Pewien producent dżemów wprowadził promocję "podróż za jeden dżem".Ciekawe, jak duży musi być ten dżem, żeby dostać "tripa"...
Podobnie było w niezapomnianym roku 1939 gdy wróg miał nad nami wszelką przewagę. Dlatego kapitan Psiamać uparł się że albo wypracujemy przewagę w żelaznej dyscyplinie, albo wykończy nas jak pchły kanarka. Dlatego kazał nam np. się czołgać w pełnym rynsztunku i w pełnym rynsztoku śpiewając umoralniające pieśni patriotyczne, co nie było łatwe gdyż pomyje zakrywały nas całkowicie. Jako starszy patelniany postanowiłem ratować swój oddział. Dlatego na śniadanie przygotowałem mu specjalny dżem z wilczej jagody i laxygenu po spożyciu którego zaszył się w toalecie i nie zdążył na pociąg. Sami rozumiecie, że w tych okolicznościach nie mógł nigdzie pojechać?
Morał z tego taki, że po czym jak po czym, ale po dżemie (nawet polowej roboty) na pewno nie pojedzie się do Rygi