Tymczasem u nas ciekawe odkrycie związane z sąsiednim, "zapłotnim" zakładem pogrzebowym (odnoszę nieprzeparte wrażenie, że oni nas kiedyś wszystkich pochowają).
Jednego z naszych kolegów podejrzewaliśmy, że skoro w ostatnio, w wielostopniowy mróz, umył i wypolerował na błysk swój czarny samochód (lexus, co nie jest, jak się okaże dalej, bez znaczenia), to oznacza, że przygotowuje się do pochówku niedomagającego kolegi, o którym pisuję od pewnego czasu. Jednak, wobec stanowczego dementi obu zainteresowanych, zaczęliśmy szukać innej możliwej przyczyny, niespodziewanego i nieracjonalnego poczucia estetyki. I chyba go mamy!
Najprawdopodobniej wynajmuje samochód (a może i siebie?) do konduktów pogrzebowych. Skoro można wynająć samochód na wesela, to chyba także na pogrzeby?
Tymczasem wygląda na to, że nasz słabowity bohater ostatnich opowieści ma się i czuje lepiej. Polecił pracownikom w swoim dziale, żeby przygotowując projekty jego podpisów pod pismami procesowymi nie dodawali przed imieniem i nazwiskiem: "ś. p."