułu mu się zachciało na Nowy Rok, no i nie wrócił - overbooking! Ale Turkish Airlines przynajmniej hotel w Stambule mu załatwili :) Może dzisiaj wrócą...
-
W jasyr go wzięli? Żeby tylko kompletny wrócił...
-
W całości? To Turcy biorą nie tylko jasyr, ale i skalpy?
-
Jakby to delikatnie ująć... Zasadniczo to opcje są dwie, albo mu oberżną głowę, albo...
-
...albo nie?
-
Albo nie głowę.
-
Wakacje niby za nami, ale i przed nami, więc wypełniając czas pracy, poświęćmy go trochę na reminiscencje.
Irlandzka Lokomotywa Brzechwy. Restauracje w Irlandii to osobny temat najwyższego profesjonalizmu. Słyną ze znakomitej obsługi gości, o czym najdobitniej świadczy wszędzie obecna sekwencja pisemnych ostrzeżeń: mind your head, mind your step, mind your penis. Nic dziwnego, że z Europarlamentu dobiegają głosy, że ma to być obowiązkowe prawo unijne. Może dlatego, że stare irlandzkie barowe przysłowie mówi, że jak człowiek ma pecha, to pisuar go przytrzaśnie?
Spełniają jednak i indywidualne życzenia. Gdy wybraliśmy się na pokaz tradycyjnego tańca irlandzkiego, na nasze skromne życzenie znaleziono nam stolik spełniający nasze wysublimowane oczekiwania: blisko sceny i blisko toalety. Co zaś do wrażeń na temat tańca, to:
- tańce irlandzkie ewidentnie nie nadają się do tańczenia w bloku, przynajmniej powyżej sutereny;
- niestety nie udało się doprosić o kankana w stylu irlandzkim;
- niby świetni i znakomici są ci irlandzcy tancerze, ale za żadne pieniądze nie potrafią zatańczyć Lokomotywy Brzechwy;
- za to irlandzki taniec brzucha z podrzucaniem nóg i stepowaniem naprawdę robi wrażenie.
-
Dobrze, że sobie zarezerwowaliście stolik w strategicznym położeniu, żebyście też nie musieli tańczyć...
(Tak, wrzucałam to już chyba, ale w tym kontekście nie mogłam sie powstrzymać przed recydywą.)
-
Znane, świetne i przypomina słowa Alvina podczas siku-kupa: Tańcz, tańcz, tańcz z nami i ty, tańcz z nami bracie by wióry szły!
-
Ciekawostka wakacyjna. Znajome małżeństwo pojechało do Wietnamu. Są zachwyceni! Ona już pierwszego dnia zakochała się w Wietnamie, a on w Wietnamce. Wszyscy są pełni podziwu, jakie ona ma pojemne serce!
-
Wietnamka? Pewnie kocha ją i jego :)
-
Trójkąt wietnamski? To coś podobnego do trójkąta bermudzkiego?
-
Jeśli te małżeństwo zniknęło...
-
Jeszcze nie, na razie można wręcz twierdzić, że się powiększa.
-
Wracając do naszych znajomych spędzających wakacje w Wietnamie, są bardzo zadowoleni, bo ceny są tak niskie, że mogli zapłacić miejscowym, żeby pojechali za nich na wycieczki fakultatywne, a sami mogą leżeć na plaży.
-
Okazuje się, że nie wszystko w Wietnamie jest takie dobre. Na przykład znajomi nie polecają wizyty w aptece. Długo czeka się na zamówienie i leki niesmaczne.
-
Wiele razy reklamowałem tu, choć często mimochodem, uroki Tarnowa. Piękne to miasto obfituje też w mniej znane historyczne atrakcje:
Tarnów jako ośrodek przemysłowy zawsze kojarzony był przede wszystkim z przemysłem chemicznym, z produkcją nawozów azotowych. Mało kto wie, że w nie tak dalekiej przeszłości Tarnów był jednym z największych w kraju potentatów w produkcji… win patykiem pisanych. Czyli tanich podłych trunków, do których jednak niektórzy czują ciągły sentyment, raczej ze względu na wspomnienie młodości.
(...)
O ile PRL-owski handel wiecznie gnębiły okresy większych lub mniejszych niedoborów, to wino marki Wino zawsze musiało być dostępne. Wypijały je nie tylko uliczne męty, ale także ludzie z innych środowisk, niekoniecznie patologicznych; smak tego trunku dobrze pamiętają też starsze pokolenia studentów, którzy w wolnym czasie imprezowali w akademikach. O bełtach pisali w swoich utworach znani literaci, ale, jak się wydaje, nie tylko pisali.
https://www.temi.pl/tarnow/bankiet-na-sto-dwa-czyli-jak-tarnow-produkowal-szampana-dla-ubogich
Oj to to... wino młodzieżowe spożywane w plenerze... to se ne vrati... Dziśteren byłego Owintaru to pustynia z kilkoma postapo ruinami...
https://tarnow.naszemiasto.pl/tarnow-owintar-podniesie-sie-z-ruin-kaufland-sprzedal/ar/c1-8809987
PS: Gucio tam zbudowali... Nadal preria i Metro 2033...
-
Będzie nowe osiedle i Baader będzie mógł sobie kupić lokum wracając na stare lata do macierzy!
-
Tarnów jako ośrodek przemysłowy zawsze kojarzony był przede wszystkim z przemysłem chemicznym, z produkcją nawozów azotowych. Mało kto wie, że w nie tak dalekiej przeszłości Tarnów był jednym z największych w kraju potentatów w produkcji… win patykiem pisanych.
No, czyli przemysł chemiczny. Siarkowy.
-
Tarnów jako ośrodek przemysłowy zawsze kojarzony był przede wszystkim z przemysłem chemicznym, z produkcją nawozów azotowych. Mało kto wie, że w nie tak dalekiej przeszłości Tarnów był jednym z największych w kraju potentatów w produkcji… win patykiem pisanych.
No, czyli przemysł chemiczny. Siarkowy.
Siara! - I wszystko jasne, jak mawiał Rewiński.
-
Oraz wzmiankowany szampan dla ubogich przypomniał mi szampana z kartofli.
Ale to chyba trudno zaliczyć do win owocowych?
-
Oraz wzmiankowany szampan dla ubogich przypomniał mi szampana z kartofli.
Ale to chyba trudno zaliczyć do win owocowych?
O ile pamiętam wspomniany szampanskoj spokojnie mógł być i z ziemniaków produkowany. Dość szybko traciło to jakiekolwiek znaczenie.
-
Tak mi się skojarzyło, a dodawał ktoś do wódki dwutlenek węgla, żeby miała bąbelki?
-
Tak mi się skojarzyło, a dodawał ktoś do wódki dwutlenek węgla, żeby miała bąbelki?
Kolega w III klasie technikumu zrobił taki eksperyment, zaintrygowany srogimi ostrzeżeniami na pudełku syfonu iż absolutnie się zabrania. W poniedziałek tak rzecz relacjonował:
No i jako że sam ją zrobiłem to pierwszy wypiłem kieliszek, potem drugi... i to chyba tyle bo jakby mnie koń w głowę kopnął i nic już z reszty imprezy nie pamiętam.
-
Jeżeli pił kieliszkami do szampana, to się w sumie nie dziwię. Mnie by kopnęło i bez bąbelków.
-
Na sam widok kieliszka do szampana?
-
Aż tak to nie, ale taki kielonek czystej ma prawo kopnąć, z bąbelkami czy nie.
-
Tymczasem, melduję, że to jezioro, co Bluesmanniak ostatnio sprawdzał to nadal mokre. Może (morze) pełne glonów, ale za to nie za ciepłe. Monciak za to umiarkowanie zatłoczony a w barze Przystań chyba dalej smażą ryby na tym samym oleju co dwa lata temu.
Jak już raz mam ten urlop, to korzystam. Naspacerowałam się po wzgórzach morenowych i plaży, nakosiłam keszy, spaliłam nós na słonku na czerwono. Wypoczęłam tak, że jak do domu wrócę to się przewrócę. Czyli tak, jak lubię S:)
To teraz tylko dziobaka złapać i do domu.
Jutro jedyna środa, kiedy mogę odespać, nie spodziewajcie się dodatków do jajecznicy za wcześnie.
-
Wspomogę Ci nad jeziorem już jutro wieczorem.
Tylko bardziej na północ, gdzie Jacek Kuroń ma swoją mierzeję.
-
Jutro to mam nadzieję być już kilkaset kilometrów w górę Wisły.
A zasadniczo to chciałabym się wyrobić nawet dzisiaj, ale coś się ten cholerny dziobak spóźnia...
-
Monciak za to umiarkowanie zatłoczony
Gofra ze wszystkimi dodatkami wciągłaś?
-
No przecież inaczej się nie liczy!
-
O, Fasiol trafił w sedno tarczy, właśnie zrobiliśmy sobie z Kasią goferki w domu. Bez jajecznicy, za to z dżemem i bitą, ale delikatnie, śmietaną.
-
Akurat na oglądanie kaszanki.
-
Tak, ale już zjadłem przy Pingwinach z Madagaskaru.
-
Ciekawostka.
Wiedzieliście, że jesiotry pływają tylko zgodnie z ruchem wskazówek zegara i dlatego za powodu regulacji rzek grozi im wyginięcie?
-
No, znam takich kierowców, którym też najlepiej wychodzi skręcanie wyłącznie w prawo. Też im grozi wyginięcie na drodze.
I co te jesiotry, tak w kółko pływają?
-
Właśnie tak, w kółko, wczoraj obserwowaliśmy. Na szczęście nie wprowadzono im jeszcze sygnalizacji świetlnej. I bez tego gatunek jest krytycznie zagrożony.
-
A jesiotry angielskie pewnie kręcą się w przeciwną stronę?
-
Sygnalizacja świetlna na rondzie?
-
Rzecz w tym, że nie ma jesiotrów angielskich, wymarły przez ruch lewostronny.
Edit. I proszę bardzo, okazuje się, że tamat nie jest tak wydumany jak wydawało się na początku! Na przykład większość fląder jest prawooczna i leży stale na lewej stronie.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Fl%C4%85drowate
Są jednak i lewooczne i leżące na prawej stronie:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Skarpiowate
Co ciekawe, ponad połowę długości ciała flądrowatych stanowi jego szerokość.
-
Z zadowoleniem donoszę, że miejscowy, kuroński ogromny zegar słoneczny jest patriotą Rzeczypospolitej Obojga Narodów z przewagą Korony i pokazuje czas słoneczny Warszawy, a nie Wilna.
-
A cień gnomonu mam nadzieję, że też się obraca w tym samym kierunku co w Warszawie?
Bo w Londynie to nie sprawdzałam...
Podobnie jak oczności fląder
-
Chyba w tym samym, bo zgodnie z ruchem mojego zegarka.
Myślisz, że to za gnomonem podążają oczy fląder?
-
Na morza dnie?
Może, ale tylko za dnia.
-
A więc mamy już jasność, cień gnomona prześladuje fladry, gładzice i turboty tylko za dnia.
-
Ciągle jeszcze czkają na opracowanie historie ostatniowakacyjne, ale tu można zamieścić przykład całkowitej przesady w komforcie przebywania zwierząt było nie było hodowlanych. Cała Szwecja.Zwłaszcza, jak się porówna z podejściem peruwiańskim do lam...
