W Sądzie w Białymstoku (wydział cywilny) rozpoczęła się nietypowa rozprawa rozwodowa.
Henryk Jerzy Zygmuntowicz zażądał rozwodu od swojej małżonki Henryki Marii Zygmuntowicz-Trzpis-Obramskiej z powodu (jak czytamy w pozwie) "niedopełnienia podstawowych obowiązków małżeńskich" oraz "rażącego naruszenia stosunków społecznych".
- A tak naprawdę o co chodzi? - zapytaliśmy zwaśnione strony
Mówi Henryk Jerzy Zygmuntowicz:
- Przyszedłem jak co dzień z kancelarii do domu (bo ja pracuje w kancelarii prawnej) i pytam co na obiad. A żona mówi że nie miała czasu ugotować, bo była na manifestacji przeciwników żywności mutowanej genetycznie. Opowiada, że szczególnie groźna jest zmutowana soja.
Zdenerwowałem się, no bo co mnie obchodzi zmutowana soja? Ale machnąłem ręką.
Na drugi dzień też obiadu nie było. Zacząłem coś podejrzewać. Zadzwoniłem do kolegi do komendy miejskiej i on wysłał wywiadowcę. Okazało się, że owszem, żona była na manifestacji, ale uwielbienia do Atamarana Bożydara Soi oraz wymieniała z nim materiał genetyczny (zapewne zmutowany). Wiem, że moja żona to całuśna jest, ale tego nie mogłem znieść i wniosłem pozew o rozwód z winy Henryki Marii Zygmuntowicz-Trzpis-Obramskiej.
Mówi Henryka Maria Zygmuntowicz-Trzpis-Obramska:
- On jest głupi jak każdy prawnik, a nawet głupszy. To prawda, byłam u Atamarana Bożydara Soi, ale tylko w imieniu stowarzyszenia przeciwników zmutowanej soi, by nas poparł. Poparcie osoby z takim nazwiskiem coś znaczy.
A ten głupek nasłał na mnie jakiego kacapa z komendy, a ten zobaczył jak wymieniamy się ostatnimi badaniami na tematy genetyczne i naplótł temu idiocie jakieś bzdury. Ale jak tylko sąd odrzuci jego wniosek (no bo inaczej nie może być), ja złoże swój.
A że go pocałowałam? A bo ja całuśna jestem.
Mówi Atamaran Bożydar Soja:
- Soję sobie na balkonie, patrzę jak defilują (bo mój balkon wychodzi na jednostkę wojskową), aż tu przychodzi Henryka Maria Zygmuntowicz-Trzpis-Obramska i mówi, że chce mnie do jakiejś sekty wciągnąć. Coś tam jeszcze bredziła, po rącach mnie całowała, coś mi tam wciskała w słoiku, to dałem dwa pomidory i ogórka by sobie poszła. Do niczego nie doszło, choć teraz to żałuje, bo ona to podobno całuśna jest. Ale jak skończy się sprawa w sądzie to wniosę pozew. Na razie jeszcze nie wiem o co , ale wniosę, wolno mi, nie?
Mówi zmutowana soja
- Jestem zdrowa jak krowa, jestem smaczna jak dworzec centralny jestem niezastąpiona jak senat. Nie wiem o co tyle krzyku? Może to dlatego, że ja całuśna jestem?
Sąd rejonowy na pierwszym posiedzeniu oddalił powództwo (i wszystkie ewentualne), a koszty postępowania wzajemnie zniósł. W uzasadnieniu sąd stwierdził, że co prawda zmutowana soja niesie pewne niebezpieczeństwo, ale wymogi współżycia społecznego i interes państwa wymagają jednak pewnych kompromisów.
Jednocześnie sędzina Maria Jerzy-Kupsztal-Kaban ukarała wszystkie strony grzywną za obrazę sądu w wysokości 500 pln (z zamianą na areszt), z czego wszyscy skorzystali z radością.