Nie widziałem osobiście tej sceny a szkoda. Pojawił się otóż na gumnie pies sąsiadów czyli Maksio. Zapewne miał niecny zamiar kradzieży jaja, jak to on. Zarysował się jednak inny cel: była to dzika nieco kotka Burysia, która jak raz siedziała na betonowej pokrywie studni w klasycznej pozycji sfinksa. Pies ruszył z kopyta zamierzając pogonić kota kotu. W połowie dystansu zdał sobie jednak sprawę że coś jest poważnie nie tak: kot nie ucieka, otworzył natomiast oczy i wpatruje się gadzimi źrenicami... stop... może warczenie pomoże? Zabrzmiało niezbyt przekonujace:
- Wrrr?
Burysia odpowiedziała cichym, na granicy słyszalności:
- Fchhhhhhh.....
...i napięła do skoku. Ale juz nie było na kogo skakać: po psie, niczym na klasycznych kreskówkach, został rozwiewający się powoli obłok kurzu....