Rodzina Poszepszyńskich - fanklub im. Kaprala Jedziniaka
Przerażająca Tfurczość Własna => Podforumeczko Stefana Bolcmana - Re-reaktywacja => Wątek zaczęty przez: Stefan w 01 Września 2009, 09:32:24
-
Putin, Władimir (ten od zakręcania kurków) nie ufając poczcie polskiej wysłał list do Polaków za pomocą gazety.
Niestety (na szczęście?) wybrał GW, a więc list do Polaków nie trafił.
Dowodzi to jednak słabej orientacji KGB w sytuacji panującej w naszym kraju.
Jest to groźne, bo ranny zwierz kąsa bardziej niż wieczorny.
-
Może powinien napisać list otwarty i rozesłać go mailem?
-
A ja się dziwię, że w ogóle się wysilał. Strata czasu. Cokolwiek by nie napisał, naszemu nabzdyczonemu tzw. ogółowi i tak by nie pasowało. Należało raczej iść gdzieś pod parasolki i walnąć przysłowiowe cztery piwka. Oczywiście to jest taka konwencja jak wystąpienie w grzejącym i niewygodnym garniturze na, dajmy na to, weselu, ale...
-
Putin, Władimir (ten od zakręcania kurków) nie ufając poczcie polskiej wysłał list do Polaków za pomocą gazety.
Niestety (na szczęście?) wybrał GW, a więc list do Polaków nie trafił.
No OK, ale jaką gazetę by nie wybrał to by nie trafił. No może w jakiejś telewizyjnej.
A może powinien tutaj, na forum?
-
Może powinien napisać list otwarty i rozesłać go mailem?
Mailem nie mógł bo Stefanowi poczty pozamykali.
-
naszemu nabzdyczonemu tzw. ogółowi i tak by nie pasowało.
A jakieś konkrety?
i znowu musiałem ocenzurować swoją wypowiedź.
Ja jakiś nerwowy jestem, ale mój dziadek na wojnie był. Z niemcami. A rozbrajały go ruskie. Pod Lwowem. I miał na tyle rozsądku, by spierdolić. Bo jego kuzyn nie spierdolił. I spierdolił se życie. Ale już krótkie.
-
A jakieś konkrety?
i znowu musiałem ocenzurować swoją wypowiedź.
Na myśli miałem yeno to, że u nas tak jakoś jest, że zawsze ~50% jest za a ~50% przeciw. Zatem choćby nawet pan P. przyczołgał się w worku pokutnym i przeprosił 99 razy, to jedna z tych połówek rzekłaby: "A czemu nie 115 i co to w ogóle za kolor tego wora?". No nie mów, że nie.
Ja jakiś nerwowy jestem, ale mój dziadek na wojnie był. Z niemcami. A rozbrajały go ruskie. Pod Lwowem. I miał na tyle rozsądku, by spierdolić. Bo jego kuzyn nie spierdolił. I spierdolił se życie. Ale już krótkie.
O widzisz, jak nie zapomnę to przywiozę zeskanuję i zamieszczę jedyny w swoim rodzaju zestaw dokumentów wojennych dziadka. Kolejno były to: Książeczka wojskowa jeszcze z 1920, zdjęcie z pieczątką Stalagu VI oraz nieco niepokojący paszport z wroną (sic! - ale żaden tam Volksdeutsch, dziadek jako cywil tyrał gdzieś w kopalni w okolicach Metzu i był na tyle Niemcom przydatny że go z obozu wypuscili).
-
Jednakowoż, Putin będzie jeszcze miał o czym pisać.
I gratuluję dziadków (nie Putinowi)
-
To jest w ogóle ciekawa sprawa - dziadek wg wspomnień rodzinnych nie był zdolny do zarżnięcia kury. O tyle dziwne, że w CK armii oraz w wojnie 1920 był operatorem ckm-u, zatem zadawanie śmierci jako takiej było dla niego poniekąd rutyną. Mam teorię, że nie mógł - nomen omen - znieść spojrzenia takiej niesionej pod pachą na miejsce straceń kury; patrzyła takim wzrokiem jak w "Chicken Run" pytającym: "I co ty morderco? Załatwisz mnie tak jak tamtych, tak??" :)
-
Nie wiem, czy przyczyna nie leżała aby w tym, że do zabicia kury nie mógł użyć CKM-u.
Nie to, co teraz w fermach kurzy - rozstrzeliwują, aż się z kur kurzy.