-
Myślałam, że to hobby-horsy. Ale może są i hobby-wielbłądy, taka wersja halal?
-
Taka na patyku do skakania? Może być.
-
I nawet widzę, że mają hidżaby.
-
Pewnie klacze...
-
A, tutaj.
Dopinam nadchodzącą podróż po Inflantach i od hotelu w Wilnie* dostałam informację o treści:
We look forward to turning your trip into a truly memorable experience.
Znaczy się... Już ja ich popamiętam?
_______________
* co prawda w dzielnicy przypominającej urokiem oryginalną starą Pragę, bynajmniej nie czeską, za to czysty, komfortowy i w rockandrollowym klimacie
-
A oni chociaż wiedzą z której strony nadlecisz? :)
-
Na razie wiedzą o której.
-
A co to im za różnica?Będzie memorable? Będzie.
-
Pozdrawiam z rubieży a konkretnie z Kadyksu. Jako starego było nie było automatyka, zachwyciła mnie tu przesłodka automatyka samorobka w WC bardzo fajnej, jednej z nielicznych czynnych rano kawiarni. Przycisk spłuczki cofa wiązka gumki majtkowej, dźwignę kranu misternie za pleciony zestaw recepturek, nieczynny pisuar jest zasnuty taśma samoprzylepną aż wzrok szuka pająka mutanta z filmów postapo, a gdy to podziwiałem zgasło światło i żadne ćwiczenia akrobatyczne nie spowodowały potwornego zapalenia :) Oczywiście wiem że powinienem napisać teraz że TO zbliża się w ciemności ale nie, zwiedzamy dalej...
-
A chociaż kawa była normalna?
-
I po ile czereśnie?
-
Ech no i napisało się potwornego... Ponownego oczywiście. A kawa bardzo dobra, synapsy dały iskrę i można było zacząć funkcjonować...
-
A my wyjazdowe pozdrowienia!
-
Pytanie do Fasiola, tym bardziej, że dzisiaj wymieniał w łazience okna: jeśli pojechałem dzisiaj Białystok-Krynica-Białystok, 804 km, 12 i pół godziny (korki, korki, wino), to pracowałem czy nie?
-
Inwestowałeś energię przemieszczając się z miejsca na miejsce?
-
Pytanie do Fasiola, tym bardziej, że dzisiaj wymieniał w łazience okna: jeśli pojechałem dzisiaj Białystok-Krynica-Białystok, 804 km, 12 i pół godziny (korki, korki, wino), to pracowałem czy nie?
Jeśli pojechałeś w kwestiach zawodowych to pracowałaś a jeśli prywatna to nie.
-
Zależy kto wypił te wino ;)
-
Pytanie do Fasiola, tym bardziej, że dzisiaj wymieniał w łazience okna: jeśli pojechałem dzisiaj Białystok-Krynica-Białystok, 804 km, 12 i pół godziny (korki, korki, wino), to pracowałem czy nie?
Jeśli pojechałeś w kwestiach zawodowych to pracowałaś a jeśli prywatna to nie.
Tak jest! I za to należy Ci się korek i wino!
Tony: stojąc w korkach marzyłem o winie.
-
Tak jest! I za to należy Ci się korek i wino!
Czy zamiast tego wina mógłby to być melon lub arbuz?
-
Myślałam, że to hobby-horsy. Ale może są i hobby-wielbłądy, taka wersja halal?
A o koniu podatkowym słyszeli? https://autoblog.spidersweb.pl/kon-podatkowy-co-to-jest
-
Wakacje to i ciekawostka podróżnicza. Mój szwagier zawodowo bardzo dużo korzysta z przewozów liniami lotniczymi. W związku z tym, chcąc nie chcąc, gromadzi tzw. mile przelotowe. Właśnie przekroczył milion takich mil i linie sprawiły mu w nagrodę nie lada niespodziankę: zobowiązały się, że dożywotnio, nie będą mu gubiły bagażu bez względu na liczbę przesiadek. Co Ameryka to Ameryka!
-
Ale oferta: Breakfast in London, dinner in New York, your luggage in Bangkok nadal pozostaje w mocy?
Bo bagaż trudno uznać za zgubiony, jeśli wiemy gdzie on jest. Nawet jeśli to drugi koniec świata...
-
Chyba Tony jest najbardziej obeznany z polskim wybrzeżem i rozstrzygnie spór: W;adysławowo czy Mielno?
(https://img.joemonster.org/images/vad/img_76224/cde3dcf3c49ac5ee7716b2c6b121e9cb.jpg)
-
Ano to ani tamto!
To ewidentnie Hel, kolejno: fortyfikacja ze stanowiskiem baterii artylerii stałej, wieża kierowania ogniem i wreszcie punkt obserwacji wzrokowej.
-
Proszę bardzo, fachowca to i dobrze posłuchać. Trzeba przyznać, że globalne ocieplenie daje o sobie na Helu znać.
-
Dlaczego ocieplenie? To są obiekty z lat '40 :)
-
Palma też?
-
Właśnie, może trzeba policzyć słoje, albo, co pewniejsze, Tony zna ja od 40 lat?
-
Oczywiście, że znam. Co to dla palmy kilkadziesiąt lat!?
Na tej palmie kiedyś siedział Grigorij i wypatrywał Hermenegildy ;)
-
Fakt, pamiętam te ujęcie morza!
-
Wbrew narzekaniom malkontentów, poziom świadomości i co ważne, odpowiedzialności społecznej rośnie! Niech najlepszym na to przykładem będzie nasza wakacyjna rozmowa w pewnej restauracji z pewnym kelnerem, który bardzo zachwalał pewną potrawę. Twierdził, że jest ona znakomita, świetnie przyrządzona, o czym wie, bo w ubiegłym roku pracował tu jako kucharz. Na nasze oczywiste pytanie, dlaczego obecnie jest kelnerem, z całkowitą odpowiedzialnością stwierdził, że musiał odejść z kuchni ze względu na chorobę weneryczną.
-
A tymczasem nasz personel jak zwykle staje na wysokości zadania. Oto przykład, jak w piątek koleżanka przygotowała koleżance biurko na jej poniedziałkowy powrót z wakacji!To się nazywa zgrany zespół!
-
O, zostało jeszcze miejsce, żeby koleżanka powracająca mogła sobie oprawić i postawić taki obrazek.
-
To już za miesiąc, jak będę wracał?
-
Wakacyjna ciekawostka. Indonezja liczy ok.17000 wysp. 1000 z nich się zjednoczyło, dogadało i stworzyli wspólny sos. Najlepszy na Orlenie.
-
Nieoczekiwana sytuacja hotelowa. O 12 w nocy, w pokoju sąsiadującym z zajmowanym przez koleżanki, jakiś Wloch zadzwonił do mamy i z płaczem krzyczał, że na Bali Bordello bum bum i co on ma teraz robić? Hałasy zdenerwowały naszą koleżankę, która poszła do Włocha i zrobiła mu awanturę, że taki duży chłopak sam powinien wiedzieć, co robić w takiej sytuacji. I to rozładowało sytuację, bo Wloch poczuł się jak w domu.
-
Okazuje się, że jeden z objawów dengi to gadanie od rzeczy.
Czy ja przypadkiem nie jestem na to chory?
-
Tak, od dziecka.
-
Czyli nie ma nadziei?
-
"Porzućcie wszelką nadzieję wy którzy tu wchodzicie." Taki napis nad naszym forum trzeba zrobić
-
Oj tam, gadacie od rzeczy...
-
Fasiol też ma dengę?
-
A tymczasem...
Podróżowanie po tropikach to feeria kolorów, zapachów i smaków, a każda indonezyjska wyspa ma coś charakterystycznego do zaoferowania już na lotnisku. Na przykład Bali, sprzedają tu oprócz świeżych, suszonych i kandyzowanych owoców tropikalnych... nawiązujące do tych fruktrów prezerwatywy. Furorę robi ponoć prezerwatywa o smaku duriana, bo jak w naturze łączy w sobie fatalny zapach i znakomity smak.
-
"Porzućcie wszelką nadzieję wy którzy tu wchodzicie." Taki napis nad naszym forum trzeba zrobić
Niektórzy uważali, że taki napis powinien być nad głównym wejściem do mojej Alma Mater w dniach przyjmowania narybku, ja jednak optowałem raczej nad takim znanym z koszar Legii Cudzoziemskiej: Wejdziesz tu dzikim zwierzęciem, wyjdziesz człowiekiem.
-
"Porzućcie wszelką nadzieję wy którzy tu wchodzicie." Taki napis nad naszym forum trzeba zrobić
Dodałem to zdanie do umowy rejestracyjnej pokazywanej, za przeproszeniem, nowemu członkowi forum w czasie rejestracji.
Aktualnie umowa wygląda tak:
-------------------------------------------------------------
Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie!
Wielce Szanowny Nowicjuszu!
Powodowany sobie tylko znanymi powodami trafiłeś na stronę i forum Rodziny
Poszepszyńskich. Chcemy, żebyś wiedział, iż wbrew wszystkiemu, co Cię może
tutaj spotkać, jesteś mile widzianym gościem. Nasza gościnność przybierze na
wylewności, w miarę jak Twoja obecność z nami będzie się stawaę częstsza i
efektywniejsza. Musisz jednak, dla własnego, dobrze rozumianego dobra,
zdawać sobie sprawę z kilku niepisanych reguł, którymi rządzi się ta strona
i to forum. Nieprzypadkowo jest ono poświecone najdziwniejszej rodzinie,
jaką zna słuchowisko radiowe - Rodzinie Poszepszyńskich. Duch
Rodzinno-Poszepszyńskiego pure nonsense przenika wszystkich stałych bywalców
i determinuje ich wypowiedzi, które przyznajmy, dla Osób Odbywających
Nowicjat, mogą wydawać się co najmniej dziwne, a niekiedy denerwujące. Niech
Cię to Szanowny Nowicjuszu nie zwiedzie i nie zrazi!
Wkrótce przekonasz się, że:
- możesz poznać Rodzinę Poszepszyńskich lub też pogłębić swoją, albo naszą
wiedzę na temat słuchowisk i skeczy kabaretowych;
- możesz się dowiedzieć, dlaczego tak wiele spraw nawarstwia się i spiętrza;
- możesz nas przyłożyć do rany - jesteśmy jak jodyna, szczypiemy, ale
zapobiegamy zarażeniu powagą;
- możesz pogadać na tematy, z których istnienia nie tylko Ty i my, ale nikt
dotąd nie zdawa? sobie sprawy;
- możesz na własnej skórze przekonać się czy masz poczucie humoru, gdzie się
ono znajduje i ile miejsca w Twojej czasoprzestrzeni zajmuje;
- możesz stać się uczestnikiem kolejnego spotkania forumowiczów RP w realu
lub w biedronce;
- możesz poznać, czym tak naprawdę jest błąd serwera i czy nie błądzisz
błędnie zakładając, że nie masz w tym temacie nic do napisania?
- możesz, jeśli będziesz miał szczęście, poznać czym tak naprawdę są: własny
użytek osobisty i krąg towarzyski!
