Jeżeli chodzi o sprowadzanie deszczu chyba najlepsze jest suszenie prania, co potwierdza stareńki "dowcip założycielski" w omawianym temaci:
Pewne plemię afrykańskie nawiedziła okrutna susza. Padając z pragnienia udali się do plemiennego szamana z prośbą o pomoc. Szaman ów wyszedł z lepianki i patrząc po tłumie współplemieńców pyta:
- Kto ma wodę?
Nikt się nie zgłasza to powtarza:
- Kto ma trochę wody?
Nieśmiale zgłasza się jeden z członków plemienia i podając bukłak wody mówi:
- Ja mam jeszcze trochę.
Szaman niewiele myśląc wylał wodę do miseczki, ściągnął koszulę i zaczął ją prać. Mieszkańcy wioski patrzyli ze zgrozą. Wyjął koszulę z wody, wykręcił i wodę wylał w krzaki. Znowu pyta:
- Kto ma jeszcze jakąś wodę?
Kolejny osobnik podając mu bukłak mówi:
- Mi zostało jeszcze pół...
Szaman wziął wodę, wylał do miski i wypłukał koszulę. Wodę wylał a koszulę powiesił na sznurku.
Kiedy mieszkańcy wioski chcieli się na niego rzucić zaczęły napływać ciężkie chmury i rozpadał się deszcz. Szaman na to:
- Zawsze k*rwa pada jak pranie zrobię...
Co zaś do wspomnień kol. Baadera, to po pierwsze, deszcz był pewnie cieplutki i można było po nim chodzić w sandałkach, a po drugie, jakiś tak zawsze ma, że jakbym nie pojechał w najbardziej suche miejsce na świecie i tak muszę trafić na deszcz. Tak było latem w Hiszpanii, w Newadzie, a nawet na pustyni Namib, gdzie miejscowi twierdzili, że wnukom będą opowiadać o całonocnej ulewie, która nas zaskoczyła w namiotach.