No bo był Murzynem (czyli kundlem rasy nieokreślonej, koloru najprawdopodobniej białego) kiedy był kilkuletnim chłopięciem. Teraz już wyrósł i poczerniał - pod zlewem u Poszepszyńskich za czysto nie jest, w zasadzie. A jeśli jeszcze Grzegorz wycierał w niego ręce ze smaru przy konserwacji maszyn biurowych, to wszystko jasne...