Wszystko To w zamian za:
- nieumiarkowane, nieszablonowe i choćby niezborne, acz oryginalne
zabieranie sobie głosu i oddawanie go na forum
- cierpliwość, życzliwość i wyrozumiałość dla wszystkich piszących na forum,
ze szczególnym uwzględnieniem siebie samego;
- umiarkowane zakładane nowych wątków, które winno być poprzedzone
zapoznaniem się z już istniejącymi, jako, że jest duże prawdopodobieństwo,
że uda Ci się wykorzystać któryś z wątków już istniejących.
- w miarę ochoty i możliwości pomóc w rozwoju tej strony.
CZY KIEDYKOLWIEK TAK NIEWIELU DAWAŁO TAK WIELU TAK DUŻO ZA TAK NIEWIELE?
SERDECZNIE ZAPRASZAMY!!!
-
No i brawo Ty.
-
Ech, łza się w oku kręci. To pewnie przez te warany?
Co zaś do meritum waranów z Komodo, to wyobrażacie sobie, że one chodzą bez komody? Za co my płacimy?
-
Nie śpią w komodach? Skandal!
-
Za to podobno mieliście jakieś nadprogramowe wybuchowe atrakcje?
-
Nie, nas ominęło, a co do spania z waranami już wkrótce.
-
No to faktycznie, za co płacicie?
-
Za drinki i golonki?
-
Wracając do waranów, spore bestyje i groźne, bo zdarzają się ataki na ludzi. Nic dziwnego, że starają się przed nimi zabezpieczyć. W tym celu wybudowano nowiutki meczet (warany są ponoć muzułmanami). Zaś domy...Kiedyś na Komodo domy budowano na palach, żeby nie weszły do nich warany. Teraz drzewo jest trudno dostępne i buduje się, jak wszędzie, na gruncie, więc pd waranów dzielą tylko łatwe do pokonania progi. Żeby się zabezpieczyć na piętrze śpią mężczyźni, a kobiety i dzieci na parterze.
-
Tymczasem taka ciekawostka, jak przechodziliśmy obok w trudzie i znoju, na szczęście z tragarzami.
-
Przechodziliście? Pod wodą?
-
Tak, przypadkowo.
-
Cóś trochę jak obcy.
-
Na "swój" nie reagował, to fakt, ale tłumy chciały z nim pogadać, może nie słyszał?
-
Zbieram myśli, zapiski, co niestety nie wróży najlepiej, bo ten wątek będzie eksploatowany, za co z góry przepraszam.
Na początek przypomnienie trudów komunikacji w dawnych wiekach:
Poleciał arab z chorobą lokomocyjną latającym dywanem i cały dywan do prania.
-
A kilogramów obywatela z wyższym wykształceniem wróciło do kraju mniej czy więcej?
-
Sądząc po ilosci wypitego piwa, niejakiego Bintanga, sporo więcej.
(https://www.saveursupreme.com/648-large_default/bintang-pilsener-beer-from-indonesia-47.jpg)
-
Pokaż drugą stronę butelki to zobaczyny co to za wynalazek ;)
-
No i wszystko jasne, zamiast oglądać komody, smoki i wulkany to chlali.
-
Jedno nie wyklucza drugiego. Były wulkany, świątynie, smoki, orangutany, manty, rafy, dżungla, rafa koralowa (król Karol kupił królowej Karolinie rafę koralową koloru koralowego), węże, pająki, rybki i chlanie.
A piwo, zwykły przemysłowy pilsner, który da się pić jak jakiegoś Lecha, jeśli, jak Lech zimne. W tym, a w zasadzie w tamtym klimacie zimne to zbawienie. Niestety, tylko 4,7% więc przelatuje w zasadzie jak woda.
-
Wszystko pięknie, a boczek z patyka?
-
Zwyczaj sati na Bali.
Bali to ciekawa indonezyjska wyspa, gdzie wpływy hinduskie i częściowo buddyjskie przeważają nad islamskimi. Weźmy pierwszy z brzegu przykład tradycyjnego hinduskiego zwyczaju palenia kawy, wróć, palenia wdów, tzw. sati. Wyglądał on tak, że wdowa była w bogatych rodzinach lub na dworze królewskim palona lub zrzucana z wysokich schodów. Niestety, biedne rodziny, których była i jest ogromna większość, nie mogły sobie pozwolić na wydatek budowy tak wysokich schodów lub na koszty opału. Ku rozpaczy więc wszystkich zainteresowanych, ponieważ nie było co z biednymi kobietami robić, zwyczaj zrzucania trzeba było zarzucić. I tylko – jak mawia regionalne przysłowie - kobiet żal.
-
Na hinduistycznej wyspie Bali imiona nadawane dzieciom były przypisane do każdej kasty. Nic dziwnego, że w najniższej, najbiedniejszej kaście rzadkim imieniem było: Choć jeść, a częstym: Zjesz jak coś znajdziesz.
-
To tak jak u nas na koty często woła się Tydraniu?
-
To tak jak u nas na koty często woła się Tydraniu?
A nie "Daćkotu"?
-
To na drugie.
-
Okazuje się, że pytanie, gdzie na indonezyjskiej wyspie Jawie można kupić opony zimowe nie jest na miejscu. Ciekawe, bo mimo że to tropiki, opony zimowe są bardzo trudno dostępne i nie wiadomo dlaczego, bardzo drogie.
-
Cezarianu, a tak w ogóle to dobrze się czujesz?
https://podroze.onet.pl/aktualnosci/pogryzl-turystow-na-popularnym-szlaku-w-indonezji/zxws008
-
Tę górę sobie odpuściłem, jak widać słusznie.
-
Jak wszyscy wiemy przy wejściu na pokład samolotu uprzejma obsługa prosi o okazanie biletu i kieruje do odpowiedniego przejścia/korytarza. Okazuje się, że najtrudniejsze pytanie zawodowe, jakie można im zadać, przynajmniej w większości samolotów, to: schodami w górę czy w dół?
Ponieważ miałem coś z 10 lotów więc spraktykowałem te pytanie wzdłuż i wszerz. W większości reakcje były pozytywne, tylko raz zdumiona stewardesa uciekła z pokładu, na szczęście przez rękaw, a w innym przypadku wpadła w tak zwane zamurowanie, z którego wyprowadził ją dopiero uczynny kolega tłumacząc, że powinna powiedzieć: prosto, na prawo, po jednym półksiężycu dla każdego. Tak, półksiężycu, islamskie kraje, jak się okazuje mają swoją specyfiką nawet podczas ukrzyżowania, znaczy upółksiężycenia.
-
Druga gwiazda na lewo i prosto aż do rana.
Z tym, że to instrukcje dla załogi w kokpicie.
-
Ee, myślę że drogę do gwiazdy pilotom załatwia autopilot.
-
No to mogą byś instrukcje dla autopilota.
Jeśli w tej roli zatrudniają AI, to cholera wie, skąd wiedze o lataniu czerpie. Może i od Piotrusia Pana.
-
Z nadajników naziemnych? O satelitarnych nawet nie wspomnę.
-
Obecny sułtan Indonezji ma tylko jedną żonę i nie ma haremu. Oficjalnie jest nowoczesny, ale miejscowi wiedzą swoje: Nie stać go, jest za biedny. Nawet nie ma co wspominać, jak to fatalnie wpływa na jego autorytet, zwłaszcza w oczach jedynej żony. Tajemnicą poliszynela są ciągłe awantury, jakie mu urządza z tego powodu, twierdząc, że to wstyd przed innymi sułtanami i królami.
-
Nie dziwię, pewnie codziennie musi zupę gotować i pranie robić bo żadna jej nie wyręczy...
-
Tak jest, że o innych obowiązkach nawet nie ma co wspominać. Do tego nie po to wychodziła za sułtana, żeby teraz wstydzić się swojej chudoby!
-
I sama musi na niego wrzeszczeć, bidulka...
Chyba, że akurat mamusia przyjedzie w gości !@!
-
Ponieważ dzień Meli i edukacji zbliża się wielkimi krokami, warto wspomnieć o ciekawostce w temacie z Indonezji.
Szkoła podstawowa i średnia w Indonezji jest darmowa, dzieci muszą za swoje kupić tylko mundurki i broń.
-
A amunicję pewnie nauczyciele zapewniają za swoje?
-
Nie może być tak, że wszystko zapewnia Państwo, nawet amunicję.
-
Indonezyjskie ciekawostki medyczne. Każdy gabinet ginekologiczny ma tu kanał jak do naprawy samochodów. Ponoć jest to związane z faktem, że ogromna większość kobiet to muzułmanki i nawet do badań nie mogą zdejmować galabii.
Niektóre przepisy są tu jeszcze dziwniejsze niż nasze RODO. Na przykład, kliniki medyczne, na wielkiej tablicy przed budynkiem swojej siedziby, umieszczają nazwiska pacjentów, którzy zmarli na skutek ich błędów medycznych.
-
Ciekawostka językowa. Jedyne zdanie jakie zaczepiony przez nas Indonezyjczyk znał po angielsku to: „Litwo ojczyzno moja, dzięcielina pała”. Tak mu się przynajmniej wdawało, a my nadal nie wiedzieliśmy, czy sprzedaje alkohol, a choćby piwo.
-
I tym się różni od Palestyńczyka, który pod Górą Kuszenia intonował "Dobra, dobra, zupa z bobra". Czy jakoś tak podobnie.
-
Z czego można zdaje się wnioskować, że zarówno bobry jak i dzięcielina są halal?
-
Jeśli dziecielina jest halal, to pała czy nie?
-
Tylko jeśli obrzezana.
Tak wiem >idesobie<
-
I tą metaforą docieramy do Jankiela.
-
Na Indonezji na każdym lotnisku sprzedają miejscowy gatunek rumu: VIP room. Co ciekawe, nie jest dostępny w żadnym innym miejscu.
-
Bo to dla pilotów. Bez roomu mają lęk wysokości.
-
Tak, z rumem i w roomie o wiele lepiej się pracuje.
-
Na Indonezji na każdym lotnisku sprzedają miejscowy gatunek rumu: VIP room. Co ciekawe, nie jest dostępny w żadnym innym miejscu.
Na Okęciu chyba też jest. Może importowany? Albo z kartofli?
-
A tymczasem, śpieszcie się latać samolotami, tak szybko...
Ze względów bezpieczeństwa oraz przepisy RODO, lotnisko Chopina utajnia od 1 listopada numery i kierunki lotów.
-
Już wiadomo czym się różni islam egipski od indonezyjskiego, w Indonezji nie musisz płacić za zrobienie miejscowym zdjęcia. A to nie są tanie rzeczy.
-
Ale czy oni tam występują z wielbłądem? Albo chociaż z białym misiem?
Ten egipski islam taki trochę podobny mi się zdaje do wyznania podhalańskiego...
-
Rzeczywiście, podobieństwa Egiptu z Podhalem są uderzające, a czy miś, czy wielbłąd, formuła ta sama. Są też jednak pewne różnice. W Egipcie ciupagi nie uświadczysz, bo symbole faraonów to jednak nie to samo. A Indonezji ani ciupagi, ani berła, ani laski, aleć nic dziwnego, skoro sułtan bieduje.
