Generał Wojciech J. wykonywał tylko rozkazy i jako taki nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za masakrę w Gdańsku w grudniu 1970 roku. Jako minister obrony narodowej nie miał żadnego wpływu na podległy mu rozkaz.
- Ja mu wierzę - powiedział kapral L.W. - rozkaz w wojsku jest święty.
Na pytanie kto miał wydawać rozkazy najwyższemu zwierzchnikowi sił zbrojnych nie udało się znaleźć odpowiedzi.
- Na pewno nie chciał strzelać, no ale rozkaz - tak powiedziała obrońca generała Wojciecha J.
Dla wyjaśnienia - rzecz nie działa się w Poczdamie w 1945 roku, tylko w 2008 przed sądem okręgowym w Warszawie.
Być może dziadek Jacek zrozumie postawę kaprala W., ja nie.