My tutaj z Fasiolem dużo opowiadamy o treningach, ale właśnie się zorientowałem, że przez tyle lat nie powiedzieliśmy o ciekawym zjawisku. O głosach. Nie, nie chodzi tym razem o problemy psychiczne, a o taki intrygujący moment przed treningiem, kiedy idzie się korytarzem do szatni i słyszy tych, co w tej szatni już są i rozmawiają. A ileż w tych rozmowach perlistego śmiechu, beztroskiej zabawy, volt językowych! A ty (lub ja) zbliżasz się i odgadujesz, kto mówi i cieszysz się, że już za chwilę i twój szczebiot będzie się niósł po polach i dolinach wzmiankowanego korytarza. A trzeba przyznać, że głos Fasiola pełni w takich chwilach rolę niezwykłą, bo któż jeszcze potrafi tak krzyknąć podczas szybkiego ataku "kocham cię!", żeby echo opowiedziało "zooostańmy przyyyjaciółmi"?
I właśnie dzisiaj idąc tym samym korytarzem i słysząc te głosy ze smutkiem skonstatowałem że można słyszeć osoby nieobecne. Choć na razie nieobecne tylko czasowo, pocieszyłem się i mimo wszystko wszedłem do szatni. A co dalej, to już zupełnie inna historia.