-
Z nieznanych mi bliżej powodów modne są teraz publiczne oświadczyny i jak najbardziej oryginalne pomysły na ich wyrażanie. Tak było i tym razem, kiedy to chłopak w samolocie ukartował ze stewardesą wylosowanie przez jego dziewczynę pierścionka zaręczynowego. Niestety popełnił błąd, bo dziewczyna obraziła się, że oświadczyny zostały złożone w Ryanairnerze, a więc w tanich liniach lotniczych i że za nisko ją ceni. Nic dziwnego, że zaręczyny już po poł roku rozpadły się ślubem. I nawet nie odzyskał pierścionka. Będzie żałował do końca życia, a wystarczyło kupić business klasę.
-
Z nieznanych mi bliżej powodów modne są teraz publiczne oświadczyny i jak najbardziej oryginalne pomysły na ich wyrażanie. Tak było i tym razem, kiedy to chłopak w samolocie ukartował ze stewardesą wylosowanie przez jego dziewczynę pierścionka zaręczynowego. Niestety popełnił błąd, bo dziewczyna obraziła się, że oświadczyny zostały złożone w Ryanairnerze, a więc w tanich liniach lotniczych i że za nisko ją ceni. Nic dziwnego, że zaręczyny już po poł roku rozpadły się ślubem. I nawet nie odzyskał pierścionka. Będzie żałował do końca życia, a wystarczyło kupić business klasę.
No ale przecież tam można sobie podbić tzw bębenka wykupując za bodaj 70 PLN tak zwane PRIORITY, które - poza tzw prestydżem (o pierwszeństwie zaokrętowania nie wspominam bo to trochę lipa) - daje możliwość zabrania średniej wielkości sakwojażu. Może by wystarczyło?
-
Sam nie wiem, może poczekajmy na wiążącą opinię naszej niezależnej ekspertki. Na mój gust priority pass, nawet z większym bagażem może być za mało. Chyba, że z loungem, to może?
-
I znowu siejecie defetyzm. Lepiej, że przed ślubem, jakby po slubie, to dopiero wtedy by mógł żałować do końca życia. A tak to do następnego podrywu.
-
Jak pewnie zauważyliście, wszędzie otaczają nas „mięsne” potrawy wegetariańskie. A to sojowy kotlet mielony, a to stek z marchewki. Indonezja poszła w tym rozwoju o wiele dalej i szybciej. Wszędzie można dostać wegańskie kurczaki, czyli takie, które nie były karmione mięsem a wyłącznie warzywami i zbożem i to z wolnego wybiegu!
Co więcej, mają tu paluszki drobiowe o smaku idealnie przypominającym krabowe. To dlatego, że kurczaki i kraby były razem hodowane. Oczywiście na wolnym pływie.
-
Paluszki krabowe to prawie jak szynka z łososia. O ile jeszcze u kurczaków można się na upartego dopatrzeć jakichś paluszków, to w anatomii kraba chyba próżno szukać takich elementów?
-
Paluszki krabowe to prawie jak szynka z łososia. O ile jeszcze u kurczaków można się na upartego dopatrzeć jakichś paluszków, to w anatomii kraba chyba próżno szukać takich elementów?
Może, jak są trzymane razem z kurczakami, to mają nibypalce?
-
Borneo. Dżungla, trzynasta, tropiki, gorąco, powietrze bez ruchu, duszno, wilgotno. Teraz już wiem, jak stała na stacji lokomotywa… I jak ruszyła.
-
Powoli ospale, jak żółw ociężale?
-
Uff jak gorąco!
Cytat z Leona, strach pomyśleć jak czułby się jako lokomotywa w dżungli?
-
Uff jak gorąco!
Cytat z Leona, strach pomyśleć jak czułby się jako lokomotywa w dżungli?
W ogóle bym się nie czuł, bo zmarłbym tragicznie z przegrzania.
-
Ale przed śmiercią...
-
Sam nie wiem, czy wątek sportowy czy ten, ale to w końcu reminiscencje podróżnicze...
Ciekawostka religijno-sportowa. W indonezyjskich meczetach podczas modułów i śpiewów do Allaha bardzo często podśpiewuje się także do Salaha, trochę do Lewandowskiego, a rzadko, zwłaszcza w stosunku do modłów zanoszonych w Arabii Saudyjskiej, do Ronaldo. Oczywiście Messi jest poza konkurencją, a część muezzinów uznałoby go wręcz za proroka, gdyby tylko zmienił wiarę na tę jedyną. Z tych samych powodów Jesus Imaz musiałby zmienić nie tylko wiarę, ale także imię.
-
Nieoczekiwana ciekawostka, okazuje się, że 152 kapsle po piwie przejdą na lotnisku przez kontrolę bezpieczeństwa bagaży, ale sporo ważą.
-
Co roku z okazji święta państwowo-religijnego Sułtan Indonezji w corocznej procesji wrzuca do wulkanu Bromo ofiarę z kwiatów, żeby Allah był syty i Bóg Shiwa miał ogarek, gdyż Allah to niewypowiedziane dobro, oczywiście poza niewiernymi, a Shiwa to specjalista równości w niszczeniu. A może odwrotnie, kto ich tam wie? W każdym razie dobrze, że islam to religia pokoju. Sami zaś poddani sułtana, licznie uczestniczący w uroczystościach, wiedzą swoje: wrzuca kwiaty, bo jest biedny i ma tylko jedną żonę.
-
Koguty są w dżungli Borneo gatunkiem inwazyjnym i wypierają orangutany. Wiele tych małp spadło z drzew ze skutkiem śmiertelnym niespodziewanie obudzonych o 3 w nocy pianiem koguta. Co więcej, przez wszystkożerny drób, w dżungli coraz trudniej o halibuty co stawia orangutany przed perspektywą śmierci głodowej, zwłaszcza że nie znoszą dorszy. Jeśli dodamy do tego, że koguty nie dopuszczają orangutanów do kur, zwłaszcza niosek, nie dziwi, że te człekokształtne są na krawędzi wyginięcia.
-
Florescenczyk.
Indonezja także ma swoje zabawy językowe. Kucharz na statku, którym płynęliśmy pochodzi z Flores, więc jest florescenczykiem i dlatego zdaniem niektórych jest florescencyjny. Niestety dla nas, a w zasadzie dla naszego podniebienia, bardziej zajmował się florą niż fauną.
-
Esy floresy serwował?
-
Dom Caritas w Bieszczadach i ogłoszenie w łazience: jeśli jesteś chrześcijaninem, nie wrzucaj do muszli w.c.: środków higienicznych np.: ręczników papierowych, podpasek, chusteczek nawilżanych, tamponów, itp. bo grozi to zapchaniem pompy oczyszczalni.
-
Bisurman może?
-
Widać bisurmanie nie mają środków higienicznych?
-
Wracając do Bieszczad, które odwiedziliśmy w poszukiwaniu rydzy, to w tym roku nocna trasa obwodnicą bieszczadzką ciągnęła się wyjątkowo. Wszystko przez szczepionkę dla lisów, którą dla oszczędności rozrzucano na drogach zamiast w lesie i trzeba było omijać lisy wychodzące na drogę, żeby się zaszczepić. My zachowaliśmy czyste kont, ale sądząc rudych zwłokach, nie wszystkim to się udało.
-
Czy jeżeli niedźwiedź zeżre truchło takiego świeżo zaszczepionego lisa to też się od razu zaszczepi?
-
Dobre pytanie, jeśli tak, niedźwiedzie wylegną na ulice? Dopiero będzie jazda, mając na uwadze, że w Bieszczadach jest ok. 150-200 niedźwiedzi.
-
A ulic ile? Ile by wypadło niedźwiedzi na jedną?
-
Ulic wiele, ale obwodnica bieszczadzkie jedna.
-
Warto wspomnieć, że kraje dalekiego wschodu od dawna mają swoje pomysły na współistnienie ludzi i zwierząt. Nie tylko połów ryb przez kormorany, nie tylko dzikie pszczoły i miód. Niebywałą współpraca ludzi i dzięciołów ma miejsce na Indonezji. Dzięcioły wydziobują w palmie kokosowego miejsca na stopy, żeby człowiek wspiął się po kokosy. Niestety, stopy Indonezyjczykom rosną szybciej niż ewolucyjne nawyki dzięciołów, której nie dobierają otworów pod rozmiar stóp, co wywołuje zrozumiały konflikt. Miejscowi zaczynają mścić się na dzięciołach. Jak rozwiązać konflikt?
-
Była już mowa o tym, jak słusznie wielkim szacunkiem cieszą się orangutany na Indonezji, gdzie nazywa się je „leśnymi ludźmi”. Wynika to z wielu „ludzkich” zachowań tych naczelnych. To nie tylko słynna wygrana jednego z samców w „Milionerach” i w „Mam talent. Uznanie budzi zwyczaj układania przez orangutany – chociaż same poruszają się po drzewach - pomostów z desek przez kałuże, co zwłaszcza w porze deszczowej w dżungli bardzo się przydaje.
Orangutany siedzą nocą na drzewach przy świeczkach, a jak pada to po ciemku. Nic dziwnego, że mama orangutana jakże po ludzku mawia do synka: Tylko nie wchodź wysoko na drzewo i mocno się trzymaj, jak śpisz.
Niestety, notuje się także przejmowanie negatywnych wzorców społecznych: znany jest przypadek dominującego samca, który wykorzystując swój status jako gatunku krytycznie zagrożonego, nie dopuszcza do jedzenia nikogo ze stada, bijąc wszystkich dookoła, nic sobie z tego nie robiąc, że ma już założona niebieską kartę za przemoc w rodzinie.
-
Bardzo ładne, przekrojowe opracowanie na temat.
A ja za to znam piosenkę o orangutanie. W sumie to tylko refren pamiętam, więc może Jarek całość przypomni...
-
I to jest dobre pytanie, czy orangutan może być samurajem? Czy katana nie będzie przeszkadzała na drzewach, bo z kodeksem bushido chyba nie będą miały problemu?
-
I co z rosnącymi cenami propanu i butanu?
-
Borneo bogate w surowce?
-
Park krajobrazowy wulkanów w Bromo na Indonezji. Rzeczywiście robi ogromne wrażenie, już choćby przez wszędobylskie ostrzeżenia: Sikanie do wulkanu surowo zabronione, grozi erupcją.
-
Szczególnie sikanie po proseco może być niebezpieczne!
-
To ja mogę?
-
Szczególnie sikanie po proseco może być niebezpieczne!
Chyba tak, bo z bąbelkami.
To ja mogę?
Z proseco czy bez?
-
Bez. Bo bez ładnie pachnie.
-
Bez krótko kwitnie. Może nalewka bezowa?
-
Ale po niej też chyba nie wolno sikać do wulkanu?
-
Nie, ale mógłbyś spróbować...
-
Zrobić nalewkę z bzu czy nasikać do wulkanu?
-
Zrozumiałem, że po to zrobisz nalewkę, żeby zaszczycić nią wulkan, ale ja coś dzisiaj słabo łapie wszystko w lot.
-
Ty mnie tu nie dziwacz. Nalewkę mogę zrobić ale z piciem to już gorzej a i wulkanu do sikania nie mam na podorędziu.
-
Nie masz, nie masz... Zamiast tylko Hurghada i Hurghada, możesz raz wybrać się nad Etnę, Wezuwiusz (ciepło) czy na Islandię, mniej ciepło. Teide i okolice także mogą być. Bromo też polecam, choć sporo dalej.
