Czekajcie, a może łódką płynie?
Co mi przypomina, że ciągle czekają na światło dzienne reminiscencje weekendowe z Egiptu. Są bowiem ciekawe wieści turystyczne. Okazuje się, że biuro turystyczne Rainbow, jako pierwsze organizuje piesze przejścia przez odpowiednio rozwarte Morze Czerwone na trasach: krótszej, także dla matek z dziećmi i osób niepełnosprawnych z Ras Gharib do Abu Durba oraz dłuższej, za to coś dla Fasiola: z Hurghady do Szarm el-Szejk. Niewątpliwą atrakcją obu tras jest podziwianie rafy koralowej oraz kolorowych, śniętych ryb bez zestawów do nurkowania. Niestety, obie trasy są wycieczkami fakultatywnym, płatnymi dodatkowo, ponoć ze względu na konieczność skorzystania z drogich, izraelskich przewodników, którzy jako jedyni mają licencje na rozstąpienie morza w tych rejonach.
Przymus korzystania z izraelskich przewodników, jak się okazuje nie jest przypadkowy, bo wynika ze słynnego porozumienia Egiptu i Izraela z 1978 r. z Camp David, w którym Izrael co prawda zrzekł się na rzecz Egiptu półwyspu Synaj, ale nie zrezygnował z przechodzenia suchą stopą przez Morze Czerwone. Zdaniem wielu Egipcjan za czasów faraonów coś takiego byłoby nie do pomyślenia, ale wówczas Izrael miał lepszych Mojżeszów, a Egipt lepszych prawników. Teraz jest odwrotnie.