Oj niedoooobrze panowie (i panie), niedoooobrze. Ma się zjawić dziś u nas całe naczalstwo stopnia najwyższego. Jak to często bywało i bywa (pewne rzeczy są niezależne od ustroju), pragną porozmawiać z prostym wyrobnikiem na niwie. Padło hasło kto chętny a ponieważ tłumu nie było (to trochę jak głaskanie tygrysa po ogonie: przyjemność w sumie taka sobie a zagrożenie spore) zostałem niestety wysunięty z ramienia na czoło. Start o 10:45. To nie pierwsza w moim życiu samobójcza misja tego typu. Pocieszam się że wywalony na tzw zbity pysk byłem za nadmierną szczerość swego czasu więc wystarczy wykazywać iż krzywa rośnie i powinno być OK. Ale...