-
Albo Pico ;)
-
Krakatau może być?
-
Teoretycznie tak, ale sprawdź, czy także nie ma zakazu sikania, bo się narobisz na darmo.
-
Wszyscy słyszeli o waranach z Komodo. Mniej popularne są natomiast perły z tej wyspy i zupełnie niesłusznie, bo zdaniem miejscowych warany płakały jak je znosiły.
-
A skąd ich naznosiły?
-
W liściach, one wszystko znoszą w liściach.
-
Co kraj to zwyczaj. Takie ogłoszenie pilota przed startem na lotnisku w Indonezji. Jeśli nie będzie katastrofy dolecimy do Surabai za 1h i 10 minut.
-
A jak będzie to szybciej?
-
To niczego nie będzie?
-
Zawsze tyle lądowań co startów. Ale gdzie to lądowanie, to już inna sprawa.
-
Co kraj to obyczaj, zwłaszcza w kulinariach. Na Indonezji większość kotów ma obcięte w części ogony, bo uchodzą one za przysmak. Zwłaszcza końcówki. Jakoś nie byliśmy zainteresowani szczegółami przyrządzania…
-
Dobrze że tylko końcówki kotów uchodzą za przysmak.
-
Fakt i to nie wszystkie końcówki. Na przykład łapek nie obcinają.
-
Jaszczurcze ogony chyba bardziej ekonomiczne, bo ponoć odrastają?
-
Ekonomiczne tak, ale mniej smaczne?
Choć, ponoć gusta wyrabia się odpowiednim marketingiem. To znaczy, że - przynajmniej na Indonezji - lobby kocie przegrywa z jaszczurczym, co biorąc pod uwagę siłę waranów, nie powinno budzić wątpliwości.
-
Fakt i to nie wszystkie końcówki. Na przykład łapek nie obcinają.
Miałem na myśli raczej męskie końcówki.
-
Kocice także chodzą bez części ogona...
-
A wiadomo, że im kot starszy, tym ogon ma twardszy.
-
Wszyscy mamy przed oczyma pocztówkowe widoki z Indonezji: tarasowe zielone uprawy ryżu upstrzone palmami, a wszystko z widokiem na ocean i wulkany. To prawda, ale jak się spojrzy w dół widać na polach wszędzie węże. I te jadowite i te ogrodowe, nawadniające. Dopiero po zaprowadzeniu powszechnej irygacji gumowymi wężami okazało się, że dziurawe szlauchy wydają syczące dźwięk łudząco podobny do syku węża, co wywołuje mnóstwo nieporozumień. Ludzie, nie widząc w zaroślach szczegółów, tną rury ogrodowe maczetami albo odwrotnie, próbują podłączyć prawdziwe węże do kranu. Co więcej, także węże mylą szlauchy z przedstawicielami swojego gatunku co powoduje dużo ofiar wśród gadów i po stronie ludzi.
Nic dziwnego, że chłopi ustawiają chorągwie na polu ryżowych do odstraszania węży.
-
Ostatni obóz przed atakiem na szczyt.
-
Ładne cacko. A czego szczyt?
-
Lenistwa. Widzisz, że w namiocikach suślą.
-
Jak się suśli w namiocie to trzeba mieć obowiązkowo paprykarz szczeciński. Pamiętam ze szkoły.
-
Paprykarz się nie załapał, ograniczenia wagowe Wizzaru.
-
Tymczasem, zawczasu się odmelduję, że skoro słonko nie ma zamiaru tutaj wyściubiać nosa to trzeba się pofatygować do niego.
Fasiol pewnie nie będzie miał problemu ze zgadnięciem gdzie.
Bluesmanniak kilka(naście) wpisów temu prawidłowo sondował. A skoro kanarki już kto inny karmił, to zostaje ten drugi kierunek.
Wyspać się musiałam na zapas, bo wylot jutro z rana (o ile ichni lotniskowy Pan Zbyszek ze swoją Maszyną się wyrobią), a tam też nie będzie zmiłuj, bo nie po to za słonkiem gonię, żeby je przespać. Poza tym, cytując odpowiednie tematycznie dzieło kultury: A hipopotamy to kto nakarmi?!?
Fasiolowi od razu pozwolę sobie życzyć Wesołych Świąt, bo jak wrócimy, to będzie już miał nie tylko po Wigilii.
Ale Szczęśliwego Nowego to jeszcze tutaj koło północy zdążę :)
-
Fasiol pewnie nie będzie miał problemu ze zgadnięciem gdzie.
No wiadomo, żeby mi zrobić na złość Hurghada.
-
Wiedziałam, że docenisz ;D
Zdjęcia przyślę.
-
Koniecznie. I pamiętaj, ciupaga.
-
Ze skarabeuszem?
-
Z Anubisem!
-
Anubis made in china
-
Tymczasem, melduję, że ta Hurghada trochę przereklamowana w kwestii hurghadowości.
Może i słonko cały dzień, może i plus dwadzieścia, ale pizga jak w kieleckiem.
Fasiol, nie masz czego żałować.
Żartowałam ;D
Znaczy, nie w sprawie pizgania, serio pizga.
-
...plus dwadzieścia...
-
Ale tylko w dzień!
Na wyjazd rano mamy wbić w kurtki.
Rano, he, he.
Coś koło trzeciej pobudka 0>[
No, nie przyjechaliśmy tu wypoczywać...
-
Trzeciej popołudniu? Wtedy robi się chłodniej? ;)
-
No bardzo śmieszne.
Dobranoc!
-
Skarabeusze na noc ;)
-
No, nie przyjechaliśmy tu wypoczywać...
A już na pewno nie suślić.
-
Skarabeusze na noc ;)
Skarabeusze w kartusze, a karaluchy pod poduchy.
Chociaż to zależy od klasy hotelu...
-
Jeszcze nie wiemy, co stąd przywieziemy, że tak się dołączę do rymowania.
A wiecie, że tutejsza trzecia to w sumie druga?
To teraz już wiecie...
-
To teraz Mela bliżej mnie niż Polski.
-
Na emigrację to każden jeden by chciał ...
-
Zobaczymy jutro, czy wrócimy. Piątkowy samolot nie przyleciał.
-
Zobaczymy jutro, czy wrócimy. Piątkowy samolot nie przyleciał.
A co mu się stało?!
-
Zamieszanie polityczne Arabia Saudyjska ZEA.
-
Ciekawe czy Cezarian schudł na wyprawie?
-
A wykształcenie ma?!
-
I to jakie!
-
To po stówie za każdy kilogram!
-
Euro!
-
Na razie mówią, że nasz lot odwołany niezależnie od wagi pasażera.
-
Na razie mówią, że nasz lot odwołany niezależnie od wagi pasażera.
Na pierwsze machanie zdążysz wrócić? Bo derby Barcelony oglądasz na lotnisku?
-
Na razie mówią, że nasz lot odwołany niezależnie od wagi pasażera.
Odwołany z powodu opadów śniegu?
I co teraz, jak za długo będziesz czekał to za bardzo schudniesz!?
-
Na pierwsze baskecenie to planowo nie miałem jeszcze wrócić. Obym wrócił na drugie.
Trwają równolegle negocjacje cenowe co do utrzymania wagi lub schudnięcia.
-
Jak przytyłeś to tobie dopłacą na lotnisku.
-
Może przez Wenezuelę mieli wracać?
Tymczasem, melduję, że nie zjadły nas mrówki faraona, udało nam się też nie zostać w żadnym z grobowców w Dolinie Królów.
Dzisiaj luksus, pobudka dopiero o czwartej. Potem dajemy się zrobić w balona a następnie spławić. Nilem, pod prąd.
Dobranoc, hipopotamy na noc.
-
Tylko nie proś żeby Grzegorz luby kupił Ci krokodyla nilowego.
-
Alabastrowego można było kupić, ale też podziękowałam.
Ciupag nigdzie nie ma. Dziwne, bo fasiągi i Krupówki mają.
-
A piramidon w aptece mają?
-
Kup laskę faraonów, podobna do ciupagi, Fasiil będzie zadowolony. Do tego dorzuć biczyk nechech, to może i małżonka Fasiola się ucieszy?
-
A dla Alvina?
-
Kup laskę faraonów, podobna do ciupagi, Fasiil będzie zadowolony. Do tego dorzuć biczyk nechech, to może i małżonka Fasiola się ucieszy?
Ty jeszcze na wakacjach czy już w kraju? Bo każda para rąk się przyda do odśnieżania!
-
Leona wzywaj, on lubi taką pogodę.
-
Leonu za ciepło, aktualnie -2, przegrzeje się przy odśnieżaniu ;)
Czy są takie paczkomaty, żeby łopatę zmieścić?
-
Chyba raczej nie, szufla się zmieść ale z trzonkiem będzie kłopot. Znajomy kurier nie wrzuci ci łopaty za płot?
-
Leona wzywaj, on lubi taką pogodę.
Może być nawet kilka stopni na plusie, żeby ten cholerny śnieg się roztopił.
Jak na razie z tym lipa, a przy okazji właśnie spada świeży.
-
Może być nawet kilka stopni na plusie
No, tak ze 25. W cieniu.
-
Może być nawet kilka stopni na plusie
No, tak ze 25. W cieniu.
Nie, dziękuję, o samobójstwie jak na razie nie myślę.
-
Tony, pisałem, że odwołali wszystkie samoloty. Piszemy do MSZ, konsula w Rijadzie, że o biurze podróży nie ma co wspominać. Na razie wszyscy nas pocieszają, że robią co mogą. Pytanie, kiedy to wybuchnie medialnie.
-
To nie wiadomo czy na pierwszy mecz Jagi wrócisz?
-
Nie wiadomo. Na razie podłączyliśmy nasze wspólne (8 osób) zasoby gotówkowe (nie przyjmują kart, przelewów etc.) i wytrzymamy ok. 2 tygodni. Potem Mela kończy turnus w Hurghadzie i nas wspomoże. Przez Morze Czerwone blisko.
-
Mela pływa po Nilu, więc wątpię... Ale że kart nie przyjmują?! Barbarzyńcy!
-
A karty z menu tam mają? Boczek z patyka?
-
Tony, pisałem, że odwołali wszystkie samoloty. Piszemy do MSZ, konsula w Rijadzie, że o biurze podróży nie ma co wspominać. Na razie wszyscy nas pocieszają, że robią co mogą. Pytanie, kiedy to wybuchnie medialnie.
Medialnie to tylko o Grecji piszą, że tam nic nie lata...
-
Nie ma restauracji, nie ma kart menu. Jechała z nami grupa przewodników, powożąca, stawiająca namioty i gotująca. Jedzenie znakomite, wszystko świeże, ale zamiast boczku z patyka zaserwowali nam... oczywiście kozę. Smaczniutka, swieżutko przed obiadem zabita. Miejscowe,choć egipskie sępy miały z resztkami używanie. Do tego ryby do wyboru, kurczaki, że o przekąskami nie ma co wspominać
-
Nie ma restauracji, nie ma kart menu. Jechała z nami grupa przewodników, powożąca, stawiająca namioty i gotująca.
Bożesz, to jakaś karawana przes pustynię była?!
-
Właśnie mówiły w Teleexpressie że Cezarian na Sokotrze nie ma boczku.
-
A to wam się koniecznie bezpośrednio wracać zachciało?
