Na kota będę zrzucać?!?
Ale fakt, mozna być sceptykiem, ale pamiętam, jak Inka ze mnie wymruczała zapalenie korzonków. Najpierw, jak wróciłam od lekarza, to wrzeszczała na mnie tak długo, aż się położyłam. A potem ułożyła się wzdłuż bolącego miejsca i mruczała. I, kurczę, pomagało to.
Ale to stara czarownica była. To małe jeszcze musi urosnąć.
Ale mruczeć już umie!