Wygląda na to, że los się do mnie uśmiechnął. Zastanawiam się za jaki czas wyczerpałem limit szczęścia... A było tak: skręciłem z rana w stronę automatu z rozmaitymi szkodliwymi przysmakami (zdaje się że mamy epokę w której "wróg cię kusi ... " i tak dalej znowu bedzie aktualne) i zaczałem wrzucać 2 peeleny. Jednak już po wrzuceniu pierwszej złotówy automat ożył, wyrzucił ze szczękiem niczym w filmie o tankistach i dzielnym czworonogu łus... puszkę a następnie sypnął brzęczącym strumieniem... nie no, OK. Cztery zyle wypadło, ale zawsze coś!