Dawaj przez Hurghadę.
Melduję, że tu ani krokodyla, ani nawet hipopotama. Za to po powrocie do kajuty zastaliśmy na środku słonia.
Niestety został już rozparcelowany do celów kąpielowych.
Tymczasem, wczoraj pobudka była o trzeciej, dziś o czwartej, jutro rozpusta, można pospać do siódmej nawet. Rozpusta, powiadam.
Na razie stoimy i czekamy w kolejce do śluzy, bo w tradycyjnych regatach wycieczkowców uplasowaliśmy się w środku stawki. Ferrari to to nie jest.
W odróżnieniu od poznanego wczoraj konia dorożkarza. Podobno tak miał na drugie. Koń, nie dorożkarz.
-
O! Na Netflixie jest film o Meli ekskursji.
-
O! Na Netflixie jest film o Meli ekskursji.
Zaczynam się poważnie obawiać o Grzegorza...
-
Podobno krokodyli nie ma.
-
Ale tam trup się ścielił żeński, przynajmniej w obejrzanej przez nas przed wyjazdem jedynej słusznej wersji z Davidem Suchet.
Tymczasem, jak się okazuje to porządny rejs, dbają, żeby rozpusty nie było. O siódmej to mamy być już po śniadaniu, w blokach startowych na wycieczkę po kolejnej świątyni.
Wyśpię się chyba w domu.
-
Domyślam się że boczku z patyka w Memfis w programie nie ma?
-
Nie ma, to kraj arabski.
Na przykład,
Typowe tutaj zdanie na dykcję to: Hasa sobie Haasan, a Mahomet jest jego prorokiem.
-
To sobie Cezarian pohassał ;D
Dobrze, że na Sokotrę nie pohassał...
-
Jak to nie? Właśnie tak.
-
Na Sokotrę?! Łomatko... To faktycznie może łódką do Hurghady i na Olimpiadę zdążysz?
-
Dlatego namawiam Melę, żeby doplyneła tu swoim statkiem nilowym.
-
My tylko do Wielkiej Tamy im. faraona Nassera płyniemy. Może jakiś następca kiedyś przekopie kanał do Morza Czerwonego, ale na razie to musielibyśmy wziąć ten statek na ramiona jak kapłani królewską barkę...
-
Ale z Hurghady już się da!
Sokotra to ciekawe miejsce. Podczas, gdy cały świat mówi "O my god", tutaj wykrzykują "O my goat".
-
A kiszkę ziemniaczaną tam mają?
-
W baranim flaku? Albo kozim?
Tymczasem, melduję, że w świątyni niejakiego Sobka zapomnieli nakarmić krokodyle. Wyglądały jakby od dwóch tysięcy lat nic w pysku nie miały.
-
Tr krokodyle wyglądają na sztywne?
-
Zabalsamowane na sztywno.
-
W baranim flaku? Albo kozim?
Tymczasem, melduję, że w świątyni niejakiego Sobka zapomnieli nakarmić krokodyle. Wyglądały jakby od dwóch tysięcy lat nic w pysku nie miały.
Takie chude szkapy? Może wybredne i nie każdy turysta im smakuje ;)
-
Albo nie lubią sztucznych tkanin dryfit?
-
Onet też pisze o Sokotrze:
https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/utkneli-na-sokotrze-polak-koncza-nam-sie-zapasy/flmkqst,07640b54
Fajne toalety ta macie ;)
-
To raczej prysznic, ale fakt, warunki toaletowe słabiutkie. W takich namiotach spali tu wszyscy przez caly pobyt, bo prawie nie ma hosteli. Hostel kosztuje ze śniadaniem 40 dolarów za pokój dwuosobowy, namiot na plaży 5 dolarów. Wszystko da się załatwić z touroperatorem, przynajmniej my nie mieliśmy problemu. Ba, nasz miejscowy powiedział, że możemy za wszystko zapłacić po powrocie do Polski.
Pozostaje pytanie, kiedy wrócimy.
-
A dużo kóz jeszcze wam zostało do zjedzenia!
-
Kóz wystarczy tu na lata.
-
Musztardę mają?
-
Najważniejsze, że internet mają.
-
Kóz wystarczy tu na lata.
No to spoko, chyba że tęsknicie już za polską zimą?
-
Ani chybi Cezarian będzie musiał tam kancelarię otworzyć. Pierwszy klient przyjdzie ze sprawą skradzionej kozy.
-
To raczej sprawa na posterunek policji? O ile tam takie są... Poza tym, bez pani Notariusz za ścianą to się nie uda ;)
-
Na komisariacie już był i wizyta nie przebiegła po jego myśli. Dlatego potrzebuje prawnika.
-
Musiałbym dokształcić się w prawie koranicznym, a to nie są tanie rzeczy.
-
To już chyba ten prywatny odrzutowiec do domu taniej wyjdzie?
-
Niech żyją muzułmańscy alkoholicy! Szczegóły wkrótce.
-
No, no, no ... ;)
-
Zwłaszcza na wyspie bez alkoholu.
-
To po co było tam fruwać?
-
To gorsze niż samobiczowanie?!
-
Alkoholicy wszystkich religii łącznie się!
-
Nie Sokotra a Sodoma i Gomora! ;D
-
Cezarian schlał miejscowego pilota kukuruźnika który opyla tam pola i ma ich przefrunąć do Egiptu.
-
To byłoby fajnie, ale na razie siegnęliśmy znacznie niżej. Autostop. I bliżej - Hadibu.
-
Tutaj w drodze powrotnej spod zwrotnika wymijaliśmy dwóch obywateli transportujących na przyczepce od tuktuka dwie metalowe kanki z wystającymi od góry również metalowymi rurkami.
Cały autokar że znawstwem godnym rodaków Jakuba Wedrowycza stwierdził jednogłośnie: Zacier!
Co tam było to nie dało się sprawdzić, zwłaszcza, że istniały obawy, że spróbują nam go opchnąć za łandola (to tak tutejsza obiegowa waluta). A program mamy jeszcze napięty.
Aha, tym razem w pokoju czyhał na nas krokodyl, ale uporaliśmy się z nim równie chwacko co wcześniej że słoniem.
-
To byłoby fajnie, ale na razie siegnęliśmy znacznie niżej. Autostop. I bliżej - Hadibu.
-
To byłoby fajnie, ale na razie siegnęliśmy znacznie niżej. Autostop. I bliżej - Hadibu.
A po co do Hadibu? Tam jest mekka alkoholików?
-
Mekka turystów chcących stąd wylecieć. Na razie stoimy od 10.
-
Ale lotnisko jest przecież gdzie indziej!?
I tak stoicie i czekacie na autostop?
-
Nie, na potwierdzenie, czy coś poleci, kiedy, ile weźmie osób, kto jest na liście, ile będzie samolotów, zdobyć pieniądze.
Na szczęście Fasiolek, mimo wigilii pieniądze dowiózł, ale już wrócił, bo ma święta.
Rodzinę poznaje się w biedzie.
-
Fasiol dowiózł? Balonem???!!!
-
No przecież nie na osiołku?
Podobno MSZ już coś ogarnął, z tym, że w pakiecie jest rozszerzenie programu zwiedzania o Dżeddę.
Niektórzy to mają fuksa.
-
Byzydury. Jest informacja z MSZ, że załatwili 3 loty, co zupełnie nie pokrywa się z wiadomościami tutaj. Niby załatwili, a Rosjanie już wydali oświadczenie, że pierwszym samolotem polecą oni. Chaos informacyjny.
-
Rosjanom wierzysz?!
-
Na pewno nie polskiemu MSZ i Konsulowi.
-
Ale puśćcie ruskie przodem. Niech się na nich przetestuje bezpieczeństwo przestrzeni powietrznej.
Tymczasem jutro pobudka o piątej, rozpusta.
Żegnamy statek, lecimy na daleką północ. Pewnie trzeba będzie kufajki wzuć na grzbiet, nie wiadomo jak tam pogoda w Kairze
A teraz jeszcze ludowy zespół nubijski na korytarzu pod naszymi drzwiami ewidentnie dręczy jakąś kozę.
-
Jutro w Kairze wyjątkowo tylko 25 i o dziwno słonko.
-
Nie rzecz w tym, że ruskie przodem (potwierdzone, lecą jutro rano pierwszym samolotem), ale, że nasz MSZchwali się, że rozwiązał problem załatwiają 3 samoloty. A z Polakow, których jest najwięcej, według naszej wiedzy (komunikatory), nikt nie poleciał. O wszystkim decyduje Arabia Saudyjska, a nie nasze chwalicie z ministerstwa.
-
Mela jutro leci, może jak starych czasów porwie samolot. Tylko nie na Berlin-Tempelhof a po Ciebie poleci.
-
U nas niby dzisiaj też pierwszy leci, na razie jest spóźniony.
-
Pewnie muszą najpierw odśnieżyć ;D
-
Pewnie dlatego z opóźnieniem wyleciał z Adenu, a nie z powodu wczorajszej strzelaniny spowodowana najprawdopodobniej zblizaniem się Bruxy do Morza Czerwonego.
-
Straszny tam ruch w waszych rejonach ale Sokotrę wszyscy omijają!?
-
Omijają, z Sokotry można polecieć tylko czarterem i tylko na Superpuchar Hiszpanii w Dżuddzie.
Trzeba przyznać, że na razie turyści, mimo powiększające się stresu związanego z odwołaniem lotów, skoszarowaniem i przyciągający się procedurami kwalifikacji na loty powrotne, zachowują się bardzo dzielnie, jedynie kilku poparło rebeliantów z Jemenu Południowego. Poparcie sprowadza się do przekazania sandałów i koszulek turystycznych. Są jednak i gorsze wiadomości, ponoć uzyskanie wizy w Arabii Saudyjskiej, będzie wymagało przejścia na islam.
-
A tu mamy naszą zbawcę, choć znawczyni chyba lepiej pasuje.
-
Omijają, z Sokotry można polecieć tylko czarterem i tylko na Superpuchar Hiszpanii w Dżuddzie.
Trzeba przyznać, że na razie turyści, mimo powiększające się stresu związanego z odwołaniem lotów, skoszarowaniem i przyciągający się procedurami kwalifikacji na loty powrotne, zachowują się bardzo dzielnie, jedynie kilku poparło rebeliantów z Jemenu Południowego. Poparcie sprowadza się do przekazania sandałów i koszulek turystycznych. Są jednak i gorsze wiadomości, ponoć uzyskanie wizy w Arabii Saudyjskiej, będzie wymagało przejścia na islam.
Negocjuj, może wystarczy na prawosławie?
-
Ponoć to tylko kwestia obrzezania. To wyjaśnia dobiegające 5 razy dziennie z meczetów krzyki: ałłła, ałłła, ałłła.
-
Ty się i tak ciesz, było tacy co jak się zasiedzieli w tych okolicach to czterdzieści lat do domu wracali.
-
Zgoda, ale to bardziej Twoje obecne okolice.
A tak przy okazji, znajomi, pracownicy Amazona, przypomnieli sobie, że ich firma ma oddział, nazwijmy to ratowniczy. Po krótkich rozmowach, poinformowano ich, że mogą przysłać prywatny odrzutowiec na 7 osób z Nairobi za circa 88000 dolarów. 8700 już mamy...
