Tymczasem Grzegorz w strefie ciszy podróżował z conductorem. Z dyrygentem, znaczy. Partytura na kolanach, słuchawki na uszach, batuta... Nie, batuty akurat nie miał, ale i tak dawał z siebie wszystko. Podobno na trzy.
Może przygotowywał się na dzień metalowca?