Tymczasem, dziennik czasu upałów.
Drogi pamiętniczku. Zwlekłam dzisiaj pościel. Wrzuciłam do prania. Wywiesiłam na balkon.
Zaraz Grzegorz będzie oblekał, tę samą, sucha jak pieprz i ciepła jak spod magla.
Tylko z saharyjskiego pyłu trzeba otrzepać, żeby w nocy nie zgrzytał.
Za mycie okien nawet się nie biorę, bo płyn ze spryskiwacza w powietrzu pewnie wyschnie i do szyby nie doleci...