Tyle wokół narzekań, na nieprzemyślane, bezsensowne trwonienie pieniędzy przez NFZ. A tu proszę, wiadomość przeciwna, obrazująca, że nawet inwestycje w małych placówkach są robione z głową, tak, aby zapewnić komfort i pracownikiem, i pacjentom. W wysuniętej na rubieży przychodni, do której uczęszczam na fizjoterapię, ktoś z otwartą głową zadbał o to, aby posadzki we wszystkich pomieszczeniach były wykonane ze szczelnego tworzywa i wysunięte na ściany na wysokość ok 5 cm. Chodzi bowiem o to, żeby w razie pojawiających się tu nagminnie podczas zabiegów fizjoterapeutycznych i rehabilitacyjnych pojedynczych i grupowych krwotokach u pacjentów (utrata kończyn, otwarte złamania itp.), krew nie wsiąkała w ściany, a przede wszystkim, żeby nie była kapilarnie podciągana w górę, bo to kolosalnie zwiększa koszty remontów.
Z tak, do wytarcia tego typu odpadów porehabilitacyjnych wystarczy zwykła szmata.