Opadają to mi ręce.
Od noszenia konewki.
Pomidory grzecznie czekają na posadzenie, czekają głównie skuli Zimnej Zośki, ale i ten suchy wiatr raczej im dobrze nie zrobi.
A pod balkonem więdną melisy i szałwie, nawet lawendy, a to wszystko przecież twarde zawodniki.
Podlewać podlewam, ale co z tego, nadal suchy beton, nie ziemia.
Wisteria żółte liście zrzuca, róża się zabiera do kwitnienia, kwiatów będzie dużo, ale sporo mniejsze, niż w zeszłym roku.
Jak nie popada, to będzie zupełna kicha.
No ale cieszmy się słoneczkiem, jak mawiają pogodynki