-
No drugi raz dolarów dowozić nie będę.
-
Ja niestety nie mam dolarów... :(
-
Jak to nie masz? To kup. Na Sokotrę bez dolarów?
-
I nie mówcie że dolarów nie macie bo mieć możecie. A gdyby tam utknęła wasza matka?
Się Cezarian na zdjęcie nie załapał.
https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/samolot-z-sokotry-odlecial-na-wyspie-wciaz-sa-polacy-jestem-wykonczony/9xpz7vy,07640b54
-
I nie mówcie że dolarów nie macie bo mieć możecie. A gdyby tam utknęła wasza matka?
Matki też nie mam...
-
Ja też nie mam więc tym bardziej dolary na Rodzinę zbierać trzeba.
-
Artykuł dość wiernie opisuje sytuację, może poza kwestią zakwaterowania. Nasz kontenerowy hostel ma sporo wolnych miejsc, więc mieszkanie w namiotach to po prostu tańsza wersja i wybór ludzi.
W ogóle artykuł wydaje mi się sklejony, pierwsza część jest oryginalna, a reszta doklejona z innych informacji już krażących po necie.
-
Cezarian nie planował a na finał superpucharu w Dżuddzie poleci.
-
Może tak być.
Na marginesie, nie wiecie, czy sępy można karmić kośćmi kurczaka?
-
Jak mają zęby to można...
-
Chcą upaść sępy żeby potem je zjeść?
-
One wiedzą, że nie dziobie się ręki, która karmi?
-
Psy niby też mają zęby, a kurczakiem nie można ich karmić.
-
A człowieków można wszystkim.
-
Ale na przykład ja nie jadam kości kurzęcych.
-
I obyśmy nie musieli.
-
Oby, ale sępy? Bo koźlęce mogą.
-
To co, jutro o 10.30 się uda?
https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-polacy-utkneli-na-jemenskiej-wyspie-nowe-informacje-o-ewakua,nId,22506446
-
Jutro albo w sobotę, jeszcze nie wiem.
-
Czyli zgodnie z planem na finał.
-
Jutro albo w sobotę, jeszcze nie wiem.
Nawet w serwisie o 20tej w RNŚ potwierdzili te wiadomości!
-
Nasz miejscowy przewodnik w przeciwieństwie do innych, biorących łapówki, jest wyjątkowo uczciwy i słowny, jak powiedział, że nie dostaniemy biletów na pierwsze 3 loty, to nie dostaliśmy. I nic za to nie wziął.
-
Nawet bakszysz łandola?
No widać od razu, że tam inna kultura niż w Egipcie.
-
Nasz miejscowy przewodnik w przeciwieństwie do innych, biorących łapówki, jest wyjątkowo uczciwy i słowny, jak powiedział, że nie dostaniemy biletów na pierwsze 3 loty, to nie dostaliśmy. I nic za to nie wziął.
Są jeszcze uczciwi ludzie.
-
Uczciwi i słowni.
-
Na Sokotrze są generalnie wspaniali, uczynni ludzie, jednak czasem wychodzą z nich ukryte bestie. Na przykład ostatnio rozerwali torebki od herbaty przed zalaniem ich wrzątkiem.
-
Na Sokotrze są generalnie wspaniali, uczynni ludzie, jednak czasem wychodzą z nich ukryte bestie. Na przykład ostatnio rozerwali torebki od herbaty przed zalaniem ich wrzątkiem.
Wzięliście jednego ze sobą do Budapestu?! Aaa, pewnie chodzi o azyl...
-
Nie, nie wzięliśmy. Ponieważ tu nie da sie niczego przeczytać, zaczynają się reminiscencje sokotrzańskie.
-
W ramach ochrony srodowiska ze szczególnym uwzględnienien drzew, na lotnisku w Budapeszcie będą od jutra wprowadzona toalety paperless.
Tośmy trafili, dzisiaj kilometrowe kolejki. Ponoć nie chcą dyskryminować niepiśmiennych.
-
A za czym stoicie? Po ten papier???
-
Do toalety, póki maja papier. Na zapas.
-
No tak, gazety już teraz elektroniczne. Poza tym, jak w węgierskim kiosku taką ewentualną papierową kupić?
-
My tu śmichy-chichy stosujemy, a tymczasem zauważyliśmy na Sokotrze ciekawe zjawisko. Słownik w telefonie bez przerwy przerabiał nam słowo cali (np. jesteśmy cali i zdrowi) na Ali. Przypadek, tak?Przypominam także, że Ali to zięć Mahometa.
-
Tymczasem, zanim zacznę udostępniać zdjęcia chyba muszę się dokładniej poprzyglądać tym wszystkim hieroglifom.
To chyba jakiś nieprzyzwoity wyraz musi być.
Ptaszek po lewej wygląda na zdegustowanego.
-
Może nie w smaku mu konkurencja?
-
Śp pan Daniken by się tu doszukał zdjęcia ptaka który siadł w warsztacie Obcych; toż po lewej u góry piłka do metalu a po prawej... no w sumie nie wiem, dwa łomy?
-
Sokotra to wyspa, na której miejscowi starają się żyć zgodnie z przyrodą, co przejawia się m. in. w powiązaniu islamu i prawa koranicznego z miejscowymi warunkami naturalnymi. Ponieważ ogromna większość powierzchni to skały i głazy, wszędzie widoczne są pieczołowicie uzbierane w piramidki sterty kamieni, specjalnie na uroczystość kamienowania niewiernych. Kiedyś kamienowano także niewierzących, ale od czasu uruchomienia ożywionego ruchu turystycznego tych ostatnich się akceptuje. Oczywiście, o ile nie dopuszczają się cudzołóstwa.
Co więcej, mają tu tyle kamieni, że nie muszą rzucać w siebie śnieżkami.
-
Egipcjanie są od lat znakomicie przygotowani na takie okoliczności.
Na razie ledwo co uszczknęli.
-
Egipcjanie nawet bardziej przygotowani, bo maja Koptów. A Koptowie mają zakaz cudzołóstwa, jak mniemam z listy przykazań?
-
Tanie (przynajmniej z nazwy) linie lotnicze przebojem wchodzą na długie trasy! I tu uwaga, po naszych doświadczeniach z Wizzarem na trasie Katowice-Abu Dąbie, jak słownik przekręca Abu-Dhabi. Otóż wprowadzono nowe opłaty: za odbiór śmieci i za toalety przy czym, dla wygody pasażerów, jedno sikanie na jeden lot jest darmowe, podobnie jak jedna kupka na dwa loty. Oczywiście papier toaletowy swój lub dodatkowo płatny.
Trzeba podkreślić, że polityka linii lotniczych jest spójna, ponieważ, aby ograniczyć koszty pasażerów związane z korzystaniem z toalety, linie nie oferują żadnego posiłku w cenie biletu.
-
Słownik w telefonie z uporem maniaka przerabiał mi Abu Dhabi na Abu Dąbie, to niech już tak zostanie. Otóż Abu Dąbie to niby kraj ortodoksyjne muzułmański, ale skrzyżowania są, widać chrześcijaństwo nie powiedziało ostatniego słowa? Za to piesi nie mają tu najlepiej. Obserwowaliśmy tor wyścigowy a la formuła 1, po którym ganiały się szybkie motocykle. Niestety zbudowany fatalnie. Piesi nie mają na nim pierwszeństwa, my jakoś przemknęliśmy, ale tylko czekać tragedii.
-
Myśmy po Luksorze zasuwali Ferrari o mocy jednego konia niemechanicznego.
Biegi zmieniało się bezdotykowo (dotykowo nie wolno), sterowaniem głosowym.
Yalla, yalla!!!
-
I podobnie bez poszanowania pieszych?
-
Nie, czemu.
Z pełnym szacunkiem dla ich szaleńczej odwagi i specjalnych umiejętności.
-
Trudne warunki wyrabiają dzielnych pieszych?
-
Można nawet powiedzieć, że dobór naturalny się odbywa.
-
Nie, czemu.
Z pełnym szacunkiem dla ich szaleńczej odwagi i specjalnych umiejętności.
To mi przypomina jak przed przejściem z zupełnie szalonym ruchem przed bazarem w Marakeszu pan przewodnik instruował jak przejść i przeżyć. Oczywiście ja z kumplem jako zdyscyplinowani turyści cierpliwie go słuchaliśmy a w tym czasie rodacy po jednym dwóch ruchem konika szachowego przemykali za jego plecami na drugą stronę. W końcu nie został nikt oprócz nas, pan przewodnik obejrzał się ,machnął ręką i zrezygnowany rzekł: No i zawsze to samo... zawsze....
-
W końcu nie został nikt oprócz nas, pan przewodnik obejrzał się ,machnął ręką i zrezygnowany rzekł: No i zawsze to samo... zawsze....
Może chodziło mu o to, że znowu wszyscy przeżyli?Natomiast jestem przekonany, że Ty i kolega przynajmniej dowiedzieliście się czegoś ciekawego?
W Abu Dąbie jest znakomite Oceanarium, nazwane Sea World. Wrażenie robią nie tylko żywe pingwiny, foki, ale nawet morsy i płaszczki. Te ostatnie można głaskać (bez sensu). Chyba jednak największą atrakcją jest ogromne, wysokości wielopiętrowego budynku akwarium, zasiedlone przez tysiące ryb, od rekinów i płaszczek, poprzez najróżniejsze kolorowe gatunki, pływające całymi ławicami. Akwarium można zwiedzać na różne sposoby, na wielu poziomach, oczywiście są tam tunele, a także specjalne „bąble” do podglądania fauny morskiej. W innym miejscu trzymają flamingi i delfiny, te ostatnie oczywiście mają pokazy. I tu ciekawostka, ponieważ wprowadzono ściśle przestrzegany zakaz karmienia delfinów popcornem, bardzo mało Amerykanów odwiedza Wodny Świat, a pokazy tych sympatycznych waleni w szczególności.
-
Fajne cacko.
-
Fajne, ale oprócz popcornu nie można także wnosić - co jasno precyzują odpowiednie znaki zakazu - siedzącego psa. Alvin byłby niepocieszony.
-
A boczek wolno?
-
ogromne, wysokości wielopiętrowego budynku akwarium
Pamiętacie jak parę lat temu takie akwarium ulokowane w pewnym hotelu w Berlinie, jak mawiają fachowcy - "wziyno i pynkło"?
https://www.bbc.com/news/world-europe-63996982
No i szczyt pecha w takim przypadku to dojechać w końcu z lotniska, wtargać walizy na recepcję i zacząć Schuldeutschem dukać "guten abend majne frau isz habe ajn cimmer hier... was ist das"? A tu nagle SPLASZSZSZSZSZSZ - i fala wynosi Was razem z sakwojażami na ulicę :)
-
W takiej sytuacji to pewnie by mi się z Schuldeutsch przypomniało Donnerwetter i jeszcze kilka ciekawych wyrazów poznanych już na wolnym rynku.
-
Pamiętałem o tej katastrofie. W Abu Dąbie byłoby co oglądać, bo te akwarium chyba jeszcze większe. I w Dżudzie na lotnisku jeszcze jedno.
