Dwa gigantyczne faworki, dwa churrosy, babeczka i dwa pączki. Z czego jeden z cukrem pudrem, i to zaraz po drugiej lekcji. Trzeba się było nieźle nagimnastykować, że przez resztę zajęć nie wyglądać jakbym się wytarzała w kredowym pyle pod tablicą.
Ale to jeszcze nie był gwóźdź programu, o czym w stosownym, edukacyjnym wątku.