Kilka dni pozwoliło mi się zorientować w sytuacji (m in. w tym w co grali) i podzielam oburzenie nad pochwałami norweskiego sędziego, który niewątpliwie został przekupiony przez polską ekipę. Nie dziwi mnie natomiast zakup meczu, a dokładniej: zakup przegranej poprzez niesprawiedliwe sędziowanie. Korzyści są ewidentne:
- przegranie przez niesprawiedliwość dziejową i wszelki spisek innych nacji jest w Polsce dużo wyżej cenione od prozaicznej wygranej (patrz: powstania)
- ewentualna wygrana w całym turnieju nie pozostawiła by pola do rozwoju, do poprawy bo nie byłoby gdzie podnieść poprzeczki. Brak większych sukcesów lub, co gorsza, spadek osiągnięć spowodowałby pretensje kibiców (patrz: Małysz)
- kolejne zwycięstwo mogłoby uczynić z tej jednak kontuzjogennej konkurencji kolejny sport narodowy, którego uprawianie do spółki z poprzednimi mogło by się źle odbić na zdrowiu, a nawet kalectwie przeciętnie wysportowanego kibica.