Jestem dokładnie tego samego zdania. Na dodatek znalazłem jego potwierdzenie w sukcesie wychowawczym, jaki osiągnąłem podczas wigilii. 5-letnia Córka mojej bratanicy z napięciem, które chyba każdy z dzieciństwa pamięta, nie mogła się doczekać na rozdanie prezentów. I tu, wzorem Meli, określiłem jasno granice: nie zjesz śledzia, nie będzie prezentów. Oczywiście strzeliła focha, że nie zje, bo nie... Mija godzina, temat się powtarza: kiedy prezenty? Nie zjesz śledzia nie będzie prezentów. Po następnych 30 minutach twierdza padła: to ja spróbuję tego śledzia. Zjadła. Chwila ciszy i głos pełen prośby: mogę jeszcze jednego śledzia?
Opowieść jest ciekawa jeszcze z innego powodu, jej mamę dokładnie tak samo przekonałem do jedzenia śledzi, choć chyba było to 30 lat temu, ale śledzie lubi do dzisiaj.