-
Ciekawostka na odprawie bagażowej w Abu Dąbie. Podchodzi dwóch arabów w galabijach ze służącym bądź bagażowym, targającym za nimi 4 walizki. Mieli spory nadbagaż, po rozpakowaniu czemadanów okazało się, że to głównie rutinoscorbin i jakieś chusty. Do samolotu wsiedli bez bagażowego, poszedł piechotą. W ten sposób od razu „zeszli” z nadbagażu. A my się zastanawiamy, kto będzie na Sokotrze pierwszy?
-
Co znaczy ograniczone zaufanie? Czasami sobie żartujemy, ale tym razem autentyk. Jak pogodzić wiedzę z wiarą? Bardzo prosto, przed startem linii lotniczych Air Arabia obsługa samolotu najpierw zaznajamia pasażerów z regułami bezpieczeństwa - wiadomo: zapinanie pasów, drogi i drzwi ewakuacyjne, maski tlenowe i które dziecko ratować, a które nie. A potem? Potem puszczona przez samolotowy interkom modlitwa do Allah Akbara. Nikt się nie pytał o nasze uczucia religijne bądź ateistyczne. Wolność na swoim.
W każdym razie procedury trwały tak długo, że okazało się po wylądowaniu na Sokotrze, iż bagażowy od Arabów z poprzedniej opowieści już czeka na miejscu.
-
Czy pilot informuje, w którą stronę Mekka?
-
Tak, odpowiednio ustawia na pasie startowym dziób samolotu.
-
Ponieważ ciągle jesteśmy w okresie okołoświątecznym, warto zwrócić uwagę, że pośrednio, ale jednak i na Sokotrze święta obchodzą. Na przykład tutejsza, arabska wersja kolędy "W żłobie leży" traktuje o wielbłądzie.
-
Wielbłądy i kozy, kozy i wielbłądy. Oczywiście kozy wygrywają z wielbłądami prawie na każdej linii: zjedzą wszystko, dają lepsze mleko, lepsze mięso i są bardziej przytulaszcze. O ile jednak mogą zapewnić przygodę kawalerską, o tyle kawaleryjskiej już nie. I tu wracamy do słynnych okrętów pustyni, bo jak tu się powszechnie mawia „arabski kawalerzysta ma wielbłądzińską duszę”. Co więcej, zgodnie ze starym arabskim przysłowiem, za którym przemawiają tysiąclecia trudny doświadczeń: „Siedzący wielbłąd nie wierzga.”
-
Ale na wierzgającym dalej się zajedzie, niż na siedzącym?
-
Dobre pytanie, to chyba zależy jak mocno wierzga? Wyobraziłem sobie wielbłądzie rodeo.
-
Sokotra to wyjątkowa wyspa. Rośnie tam wiele endemicznych gatunków roślin: drzewa smocze z czerwoną żywicą, drzewa butelkowe, wyglądające jak małe baobaby, które mógł bezpiecznie hodować Mały Książe na swojej wyspie i nie powstałaby o nim książka. Dalej aloes sokotrzański, drzewa kadzidłowe, mirra, drzewa ogórkowe.
Inaczej jest z fauną. Z większych gatunków można wyróżnić kozy, kozy, kozy, kozy i kozy, małe - pół naszych - krowy, wielbłądy i koty. To wszystko, nie ma koni, żadnego drobiu, czy nawet psów. Zresztą są zupełnie niepotrzebne, bo zdecydowaną większość potrzeb zaspokajają kozy. Dlatego o nich będą dalsze opowieści.
Zacznijmy od tego, że tu nie ma kur, za to są jajka, więc wniosek jest prosty: kozy znoszą tu jajka.
W trosce o kozy mają tu przejścia przez ulicę dla kobiet i dzieci oraz osobno dla kóz. Te ostatnie łatwo rozpoznać, bo są przed nimi spowalniacze.
-
Żeby się kozy nie rozpędzały?
U nas ostatnio pojawiły się spowalniacze przed praktycznie wszystkimi przejściami. Od strony chodnika. Dzięki ofiarnej pracy pługów odśnieżających jezdnie.
O tych drzewach butelkowych można coś więcej prosić? Pojemność, zawartość, woltaż?
-
Drzewa butelkowe są z tej samej grupy co baobaby, tylko sporo mniejsze. Wyglądają karykaturalnie, ładnie kwitną, w środku mają miąższ. Pojemności różne, a widziałem nawet rosnące na kamieniu.
(https://szpilkiwplecaku.pl/wp-content/uploads/2024/10/drzewo-butelkowe-roza-pustyni-Szpilki-w-plecaku-Sokotra.jpg)
-
Raczej bukłaczkowe niż butelkowe.
Czy tubylcy znaleźli już dla nich zastosowanie (poza ornamentalnym)?
-
Raczej bukłaczkowe niż butelkowe.
Się mnie przypomniało.
"Ja go bukłaczkiem, a on... Wilcze Doły!"
-
Jeśli myślisz o tym samym zastosowaniu butelki, co ja to dzie tam... Na Sokotrze panuje ortodoksyjny islam i oni alkoholu nie spożywają. Za to mają niejaki upodobanie w czuwaliczce jadalnej, a ponieważ nie potrafią tego wymówić więc określają ją jako khat. Liście żuje się jak liście koki. Ponoć także narkotyczne.
-
Dzisiaj będzie o trudnych sprawach, stanowiących ciągłe zarzewie konfliktu między Grekami i Arabami. Kto wie, do czego by doszło, gdyby nie rozdzielali ich geograficznie Turcy i owce?
Co powiedział Arab zakładając prezerwatywę? Raz kozie śmierć. A skoro w temacie, to jest jeszcze taka mądrość arabska: Jeśli karmić kozę miętą to nie śmierdzi jej z pyska.
-
Wracając do tematów wakacyjnych, to sądząc po ilości kóz Sokotrze, nie wyszli tu jeszcze z epoki romantyzmu.
Zaś o tym, że kultura i religia mają kolosalny wpływ na sposób ubierania się – często na przekór od warunkom środowiskowym – jest oczywiste. Na Sokotrze zauważyliśmy jeszcze jeden tego przejaw.
Większość chodzi tu boso, co tłumaczą tym, że w butach to się chodzi do kościoła, a do meczetu i tak trzeba je zdejmować.
-
Wracając do tematów wakacyjnych, to sądząc po ilości kóz Sokotrze, nie wyszli tu jeszcze z epoki romantyzmu.
Może zwykła poligamia? Chociaż nie można wykluczyć że wynikająca z kochliwości.
-
Sugerujesz, że twórczość takiego Mickiewicza wynikała z poligamii? Chyba coś na rzeczy jest...
-
Możliwe, że z kochliwości.
A gdzie coś pisał o kozach?
-
Telimena? Grażyna? Konrad Wallenrod?
-
Kozia droga.
Pół dnia jechaliśmy przez wyjątkowo nierówną, kamienistą, ze stromymi podjazdami i zjazdami drogą przez góry. Poradziliśmy sobie chyba tylko dzięki toyotom z napędem 4x4. Miejscowi uraczyli nas opowieścią, że budowa tej drogi kosztowała życie wielu kóz… Na pytanie, dlaczego? wszyscy nabierają mleka w usta. Może dlatego mleko kozie ma tu najszybszy transport?
-
Wyście sobie poradzili dzięki toyotom 4x4, a miejscowi dzięki kozom, też z napędem 4x4.
Toyoty przeżyły?
-
O dziwo tak, chociaż nie dawały mleka.
-
Tak, są pewne względy, pod którymi toyoty ustępują kozom.
-
Oczywiście! Na przykład jeśli chodzi o pompowanie powietrzem, to znawcy opisują, iż najłatwiej podać kozie, tak jak Toyocie, powietrze sprężarką. Różnica polega na tym, że kozie podajemy powietrze bardzo ostrożnie, żeby nie pękła. I w tym miejscowi są specjalistami.
-
No tak, kozę napompować to każden jeden, ale toyotę wydoić to już nie ma fachowca we wsi?
-
Wydoić nie wiem, ale jak rozebrać, w następnym odcinku.
-
Kozę?!?
-
Miało być o rozbieraniu kóz...
Kontynuując wątki kozie, warto zwrócić uwagę, jak duży wpływ mają one na skotrzańską kulturę ludową. Na przykład, jak tu grają w butelkę, a jeszcze lepiej, w rozbieranego? Wymogi ortodoksji są bezwzględne, uczestnikami są sami faceci, ewentualnie z kozą. Tu właściwie każdy facet wie, jak rozebrać kozę. Żywą, a zwłaszcza martwą. Popularne jest życiowe przysłowie, że koza stygnie dwa razy: po zabiciu i po ugotowaniu. Co ciekawe, także w tych makabrycznych czynnościach jest postęp. Niegdyś kozy kamienowano, teraz podrzyna się im gardła. W miarę budowy hoteli i wprowadzenia elektryczności wszyscy czekają na pierwsze zabicia prądem.
Tak więc miejscowe powiedzenie, że ludzie żyją nie tyle pełną gębą, co pełną kozą jest ciągle aktualne.
Byliśmy zresztą mimowolnymi sprawcami takiego zdarzenia. Na jednym z biwaków zapytano nas, czy dzisiaj nie chcemy potrawy koziej? Zgodziliśmy się chętnie, co urozmaicenie, to urozmaicenie. Wówczas – czego nie przewidzieliśmy – nasz kucharz udał się do sąsiedniej wsi, kupił dwie kozy, przyprowadził, zabił, rozebrał, wnętrzności rzucił wszechobecnym sępom, resztę do gara. Była smaczna, choć szybko ostygła, ale o tym już wiadomo.
-
Czy ukamienowana koza była nie halal?
-
To jest dobre pytanie, kamienowanie chyba zawsze jest halal?
-
Ciekawe są różnice kulturowe w zakresie segregacji i utylizacji śmieci. Wygląda na to, że w Europie przyjęliśmy najkosztowniejszy system. Wiadomo jaki, nie trzeba się rozpisywać. Na Indonezji jest już trochę prościej, bo wystarczy wszystko zebrać i bez segregowania wrzucić do wulkanu. A najłatwiej jest na Sokotrze, wystarczy wyrzucić na podwórko i wszystko zjadają kozy. Prawie wszystko.
-
Ponieważ wszechobecne tu kozy wyjadają wszystkie zielone pędy zamiast „nie będzie nas będzie las”, tu się mówi nie będzie kóz będzie las. Smoczy. Jak widać, kozy są potężniejsze od smoków, bo są, a smoków nie ma, a zaraz nie będzie i smoczego lasu.
-
Tymczasem, chyba tutaj będzie najlepiej temu dziełu mistrza Butenki...
-
Przypomniał mi się kawał z synem Robinsona i kozy, Mieeetkiem, jednak nie chciało mi się pisać i pomyślałem, wygoogoluję. Wpisałem "jak masz na imię mieeetek" i tu AI mi odpisał:
Jestem dużym modelem językowym, wyszkolonym przez Google. Nie mam imienia, ale możesz do mnie mówić tak, jak Ci wygodnie! W czym mogę Ci pomóc?
-
Pszczoły i Budda.
Na Bali miejscowi opowiadają historię o tym, że Budda tak medytował prze 40 dni, że pszczoły założyły mu w uszach ule. Ale jak zapytasz, czy to z powodu wosku, od razu nabierają miodu w usta.
-
Lepszy miód w ustach niż w uszach, każdy Budda ci to powie.